Okiem rywala: Czas na finał

Piszczek Ronaldo
Chociaż każda możliwa półfinałowa para Ligi Mistrzów byłaby niezwykle ciekawa, to muszę przyznać, że losowanie zostało ustawione. Pode mnie. Gdyby Real trafił na Bayern, liczyłbym na zemstę za zeszłoroczne półfinały. Jeżeli wypadłoby na Barcelonę, miałbym nadzieję na kolejne pokonanie odwiecznego rywala w tym sezonie. Najsłabiej z grona najlepszej czwórki Europy prezentuje się Borussia i chociaż papierowe warianty taktyczne i punkty umiejętności rodem z FIFY z nie grają, to wierzę w awans mojej drużyny.

W rozgrywkach grupowych obydwa zespoły spotkały się ze sobą dwukrotnie, a lepiej w tych meczach zaprezentowali się obecni jeszcze wtedy mistrzowie Niemiec. Półfinałowy dwumecz to jednak zupełnie inna bajka, a ponadto forma Realu Madryt od czasu zmagań grupowych na pewno wzrosła i to w znacznym stopniu. Borussia natomiast znalazła się w gronie czterech najlepszych drużyn Europy przy sporym szczęściu, nie zachwycając w dwumeczu z Malagą.

Wiele osób może powiedzieć, że Real jest w słabej formie, ponieważ przegrał rewanżowe spotkanie przeciwko Galatasaray. Każdy kto oglądał to spotkanie jest jednak świadom tego, że po zdobyciu bramki Królewscy obniżyli obroty i starali się kontrolować przebieg spotkania. Ta sztuka im się jednak nie udała, Galata rozegrała fantastyczne kilkadziesiąt minut, co pozwoliło im na zdobycie trzech bramek i tchnięcie nadziei w serca kibiców. Chociaż do czasu zdobycia drugiej bramki przez Cristiano Ronaldo bałem się o tragiczną niespodziankę, to analizując na chłodno przebieg dwumecz zauważam, że Real pożegnał Galatasaray w dosyć pewny i łatwy sposób. Na Santiago Bernabeu było 3:0, a podopieczni Jose Mourinho wcale nie narzucali zabójczego tempa. To spotkanie dobrze podsumował ekspert Canal +, Krzysztof Przytuła, mówiąc, że Królewscy zagrali na 60% swoich możliwości, ponieważ tyle potrzebowali do zapewnienia sobie sporej zaliczki. W rewanżu Real szybko strzelił bramkę i rywale potrzebowali aż pięciu trafień do awansu. Królewscy próbowali zagrać na zero z tyłu, bardzo rzadko atakując bramkę rywali, a taka taktyka zemściła się na nich w drugiej połowie. Gdy Galatasaray potrzebował już tylko dwóch bramek do sprawienia sensacji Królewscy spięli szyki, potrafili dłużej przytrzymać futbolówkę, a ostatecznie po raz drugi pokonali Muslerę.

Ważną częścią losowania była dla mnie kolejność wyciągania karteczek przez Ruuda Van Nistelooy’a. Holender czytał mi w myślach i na moją prośbę usadowił Real Madryt jako drugi zespół w parze, co w praktyce oznacza rewanżowe spotkanie półfinału na Santiago Bernabeu. To naprawdę duży plus po stronie Królewskich, a jeżeli ktoś nie rozumie dlaczego, to wystarczy, że obejrzy sobie niedawny pojedynek Borussi z Malagą. Jeżeli podopieczni Jose Mourinho potkną się w pierwszym meczu, to będą mieli szansę na naprawienie błędów przed własną publicznością.

Finał jest realny, La Decima wciąż w zasięgu ręki. Liczę na to, że powiedzenie „do trzech razy sztuka” sprawdzi się i tym razem i Królewscy w końcu awansują do finału Champions League. Na Wembley może zdarzyć się wszystko, ale bardzo chciałbym zobaczyć na tym historycznym stadionie swoją drużynę. Co by tu dużo nie mówić, stęskniłem się za widokiem Casillasa i spółki w tym ostatnim turniejowym spotkaniu…

Darek jest fanem Realu Madryt od 2001 roku, jego ulubionym piłkarzem od zawsze był i jest Zinedine Zidane, lubi czytać książki, pić dobre piwo i nie znosi nurkowań Busquetsa.