Obwoźny cyrk i wirus FIFA

Kolejna przerwa na mecze reprezentacji dobiega końca. Dwa tygodnie listopada pozwoliły na wyłonienie kolejnych uczestników przyszłorocznego Mundialu w Brazylii. Inne drużyny narodowe grały towarzysko. Reprezentacja Hiszpanii, w skład której wchodzą zawodnicy również Barcelony, miała przyjemność zagrać dwa mecze wyjazdowe w Afryce. 15 listopada z Gwineą Równikową, a 19 listopada z Republiką Południowej Afryki. Skład złożony z graczy drugoplanowych, więc i wyniki takie sobie: 2-1 z GR oraz porażka (!) z RPA 1-0.

Hiszpania, jeden z faworytów zdobycia Pucharu Świata w 2014r. ma dość specyficzny sposób przygotowywania się do tych rozgrywek. Zastanawiam się czy spotkania towarzyskie, rozegrane w ostatnich dwóch latach (2012, 2013), mają jakikolwiek sens; mecze m.in. z Haiti, Gwineą Równikową, Portoryko, Panamą, Arabią Saudyjską – to tylko te najbardziej ekstremalne przypadki, kiedy to obecni Mistrzowie Świata i Europy, grają na przysłowiowym końcu świata. Po co? Nie widzę sensu sportowego tego typu spotkaniom – mecze towarzyskie, w mojej opinii, powinny służyć temu żeby po pierwsze – zgrywać drużynę; po drugie – sprawdzać nowe ustawienia i zawodników; po trzecie – szlifować formę i doskonalić się w każdym aspekcie bo nikt idealny nie jest. I w tym kontekście zastanawiam się czy te cele spełniają mecze z takimi potęgami jak, choćby ostatnio, Gwinea Równikowa? Kraj w którym, mówiąc skrótowo, jest źle pod każdym względem (ubóstwo, problemy gospodarcze, rządy dyktatorskie), reprezentacja piłkarska jest na końcowym miejscu w rankingu FIFA. Czy takie mecze coś dają Hiszpanom? Wydaje mi się, że z racji ostatnich sukcesów, La Roja jest wykorzystywana trochę jak obwoźny cyrk, czy trupa aktorska. Lecą te kilkanaście tysięcy kilometrów, na drugi koniec świata, żeby zagrać z marnymi przeciwnikami (przy całym szacunku do tych drużyny). No ale kasa się zgadza! Może RFEF nie patrzy na to z kim warto grać, tylko z tym kto da więcej, a że jest to państwo rządzone przez dyktatora (GR) to pal licho. Co z tego, że trzon reprezentacji (zawodnicy Barcelony i Realu Madryt), nieprzerwanie od kilku lat grają non stop, po kilkadziesiąt meczów w sezonie, do tego dochodzą rozgrywki międzynarodowe jak Puchar Konfederacji w 2013r., czy Mistrzostwa Europy w 2012r. Dochodzimy do sytuacji, w której nie dość, że Hiszpanie są eksploatowani do granic możliwości, to dodatkowo na mecze towarzyskie z Portoryko czy Haiti, musieli jechać do tych krajów! To tak jakby bracia Kliczko zgadzali się na walkę z każdym, wszędzie, pod warunkiem że na ich konto wpłynie odpowiednia suma. Kuriozum. Naturalnie rozumiem, że trzeba też wypełniać obowiązki reklamowe, „pokazać się wszystkim”, ale są chyba jakieś granice. Sami Hiszpanie też powinni zwracać większą uwagę na to z kim grają. Tegoroczny Puchar Konfederacji boleśnie pokazał Hiszpanom, że czołówka światowa nie śpi i o obronę tytułu z RPA będzie bardzo trudno. Porażka w finale Pucharu Konfederacji z Brazylią nie była przypadkiem. Nie grając z najlepszymi Hiszpanie zatrzymują się w rozwoju, a ten kto stoi w miejscu tak naprawdę się cofa.

Nie ma nawet znaczenia, że Hiszpanie przegrali z RPA, bo tak naprawdę mecz ten nie miał żadnego znaczenia. W spotkaniu o punkty czy w jakimś turnieju, jest wielce prawdopodobne, że RPA zostałaby zrównana z ziemią. Na dziesięć takich meczów, Hiszpanie grając na pół gwizdka, wygrają dziewięć.

