Niespodziewany zwrot akcji

Przed sobotnim hitem 6. kolejki, którym był pojedynek Barcelony z Sevillą zadawano sobie pytania typu: Czy drużyna trenera Michela wychodzi z marazmu w jaki popadała w ostatnich sezonach? Czy Katalończycy podzielą los Królewskich, którzy stracili trzy punkty w starciu na Sanchez Pizjuan? Szybka bramka Trochowskiego i mądra gra do końca spotkania, sprowadziła na ziemię gwiazdorów z Madrytu.

Barcelona w ostatniej kolejce niemiłosiernie męczyła się z Granadą. Trzeba jednak odnotować, że to goście grali w tamtym spotkaniu fantastycznie w grze obronnej.  Praktycznie mało która drużyna potrafi przyjechać na Camp Nou i postawić taki opór. Może Sevilla postanowiła postawić na nieco bardziej ofensywny styl gry? Taktyka rywala Barcelony w ostatniej kolejce mogła dać 3 punkty, ale w takich spotkaniach czasami ma się jedną okazję, którą niestety trzeba wykorzystać.

Wydawać by się mogło, że zatrudnienie w roli trenera Michela nie było najlepszym pomysłem, tym bardziej, że drużyna z Sanchez Pizjuan po raz pierwszy od ośmiu lat nie awansowała do europejskich pucharów.  Wszystko jednak uległo zmianie. Sevilla okazuje się być drużyną bardzo dobrze zorganizowaną, poukładaną, z jasno określonym pomysłem na grę. Na przeciw siebie stanęły drużyny, które jak dotąd nie doznały smaku porażki. Mamy takie czasy, że nawet na Pizjuan Sevilla nie jest w niektórych spotkaniach faworytem, a jak pokazało spotkanie z Królewskimi, zespół z Andaluzji nie musi wcale być na straconej pozycji. Oczywiście nie byłbym sobą, jakbym nie napisał, że obie drużyny mnie mimo wszystko nie przekonują.

“Trener już w poprzednim sezonie zmieniał niektóre rzeczy. Mamy pewną koncepcję, która polega na tym, byśmy to my kierowali grą, utrzymywali się przy piłce i grali ofensywnie. Poza tym są jeszcze pewne detale, które sprawiają, że czujemy się pewnie i które gwarantują nam wyniki” – odpowiadał na pytania dziennikarzy Fernando Navarro przed tym spotkaniem. Hiszpański obrońca zapewniał, że do meczu z Barceloną podchodzą na spokojnie i z pewnością siebie, zwłaszcza, że na swoim stadionie w obecnych rozgrywkach nie stracili jeszcze punktu.

Garcze Barcelony w ostatnich pięciu sezonach nie mieli wielkich problemów z ograniem rywala na Ramon Sanchez Pizjuan, choć w przeszłości bywało różnie. Od 2007 roku Barca wygrała tutaj trzy mecze (strzelając dziesięć goli i tracąc zaledwie cztery), a dwa zakończyły się remisem. Rok temu Barca zremisowała na Camp Nou 0:0, a w ostatniej akcji meczu, rzutu karnego nie wykorzystał Leo Messi Wtedy Katalończyków zatrzymał Javi Varas. (w Sevilli Barcelona wygrała 2:0). Tym razem tego nie zrobi, a przynajmniej nie w tym meczu, bo obecnie występuje w Celcie Vigo, ale Palop ma również bardzo dobre umiejętności i nieraz już zatrzymywał zespół Tito Vilanovy.

Barcelonę może niszczycielską siłą nie zachwyca jak w poprzednich sezonach, ale w tym – są konsekwentni, szybcy i cierpliwi. Długo nie strzelali gola Grenadzie i w efekcie ten mecz wygrali. Czy było to pewne zwycięstwo?W normalnym przypadku mówi się, że wynik 2:0 to pewna wygrana. Grenada jednak to specyficzny rywal dla wielu drużyn, szczególnie mocniejszych w Primera Division. Już taki po prostu ma styl gry.

Wicemistrzom Hiszpanii zależało na tym, żeby do meczu z Realem, za tydzień, przystąpić z ośmiopunktową przewagą nad Królewskimi. Mógł się powtórzyć scenariusz z meczu podopiecznych Mourinho. Szybka bramka w drugiej minucie i mecz się sam ustawił. Real resztę spotkania dominował, ale marnował swoje sytuacje na potęgę, nie miał szczęścia i rozumu.

