Olympique Nice 1:1 FC Barcelona: Typowy przedsezonowy sparing

BuEFyo1IUAAJi5OPresezon niemalże zawsze charakteryzuje się jednym: rzędem nudnych i piknikowych spotkań. Nie inaczej było w Nicei, gdzie przyjechała FC Barcelona w ramach rozegrania towarzyskiego spotkania. Mecz zakończył się po dwóch bramkach strzelonych z karnego, co tym bardziej oddaje poziom atrakcyjności tego spotkania. Pojedynek z racji widowiska nie przejdzie do historii, lecz nie zmienia to faktu, że można kilka ciekawych wniosków po tym meczu wyciągnąć.

Na początku krótka nota statystyczna. Dwa gole, jakie padły w tym spotkaniu, zostały strzelone “z wapna” przez kolejno Cvitanicha dla Nicei (20 min.) oraz Xaviego dla Barcelony (69 min.). Barcelona miała dwa razy więcej szans na zdobycie gola od Nicei (12-6), ponadto wykonując aż osiem rzutów rożnych. “Aż”, ponieważ Nicea nie miała ani jednej okazji dośrodkować z narożnika boiska.

Pierwsza odsłona meczu była dość wyrównana. Skład Barcelony, jaki wyszedł od pierwszego gwizdka, składał się z Ter Stegena, Montoyi, Pique, Mathieu, Alby, Sergi Roberto, Busquetsa, Iniesty, Adamy, Rafinhii i Pedro. Ten drugi po około 20. minutach meczu musiał już zejść z boiska z powodu kontuzji kostki. Trudno teraz mówić o czasie rekonwalescencji, acz doświadczenie podpowiada, że to może być około 2-3 tygodnie przerwy od futbolu. Ponadto oczy kibiców Barcelony zwrócone były przede wszystkim na debiutującego Mathieu oraz Adamę i Rafinhię, którym na pewno zależało pokazać się z najlepszej strony. Trzeba przyznać, że każdemu z nich się to udało, choć w przypadku gry Francuza, ocena dyspozycji wzrastała odwrotnie proporcjonalnie do oceny gry Pique. Hiszpan zdecydowanie myślami był jeszcze na Mundialu.

W drugiej odsłonie mieliśmy więcej młodości, przeplatanej z doświadczeniem Xaviego. Skład od 45 minuty: Ter Stegen – Patric, Bartra, Mathieu, Alba – Xavi, Samper, Rakitic – Deulofeu, Munir, Halilovic. W trakcie spotkania doszło jeszcze do trzech zmian, z czego jednej wymuszonej kontuzją. Za Mathieu wszedł Ie, za Albę – Grimaldo, a za Munira – Sandro. Ten ostatni mógł wpisać się na listę strzelców, ale w 76. minucie trafił jedynie w słupek. Szkoda, że wejście Deulo, Munira i Halilovicia nie sprawiły prawdziwego szturmu na bramkę Nicei. Co prawda Barcelona dość często atakowała, szczególnie lewą flanką, gdzie królował Deulofeu, ale brakowało wykończenia. Munir w pewnym momencie stanął przed znakomitą szansą na strzelenie gola, ale w (wbrew pozorom trudnej) sytuacji sam na sam strzelił w bramkarza. Nikt ze wspomnianej trójki nie zabłysnął tak jak… Xavi. Popisał się trzema doskonałymi prostopadłymi podaniami, którymi częstował swoich kolegów za czasów Guardioli i wcześniej. Do pomocy miał też Rakiticia, który również swój mecz mógł zaliczyć do udanych.

- W pierwszej połowie nie mogliśmy znaleźć wolnej przestrzeni, mimo iż ona właściwie była. W drugiej za to stworzyliśmy sobie więcej okazji do strzelenia gola. – rozpoczął Luis Enrique po meczu – Ter Stegen zagrał cały mecz, ale w następnych dam pograć Claudio Bravo i Masipowi. Nie wiem jeszcze kto będzie numerem 1 w bramce Barcelony. Ponadto cieszę się, że Xavi zostaje. Zagrał doskonałą połowę meczu. Czuje się świetnie, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Co do transferów, to szykujemy się jeszcze na wzmocnienie kilku pozycji. Zarząd o tym wie i nie spieszymy się z tym za bardzo. Odnośnie formy piłkarzy, to będziemy rozmawiać z każdym z osobna, aby ewentualnie coś poprawić, lub zmusić do dopracowania gry zawodnika. - zakończył trener Barcelony.

Choć wynik właściwie nie zachwyca, nie ma się czym martwić. Presezon rządzi się swoimi prawami, a na boisku i tak przecież nie zobaczyliśmy jeszcze “once de gala”, z Messim na czele. Był to mecz na przetestowanie kilku graczy oraz ustawienia 4-3-3. Piłkarze stanęli na wysokości zadania, natomiast nauka taktyki pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Kolejny mecz z Napoli, 6 sierpnia, odkryje przed nami kolejne karty asturyjskiego trenera.