Oficjalnie: Bartomeu winny!

 

Za błędy należy płacić. Stanowisko w niczym nie pomoże, a wręcz przeciwnie, ono może Cię pogrążyć. Przecież “stołek” obok stosu przywilejów to także obowiązki, a może nawet i PRZEDE WSZYSTKIM obowiązki. Stało się, Bartomeu jest winny zarzucanych mu czynów. Czy ktokolwiek spodziewał się innego wyroku w tej sprawie? 

No ok, to nie jest wyrok sądu i hiszpańskiego wymiaru sprawiedliwości.  To nie jest nawet wyrok zarządu Barcelony, ale jest to decyzja kogoś równie ważnego. Jestem cule od czasów dla gimbów zamierzchłych. Jestem cule od czasów kiedy świętem był mecz Blaugrany na TVP2 (kto by wtedy pomyślał o C+?). Pamiętam jak mój telewizor miał więcej pikseli niż minecraft i numery na koszulkach rzeczywiście spełniały inną rolę niż symboliczną. To były również czasy słabej Barcelony. Barcelony, która nijak miała się do tej, która tak rozpieściła nas w ostatniej dekadzie. Copa del Rey było szczytem marzeń. Czułem się wtedy chyba jak kibic Villarreal, albo w najlepszym wypadku Sevilli. Ciekawe, choć nieprzyjemne sportowe doświadczenie. Byłem wtedy kibicem średniego klubu. Ale byłem szczęśliwym kibicem.

Bartomeu jest winny w moich oczach i oczach wielu cules. I nie zwracam tutaj niemalże żadnej uwagi na sprawę “Neymargate”, bo i za Laporty mieliśmy do czynienia z przekrętami na gruuubą kasę. Mówię tutaj o czymś zupełnie innym. Bartomeu, Rosell i spółka dokonali morderstwa w czystej postaci. A za to wyrok powinien być tylko jeden. Sportowa śmierć, czyli zakaz jakiegokolwiek kontaktu z jakąkolwiek dziedziną sportu w jakiejkolwiek postaci. Nawet w FIFIE. Nie żartuję.

Morderstwo nie jest tutaj słowem absolutnie wyolbrzymionym. Pamiętam ostatni sezon Ronaldinho i Rijkaarda. Pamiętam blamaż i szpaler na Bernabeu. Pamiętam zdjęcia Brazylijczyka nawalającego rękoma po bębenkach kiedy Barca odpadała z Ligi Mistrzów. Pamiętam żywe wtedy Camp Nou, które nietypowo było białe. Białe od chusteczek. Jednak najbardziej z tamtego okresu pamiętam słowa mojego brata – prywatnie fana Manchester United – który powiedział: “Ale macie tam syf w Katalonii. W dwa lata po tryumfie w Lidze Mistrzów drużyna stała się całkowitą ruiną. Mimo to ma w sobie tę dziwną wyjątkowość”. Święta prawda. To BYŁA prawda.

Barcelona mimo wszystkich swoich problemów, których miała w swojej historii przecież wiele, zawsze pozostawała tą wyjątkową marką. Zawsze nam tego zazdroszczono. Zazdrościł nam komercyjny Real, który wiedział, że tej wyjątkowości nie kupi za żaden pieniądz. Zazdrościł nam Liverpool, zazdrościł Milan.

Bartomeu jest winny. On i cały jego zarząd. Oni wszyscy są winni zdrady. Zdrady barcelonismo. Jeszcze 4 lata temu nikt z nas nie spodziewałby się usłyszeć słów, że barcelońska koszulka jest warta tyle czy tyle. Bo ta koszulka jest bezcenna. Każdy prawdziwy cule o tym wie. Dziś już wiemy, że Faus, który piastuje stanowisko wiceprezydenta Barcelony wycenił ją na “40 do 50 milionów”.

Ileż kłamstw i upokorzeń musi przeżyć jeszcze kibic Barcelony? W życiu nie słyszałem takiej ściemy jak ta o braku wiedzy z ewolucji Qatar Fundation w Qatar Airways. A nawet jeśli nie wiedzieli, to za taką niekompetencję powinni wylecieć wszyscy związani z ówczesnym zarządem od Rosella po woźnego Pablo. A to wszystko przecież jest tylko szczytem góry lodowej.

Każdy z nas pamięta jak traktowano Pepa. Każdy z nas pamięta w jaki sposób pożegnano Abidala.

I właśnie teraz Abidal pokazał nam obecną sytuację w Dumie Katalonii najdobitniej. Ileż to razy Francuz grając w Monaco, a później w Grecji mówił, że marzy o powrocie do Barcelony. Przecież to właśnie stolicę Katalonii wskazał jako swój dom. Domu jednak nie ma. Już nie ma i winą za tę postać rzeczy można obwinić można właśnie Bartomeu i spółkę.

Bo my przecież nie pokochaliśmy Barcelony za wyniki tylko za… no właśnie, nawet nie wiem jak to nazwać. Barcelońskość? Nieważne! Pokochaliśmy ją za to przywiązanie do tradycji, do regionu, za to, że pewnych rzeczy nie chciała kupić i sprzedać choć mogła.

“Josep Maria Bartomeu winnym zamordowania w Barcelonie wszystkiego co barcelońskie”.

I nie miejcie moi drodzy najmniejszych pretensji do Kataru! Oni jak i wielu innych przyjechali zrobić interes i udało im się. To nie ich wina.

Paradoksalnie najmniej karcił będę Hiszpana za sprawę Neymara. Czas pokazał, że Brazylijczyk jest warty każdego eurocenta.

Ten sam czas pokazał też, że Twój czas panie Bartomeu dobiegł końca. I naprawdę mało mnie teraz interesuje czy Real Madryt prowadzi przeciw nam kampanię. Nasz prezydent jest w tym samowystarczalnym mistrzem. I szczerzę mu życzę, by kandydował! Zza krat! Na kogo ma kandydować? Nie znam się na więziennych zwyczajach, ale zawsze może zająć się myciem tego w czym spuścił cały nasz historyczny spadek… Przecież tak bardzo zależy Josepowi B. na tronie.