O uśpionym mordercy z dziecięcą twarzą…

Dla jednych wielki piłkarz, choć jego umięjętności przez ostatnie półtora roku trochę jakby uśpione, dla drugich powód do drwin i naśmiewania się, a może w tym szaleństwie z wystawianiem jego na boisku jest metoda, parafrazując Szekspira.

O kim mowa? O Fernando Torresie. O piłkarzu, który kosztował Chelsea 40 milionów funtów i w 67 spotkaniach strzelił zaledwie 12 goli. O kimś, kto w barwach Liverpoolu w 142 meczach zdobył 81 bramek. Tak, to ten sam piłkarz! Wydawałoby się, że to nie może mieć miejsca, że ktoś warty tyle pieniędzy nagle straci blask, a jednak.

Nie zmienia to faktu, że zarówno, tak jak w Chelsea u Di Matteo czy u Villasa-Boasa, tak i w reprezentacji Hiszpanii u Del Bosque, nikt nie stracił wiary w niego. Ciągle jest wystawiany. Kiedy wyjdzie z dołka i zacznie strzelać jak na zawołanie? Dla mnie odpowiedź jest prosta – jak zmieni klub.

I tu dochodzimy do momentu, w którym trzeba się zastanowić, gdzie Torres czułby się najlepiej. Przez 7 lat grał w lidze hiszpańskiej w barwach Atletico Madryt. Może wróciłby do Hiszpanii, ale… do Barcelony.

Co mogłoby stać na przeszkodzie? Przecież piłkarz tego pokroju nietak dawno kosztował kilkadziesiąt milionów. Teraz kilkanaście i to ze względu na nazwisko, a nie formę. Mając obok siebie Iniestę, Xaviego, Villę, Messiego czułby się jak w reprezentacji Hiszpanii, jak w piłkarskim raju. Może odnalazłby dawny blask… ale zaraz. Atletico Madryt. To stoi na przeszkodzie. Czy Torres zdecydowałby się na takie posunięcie wiedząc, że w stolicy Hiszpanii nie będzie przez to wielbiony?

Di Matteo powiedział, że widzi Torresa w swoich planach na następny sezon. Gdyby trener w Chelsea zmienił się, mogłoby to oznaczać poszukiwania nowego klubu dla Hiszpana. Osobiście witałbym go z otwartymi ramionami. Ma 28 lat, wie jak się gra w piłkę, ale trochę się w tym wszystkim zagubił. Potrzebna jest zmiana środowiska. Idealnym środowiskiem byłaby Barcelona. Prawdopodobnie Torres nie przejdzie do Barcy tego lata, ale mam nadzieję, że może już zimą albo za rok zarząd Dumy Katalonii zainteresuje się tym uśpionym mordercą z dziecięcą twarzą, bo El Nino nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.