Okiem Rywala: “Kota nie ma, myszy się gubią”

uid_a53f314496e891c3642f0595d8b1c4831357542065997_width_700_play_0_pos_3_gs_Żyjemy w czasach, w których porównywanie Lionela Messiego do Cristiano Ronaldo i na odwrót jest sprawą zupełnie powszechną. Niemal na każdym kroku możemy doświadczyć rozmów, artykułów czy nawet kompilacji mających na celu udowodnienie wyższości jednego z piłkarskich bóstw. Przykładając szklankę do ściany razem mieszkających kibiców Realu i Barcelony moglibyśmy usłyszeć, że Portugalczyk jest najlepszym piłkarzem świata, ponieważ przy zmianie klubu z całą pewnością poradziły sobie znacznie lepiej, co oznacza, że jest po prostu bardziej uniwersalny niż Messi. Chociaż gdybanie jest specjalnością naszego narodu, to oprę się pokusie i nie będę próbował przeanalizować tego założenia. Skupię się natomiast na suchych statystykach, które rozwieją wątpliwości na temat, nad którym wielu z Was spędziło kilka bądź kilkadziesiąt sekund swojego życia.

Oglądając ligowy pojedynek Realu Madryt z Osasuną przyszło mi do głowy kilka przemyśleń. Królewscy dobrze weszli w nowy rok zwyciężając z Realem Sociedad i Celtą Vigo, ale w Pampelunie byli zupełnie bezsilni. Może to zabrzmi dosyć głupio, ale na pierwszy rzut oka było widać, że podopieczni Jose Mourinho bez Cristiano Ronaldo w składzie tracą ogromnie dużo jakości. Portugalczyk ostatnio jakby wydoroślał i postanowił wziąć ciężar gry na swoje barki, co wychodziło mu doprawdy doskonale. Gdy w Pampelunie Los Blancos musieli radzić sobie bez niego wszystko jakby spowolniało, gra Królewskich nie miała już takiego tempa i nic nie przychodziło z taką łatwością. Drapiąc się po głowie pomyślałem: ‘Czy Real bez Cristiano Ronaldo, a Barcelona bez Lionela Messiego naprawdę tracą tak dużo?’.

Postanowiłem trochę poszperać w statystykach obu piłkarzy i policzyć spotkania, w których nie uczestniczyli. Pod lupę wziąłem jedynie te poważne rozgrywki, czyli Primera Division, Copa del Rey, Ligę Mistrzów, Klubowy Puchar Świata, a także Superpuchary Hiszpanii i Europy. Jeżeli chodzi o Lionela Messiego, to statystyki przeze mnie zaprezentowane dotyczą jego gry w Dumie Katalonii od sezonu 2006/07, w którym to na stałe został podstawowym zawodnikiem drużyny.

Do rzeczy! W ciągu sześciu pełnych i obecnego zaczętego sezonu Leo Messi opuścił 70 spotkań Barcelony. Opuścił, czyli albo nie został powołany do kadry meczowej albo całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych. Najwięcej meczów swojego zespołu wielki Argentyńczyk jedynie oglądał w sezonie 2006/07, kiedy to taka sytuacja miała miejsce aż 23 razy. Z sezonu na sezon ta liczba ulegała zmniejszeniu i w rozgrywkach 2011/12 Messi nie zagrał w jedynie czterech spotkaniach.

Trzeba przyznać, że nieobecność La Pulgi miała wyraźny wpływ na wyniki Blaugrany. Spośród 70 spotkań Katalończycy kończyli zwycięsko 41 z nich, 16 razy dzielili się z rywalami punktami, a 13 razy musieli zejść z murawy z piętnem pokonanych.

Bawiąc się w wyższą matematykę można powiedzieć, że bez Messiego Barcelona miała do zdobycia 210 punktów, z których ugrała jedynie 139. Słowo jedynie pada tutaj nieprzypadkowo – w końcu żaden kibic 21-krotnego mistrza Hiszpanii nie byłby zadowolony z 66% skuteczności drużyny.

W przypadku Realu Madryt statystyki prezentują się jeszcze gorzej. W ciągu trzech niepełnych sezonów, Cristiano Ronaldo musiał zaliczyć 20 przymusowych bądź skrzętnie zaplanowanych przez Jose Mourinho absencji, a Królewscy bez swojej największej gwiazdy w składzie radzili sobie niezwykle przeciętnie.

11 zwycięstw, 3 remisy i aż 6 porażek – tak właśnie prezentują się statystyki najbardziej utytułowanego hiszpańskiego klubu bez gwiazdy rodem z Madery.

Królewscy w owych spotkaniach mieli do zdobycia 60 oczek, a na swoje konto dopisali jedynie 36, czyli 60% z całej stawki.

Przyglądając się tym cyfrom, możemy przyznać, że Cristiano Ronaldo ma jednak odrobinę większy wpływ na swój zespół. Tylko czy przy tak nieznacznych różnicach można jednoznacznie orzekać zwycięstwo jednego z tych wielkich piłkarzy?

Zróbcie z tymi dziwnymi cyferkami to, na co tylko macie ochotę. Musicie jednak zauważyć, że zarówno Messi, jak i CR7 mają ogromny wpływ na grę swoich drużyn,   które bez nich w składzie prezentują skuteczność ligowych średniaków.

Darek jest fanem Realu Madryt od 2001 roku, jego ulubionym piłkarzem od zawsze był i jest Zinedine Zidane, lubi czytać książki, pić dobre piwo i nie znosi nurkowań Busquetsa.