Okiem Rywala: To jeszcze nie koniec

Po fatalnym spotkaniu przeciwko Betisowi, każdy fan Realu Madryt z całą pewnością obawiał się derbów stolicy Hiszpanii, które były zaplanowane na tydzień po blamażu na Estadio Benito Villamarín.

Na samą myśl o niesamowitym Falcao i spółce robiło mi się niedobrze, ale uznałem, że dla rozluźnienia obejrzę pojedynek FC Barcelony z Athletikiem Bilbao. Baskowie w tym sezonie zawodzą (chociaż to chyba niezbyt dobitne określenie), jednak miałem nadzieję, że, jak to się mówi, zagrają na ambicji i wysoko postawią poprzeczkę liderowi Primera Division.

Podopieczni Marcelo Bielsy nie pokazali w tym spotkaniu jednak nic ciekawego, na początku spotkania kilka razy poklepali ze sobą w niezły sposób, ale tak naprawdę przez 90 minut nie było jakiegokolwiek zagrożenia dla Barcelony i jej kompletu punktów. Zastanawia mnie w jaki sposób z sezonu na sezon można oduczyć się grać w piłkę, ale to już temat na zupełnie odrębny artykuł.

Zażenowany postawą Basków czekałem na wielkie derby Madrytu, a te zaskoczyły mnie jeszcze bardziej. Piłkarze wielkiego w tym sezonie Atletico nawet nie spróbowali powalczyć o punkty z Królewskimi, zamiast tego skupili się na wszechobecnych prowokacjach i kłótniach z sędzią oraz piłkarzami gospodarzy.

Kwestią omawianą przez wszystkich kibiców oglądających spotkanie, z pewnością jest postawa Diego Costy. Napastnik Rojiblancos wiele razy prowokował rywali, między innymi opluwając swoją dłoń i uderzając nią Ramosa w twarz, ale z bólem serca muszę przyznać, że Sergio również ma swoje za uszami. Telewizja Cuatro, znana z wywlekania szczegółów z każdego spotkania, udowodniła, że obrońca reprezentacji Hiszpanii przed wyżej wymienioną sytuacją splunął w stronę rywala, a przy okazji rzucił w jego stronę kilka niezbyt przyjemnych słów.

Naprawdę boli mnie to, że Sergio nie jest w stanie skupić się na grze i co jakiś czas popełnia boiskowe przestępstwa, za które często powinien być zawieszany na kilka spotkań. Od jakiegoś czasu stoper Królewskich prezentuje wyborną formę, jest jednym z najlepszych obrońców na świecie, ale niestety nie jest w stanie zagrać kilku spotkań bez jakiegoś debilnego zachowania. Kibice Barcelony za swojego ‘ulubieńca’ uważają Pepego, który również nie stroni od boiskowego chamstwa, jednak muszę przyznać, że Sergio Ramos nie ustępuje mu w karygodnych zachowaniach. To nie był pierwszy, a obawiam się, że także nie ostatni taki mecz w wykonaniu Ramosa. Sergio, jesteś świetnym piłkarzem i powinieneś wiedzieć, że mistrzowie zachowują się zgoła inaczej…

Wracając do samego spotkania, muszę przyznać, że jestem dumny z postawy Królewskich. Cristiano Ronaldo w końcu zdobył bramkę z wolnego, a w całym spotkaniu wykonywał cztery takie stałe fragmenty gry, z których trzy miały szansę na zakończenie się bramką (poprzeczka i dobra interwencja Curtoisa). Mesut Özil, czyli mój ulubieniec, w końcu zagrał na swoim poziomie, strzelił gola, a ponadto popisał się cudownym podaniem w sytuacji, gdy Cristiano Ronaldo trafił w słupek. Reszta drużyny również zagrała bardzo dobrze i mam nadzieję, że takie spotkanie, może okazać się tym przełomowym. Spotkaniem, po którym Real w końcu zacznie grać na swoim poziomie, przestanie gubić punkty, a zacznie siać popłoch w rozgrywkach Ligi Mistrzów.

Tak jak już wspominałem, jestem niepoprawnym optymistą. Wydaje mi się, że Barcelona musi w końcu złapać zadyszkę, a ponadto mam nadzieję, że Real zacznie seryjnie zwyciężać w lidze. Przewaga ogromna, ale to jeszcze nie koniec.

Darek jest fanem Realu Madryt od 2001 roku, jego ulubionym piłkarzem od zawsze był i jest Zinedine Zidane, lubi czytać książki, pić dobre piwo i nie znosi nurkowań Busquetsa.