Druga sprawa, która nieodłącznie wiąże się z meczami reprezentacji, to potocznie zwany „wirus FIFA”. Choć osobiście nie jestem zwolennikiem tego terminu to parę słów wyjaśnienia trzeba przytoczyć. Głównie chodzi o to, że mecze reprezentacji są bardzo męczące, gdyż zmienia się cały system treningów; rozgrywki krajowe zostają wstrzymane na dwa tygodnie. I jak to bywa podczas tych przerw, zawodnicy mogą nabawić się kontuzji. I tym razem los nie oszczędził Barcelony – Victor Valdes prawdopodobnie wypadł z gry na dwa miesiące; Sami Khedira (Real Madryt) prawie na pewno kończy sezon klubowy, z racji zerwanych więzadeł. Kontuzje również nie oszczędziły tych zawodników, którzy w Barcelonie zostali – Xavi i Tello również nabawili się drobnych urazów. A wydawałoby się, że po to Xavi został w domu, żeby trochę odetchnąć. Ot, zrządzenie losu. Daleki jestem od stwierdzeń, że gdyby nie mecze reprezentacyjne, to kontuzji Valdesa i Khediry by nie było. Kontuzja równie dobrze mogła się im przytrafić podczas klubowego treningu czy meczu. Faktem jest jednak, że obciążenia związane z reprezentacjami, mogą mieć wpływ na zdrowie zawodników.

Trzecia sprawa o której chciałbym powiedzieć – kalendarz rozgrywek. Rok ma 12 miesięcy i z tym nic się zrobić nie da. Rozgrywki klubowe trwają (uogólniając) od września do czerwca, w jednych krajach Europy sezon zaczyna się wcześniej z racji przerwy zimowej. Podczas tych 10 miesięcy, standardowo mamy rozgrywki ligowe, pucharowe i europejskie. Taka Barcelona rozgrywa w sezonie plus-minus 60 gier. Dodajmy do tego kilkanaście spotkań w ramach reprezentacji i robi się spora liczba. Czasami zawodnicy na odpoczynek między jedną kampanią, a drugą mają bardzo mało. Jeżeli sezon oficjalnie kończy się w czerwcu, potem jest czas na przygotowanie się do rozgrywek międzynarodowych i same turnieje. Zawodnik Barcelony w takim rozkładzie, na prawdziwy odpoczynek w gronie rodziny, w ciszy i spokoju ma zaledwie kilka tygodni! Przeciwnicy powiedzą, że przecież mecze gra się co trzy dni, prawda, ale w ciągu tych trzech dni zawodnicy oprócz tego, że trenują mają jeszcze inne obowiązki, np. wypełnianie kontraktów reklamowych. Niby zarobieni nie są, a jednak coś jest na rzeczy.

Jaki ja mam pomysł na kalendarz rozgrywek dla takiej Hiszpanii? Rozgrywki ligowe od września do czerwca, co wiązałoby się z zmniejszeniem liczby uczestników rozgrywek. Marzeniem jest, żeby Barcelona grała w La Liga tylko w weekendy. Środek tygodnia zarezerwowany na Puchar Króla i Ligę Mistrzów. W tym okresie dziesięciu miesięcy żadnych meczów towarzyskich, co najwyżej te w ramach kwalifikacji do międzynarodowych rozgrywek. Czerwiec dla reprezentacji. Lipiec na odpoczynek. Sierpień początek presezonu. Opcjonalnie miesięczna przerwa reprezentacyjna gdzieś w połowie sezonu. Chciałbym, żeby rozgrywki szły w jakość, a nie ilość. Niech liga będzie mniejsza, ale bardziej konkurencyjna. Niech w początkowych fazach Copa del Rey, o awansie decyduje jeden mecz, a nie dwa.

To jest tylko moja wizja. To się nigdy nie spełni. Nie łudźmy się. Najbardziej cierpią na tym piłkarze i poziom rozgrywek. Wszyscy szafują siłami żeby starczyło na cały sezon. Nie dziwmy się potem, że mecze przypominają nudne i ślamazarne gry, bo drużyny najzwyczajniej w świecie nie mają już sił. Światem piłki rządzą pieniądze – ogromne sumy pieniędzy. Plany na rozszerzenie liczby uczestników Ligi Mistrzów, skądś się wzięły. Szkoda tylko, że traci na tym sam futbol.