Okiem rywala: Co się stało, co się zesrało?

casillas_3

Jak co roku, czekając na losowanie 1/8 finału Ligi Mistrzów, liczę na to, że Real trafi na niezbyt wymagającego rywala, natomiast Barcelonie życzę drużyny, która będzie w stanie wyrzucić ją za burtę najbardziej elitarnej ligi świata.

W tym roku losowania nie da się podpiąć pod moje oczekiwania, ale mimo wszystko jestem szczęśliwy z jego przebiegu.  Duma Katalonii trafiła na AC Milan i trzeba przyznać, że to w zasadzie jeden z najtrudniejszych przeciwników, jakich mógł im przydzielić los. Chociaż w Serie A podopieczni Massimiliano Allegriego zajmują dopiero siódmą lokatę i do liderującego Juventusu tracą 17 (!) punktów, a w ostatnim meczu z Romą zaprezentowali się bardzo słabo, to mam nadzieję, że w dwumeczu z Barceloną wysoko zawieszą poprzeczkę i pokuszą się o awans do ćwierćfinału. Na tę chwilę wygląda jednak na to, że to Barcelona ‘zadecyduje’ o tym, kto zwycięży w tym wielkim dwumeczu. W obecnej formie podopiecznych Tito Vilanovy Milan może pomyśleć jedynie o taktyce podobnej do tej, którą w półfinale zeszłych rozgrywek Champions League przyjęła drużyna Chelsea Londyn.

Real Madryt – Manchester United. Te dwie nazwy postawione obok siebie powodują u wszystkich kibiców piłki nożnej ekscytację i zniecierpliwienie. Początkowo liczyłem na to, że Królewscy wylosują o wiele słabsze na papierze Schalke, ale już po poznaniu rywala na mojej twarzy pojawił się uśmiech.

Mówiąc szczerze, Real Madryt na tę chwilę znajduje się w bardzo przeciętnej dyspozycji i niemal wszyscy kibice Los Blancos obawiają się pojedynku z Czerwonymi Diabłami. Osobiście wychodzę z założenia, że jak spadać, to z wysokiego konia. Jeżeli moi ulubieńcy nie wrócą do optymalnej formy, mogliby mieć kłopoty nawet z wyeliminowaniem Schalke, a jeżeli zaczną grać tak jak w zeszłym sezonie to i podopieczni sir Alexa Fergusona nie są im zupełnie straszni. W tej chwili nie jestem w stanie przewidzieć jak potoczą się losy dwumeczu z  Manchesterem United, ale modlę się o to, by Real odnalazł swoją magiczną formę na przełomie lutego i marca. W końcu podopiecznych Jose Mourinho w ciągu trzech dni czeka ligowy pojedynek z Barceloną i rewanż 1/8 finału Ligi Mistrzów na Old Trafford…

Liga Mistrzów to jedno, ale pozostają jeszcze rozgrywki ligowe. Nie przypadkowo akurat ten temat zostawiłem na koniec, bo niestety na tę chwilę piłkarze Realu Madryt mogą poprawić humory swoim kibicom jedynie dziesiątym triumfem w Champions League.

W Primera Division Barcelona rozbija po kolei każdego rywala, nawet tych, którzy na papierze wyglądają niezwykle groźnie, a Messiemu zupełnie nie przeszkadza, że ludzie odpowiedzialni za strzelanie bramek snują się po boisku. Alexis Sanchez i Pedro nie zdobywają bramek, David Villa ku zaskoczeniu wielu kibiców siedzi na ławce, ale wielki Leo w obecnej formie jest w stanie sam zapewniać Dumie Katalonii zwycięstwa.

Królewscy natomiast z meczu na mecz prezentują się coraz lepiej, ale zupełnie nie przekłada się to na odnoszone przez nich rezultaty. W spotkaniu z Malagą Cristiano Ronaldo w końcu próbował wziąć grę na siebie, biegał, starał się, ale przy tym wszystkim zanotował jakąś kosmiczną liczbę niecelnych podań. W pierwszej połowie Ronaldo i Di Maria zmarnowali dwie stuprocentowe sytuacje, a w drugiej Malaga zaczęła strzelać bramki i Real znów przegrał. Iker Casillas na ławce rezerwowych, zespół znów bezradny, a kolejni rywale powiększają tylko stratę podopiecznych Jose Mourinho do Barcelony. O co chodzi, co się stało, że się zesrało? Nie mam pojęcia, wierzę jednak, że w nowym roku Real wróci znacznie silniejszy i powalczy o La Decimę. O obronieniu mistrzostwa Hiszpanii nie zapominam, ale nie będę zawracał tym sobie głowy, dopóki mój ukochany klub nie zacznie grać, tak, jak powinien.

Darek jest fanem Realu Madryt od 2001 roku, jego ulubionym piłkarzem od zawsze był i jest Zinedine Zidane, lubi czytać książki, pić dobre piwo i nie znosi nurkowań Busquetsa.