Odliczanie czas zacząć

Już za tydzień. Od ostatniego oficjalnego meczu Barcelony minęło sporo czasu. W tym okresie zmieniło się wiele. Mimo to, pytań dalej jest więcej niż odpowiedzi. Jak w roli trenera sprawdzi się Luis Enrique? Jak będzie grała nowa Duma Katalonii? Jak będzie wyglądała linia defensywna- najsłabsze ogniwo w poprzednich latach? Czy Pique i Alves w końcu zaczną grać na miarę oczekiwań? Jak będą się prezentowały nowe transfery Barcy, na czele z Rakiticiem i Suarezem? Takich pytań można zadawać w nieskończoność. Na koniec i tak liczą się suche fakty- z iloma pucharami i tytułami Blaugrana zakończy rozgrywki a. d. 2014/15.

W życiu jest tak, że po nowych doświadczeniach- tych dobrych i złych- przychodzi czas na refleksję i chwilę zastanowienia się nad tym co nas spotkało. Nie inaczej jest i w Barcelonie. Z perspektywy czasu znajduję coraz więcej pozytywów z sezonu 2013/14. Taki sezon, siłą rzeczy, musiał się Katalończykom przytrafić. Po tłustych, wręcz obrzydliwie tłustych latach, nadszedł czas posuchy i obniżenia lotów przez kluczowych zawodników.

Klęska w finale Pucharu Króla, porażka w ostatnim meczu ligowym z Atletico, który zadecydował o losach mistrzowskich, dramat w Lidze Mistrzów, a na dokładkę apokalipsa Hiszpanii na mundialu. To wszystko nałożyło się na siebie w krótkim odstępie czasu. Zawiedli wszyscy. Dzisiaj, bogatsi o te doświadczenia, z optymizmem możemy patrzeć na nowy projekt Luisa Enrique, który z dnia na dzień, nabiera coraz wyraźniejszych i pełniejszych kształtów, choć jak zaznaczyłem na początku, wszystko jest jedną, wielką niewiadomą.

Zacznijmy jednak od aspektów pozytywnych. To co jeszcze rok temu było „niewykonalne”, Luis Enrique robi od ręki i bez zająknięcia się. Chodzi naturalnie o pozbycie się tych zawodników, którzy w Barcelonie byli, ale wszyscy wiedzieli, że nic z nich nie będzie. Na tę chwilę, Lucho pozbył się większości graczy, którzy nie prezentują odpowiedniego poziomu. Wypożyczenia i sprzedaż, to decyzje dobre, z których w przyszłości mogą wpłynąć większe korzyści. Może Tello w Porto i Deulofeu w Sevilli dorosną do tego, żeby stanowić o silne ataku Dumy Katalonii za kilka lat. W szczególności Gerard, którego talent jest niepodważalny, również jak jego ego, które uniemożliwia mu wskoczenie na wyższy poziom.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że w Katalonii przez kolejny rok grać będą jeszcze Dani Alves, Alex Song i Sergi Roberto. Wszystkiego mieć nie można. Potrafię jeszcze uwierzyć, że Song czy Dani mogą wnieść do tej drużyny coś dobrego. Z Brazylijczykiem sprawa jest bardziej skomplikowana, bo Alves jest w takim wieku, prezentuje taki, a nie inny poziom, pobiera taką, a nie inną pensję, że w Barcelonie ma się jak w Edenie. Żyć nie umierać. Kameruńczyk jest piłkarzem dobrym, ale tak po ludzku, nie pasuje do Barcelony. Z kolei Sergi Roberto jest totalnym nieporozumieniem. Nie wiem czy ma jakiegoś haka na zarząd, ale jego obecność w kadrze jest pomyłką.

Kadra na nowy sezon wydaje się kompletna. 25 zawodników, którzy spróbują odbić się od dna i po raz kolejny zawojować Europę. Ten sezon w Hiszpanii zapowiada się jeszcze bardziej fascynująco niż poprzedni. Real i Atletico zbroją się na potęgę. O mistrzostwie nie zadecydują starcia na szczycie, ale mecze z pozostałymi drużynami w stawce. Każde, nawet najmniejsze potknięcie, może kosztować tytuł mistrza Hiszpanii.

Jeszcze ciężej będzie na poziomie europejskim. Choć losowanie fazy grupowej odbędzie się 28 sierpnia, to transfery gigantów europejskich pokazują, że wygranie Ligi Mistrzów będzie nie lada wyzwaniem. Manchester City, Arsenal Londyn, Chelsea Londyn, Liverpool, PSG, Real Madryt, Atletico Madryt, Borussia Dortmund, Bayern Monachium- wszystkie te ekipy dokonały większych bądź mniejszych wzmocnień, ale każda z tych drużyn ma szansę na obronę, w wypadku Realu, albo wygranie Ligi Mistrzów. W moim odczuciu, największym faworytem tych rozgrywek jest właśnie Real Madryt. Transfery dokonane przez Królewskich mówią same za siebie. Szczególnie zakup Toniego Kroosa, bo Navas i James Rodriguez, w moim odczuciu, to raczej zachcianki Pereza. Już w Superpucharze Europy Niemiec pokazał jak wartościowym jest graczem i pozostaje pytanie, gdzie w tym czasie był Zubizarreta.

Innym wielkim faworytem jest Chelsea Londyn prowadzone przez Sami-Wiecie-Kogo. Sprowadzenie m.in. Costy i Fabregasa to przekaz, że ten sezon ma należeć właśnie do londyńskiej ekipy. Pozostaje jeszcze kwestia Bayernu Monachium. Jeżeli Guardiola będzie miał do dyspozycji wszystkich kluczowych zawodników oraz nie będzie się trzymał kurczowo tiki-taki, to monachijczycy mogą znowu grać jak w kampanii 2012/13.

Pozostaje pytanie, czy Barcelona również ma szanse na zdobycie Pucharu Mistrzów. Tercet Neymar, Suarez, Messi może zdemolować każdą obronę rywala. Na papierze taki atak musi budzić uzasadniony strach. W pomocy Mascherano, Rakitić i Iniesta, pozostający w odwodzie Busquets i Xavi, to również spora siła ofensywna. Największe obawy budzi linia obrony, w końcu żaden z czwórki nominalnych stoperów nie jest uznawany za topowego defensora (sam mówił o tym Pique). Te problemy schodzą na dalszy plan, bo jak pokazało Atletico Madryt- liczy się kolektyw. Każdy zapierdziela dla drużyny, a nie dla siebie. Taka drużynowość gdzieś w Barcelonie zanikła. Drużyna podzieliła się na atak i obronę, zabrakło jedności, solidarności, a w końcowym efekcie wyników. Jeżeli Enrique pozbiera wszystko i wszystkich do kupy, to choć o triumf w Hiszpanii i Europie będzie trudno, to jest on możliwy.