Dużo stresu w Sevilli

Po zakończeniu spotkania kibice gospodarzy wygwizdali arbitra zawodów Antonio Miguela Mateu Lahoza. Sam mecz okrzyknięty został hitem kolejki i nie bez racji. Niespodziewane prowadzenie gospodarzy, następnie ich druga bramka, dramat Sevilli, w postaci czerwonej kartki Medela oraz wielkiego powrotu Barcy. Według trenera Tito Vilanovy zespół  Barcelony “wypracował sobie więcej szans do wygranej”. Na temat wydalenia zawodnika rywali powiedział: “Jeśli jeden piłkarz uderza głową drugiego to dostaje czerwoną kartkę. Nieważne czy jest to liga hiszpańska, czy jakaś inna. Ale sędzia nie miał pojęcia co było faulem. a co nie. Nie oceniam jednak, że w każdym przypadku gwizdał dla nas”. Czyżby?

Zaczęło się w 71. minucie. Decydujący moment spotkania Sevilla – FC Barcelona przy stanie  2:1, Gary Medel według sędziego uderza głową Cesca Fabregasa, wylatuje za to z  boiska. Według mnie jednak to bardziej Cesc błysnął aktorskim “sprytem” co zadecydowało o czerwonej kartce dla gracza Sevilli. Po czym Barcelona grając o jednego więcej strzela dwa gole i wygrywa. “Zrobię ci to samo, co Madel zrobił mi i wtedy mi powiesz, czy czerwona kartka była zasłużona” – powiedział Fabregas do jednego z dziennikarzy dopytujących się o tamtą scysję. Sevilla wytrwała do 88. minuty, kiedy arbiter powinien był przerwać grę po zagraniu ręką Thiago Alcantary. Z tej akcji “urodził” się gol wyrównujący.

Barca wstaje z kolan

Od początku spotkania Sevilla zmuszona była do rozgrywania piłki na własnej połowie po naciskiem 5-6 graczy Barcy. W 26. min nad Sevillą rozbłysło niebo kiedy gospodarze niespodziewanie objęli prowadzenie. Piotr Trochowski, po tym jak dał “ukarał” swoją bramką Real, tak teraz wykorzystał piłkę odbitą od Mascherano i z lewej nogi, strzałem po ziemi zdobył gola. W 48. min było na Ramon Sanchez Pizjuan już 2:0. Gdy Alvaro Negredo ograł Alexa Songa, a potem przerzucił piłkę nad Victorem Valdesem wyglądało na to, że goście z Barcelony nie mają szans się podnieść.

W 52 minucie Barca wreszcie obudziła się. Fabregas sprzed pola karnego huknął z lewej nogi tuż obok bezradnego Palopa. Było już tylko 2:1 W końcu Barcelona wyszła na dobrą drogę po trzy punkty. W 88 minucie dopięła swego. Messi ze snajpera, zamienił się tym razem w asystenta, a drugą swoją bramkę w tym meczu zdobył Fabregas. Wystarczyło zobaczyć z jakim impetem wychowanek La Masii wpadł za piłką do siatki Palopa by się utwierdzić w przekonaniu, kto posiadał więcej determinacji do zainkasowania kompletu punktów. W 88. min David Villa, tego dnia ostatni z wpuszczonych do gry rezerwowych, zdobył zwycięskiego gola.

“To był skomplikowany mecz” – powiedział po spotkaniu trener Barcelony. Vilanova dodał, że remis nie byłby wynikiem sprawiedliwym. Tito wydaje się być jedynym wygranym w tym spotkaniu. Trener Katalończyków potrafił zacząć sezon od sześciu kolejnych zwycięstw z zespołem, który wydaje się być wciąż daleki od szczytu formy. Kontynuuje “dzieło” Pepa Guardioli, wierząc wciąż optymistycznie, że ta drużyna wciąż jest w stanie wznieść się na poziom z finału Champions League w 2011 roku. Stał się drugim trenerem w historii Barcy, który w tak udany sposób rozpoczął swój pierwszy sezon pracy z klubem. Przed nim był Luis van Gaal 1997/98 a potem zdobył tytuł mistrzowski.

Przed Clasico przeciw Realowi w niedzielę Barca ma optymalną pozycję wyjściową. Ma szansę na powiększenie przewagi nad ekipą Królewskich do 11 pkt, a wtedy nawet fakt, że do końca sezonu pozostanie 31 kolejek nie odbierze Katalończykom uprzywilejowanej pozycji w batalii o odzyskanie tytułu.

foto: miguelez sports