Osasuna 1:2 FC Barcelona, czyli wymęczone trzy punkty przywiezione z Pampeluny

FC Barcelona z trudem pokonała Osasunę w drugiej kolejce Primera Division 1:2 (1:0). Mało brakowało a „koszmar minionej zimy” miałby swoją powtórkę. Osasuna grała mądrze i prowadziła przez znaczną część spotkania. Bohaterem został Leo Messi a zdecydowanymi antybohaterami sędziowie.

Każdy, kto oglądał ten mecz zdawał się chyba pytać, jak to możliwe? Jak to możliwe, że Barcelona, która uznawana jest za drużynę najlepszą na świecie, która pierwsze spotkanie ligowe w tym sezonie wygrała 5:1 i która rozbiła Real przed kilkoma dniami nie może poradzić sobie z Osasuną, drużyną, która w zeszłym roku zajęła w lidze 7 lokatę?

Nie wiadomo jak można tłumaczyć postawę graczy Barcelony i czy można ją jakoś wytłumaczyć? Czy to zmęczenie po ostatnim Klasyku i skupianie się już na następnym? Czy brak sympatii dla stadionu Reyno de Navarra, na którym ostatnio ponieśli porażkę? Czy to brak Xaiego, czyli gównego dyrygenta barcelońskiej orkiestry przez większość spotkania? Czy to wreszcie świecące w oczy słońce?

Możemy zadawać sobie te pytania bez końca, ale jedno jest faktem: Barcelona zagrała słabo, zdecydowanie poniżej swoich możliwości. Za to gospodarze rozegrali świetne zawody, szczególnie w obronie. Do tego grali sędziowie, grali jak im się żywnie podobało…

Osasuna zaczęła bardzo dobrze, bo już od pierwszego gwizdka przejęła piłkę i nie zamierzała jej gościom łatwo oddawać. Jeżeli już zdarzyło jej się piłkę stracić robiła to, co ostatnio wychodziło dobrze właśnie Blaugranie, czyli szybko z powrotem ją przechwytywała. Z kolei Duma Katalonii grała nieskładnie i popełniała dużo głupich błędów. W pierwszej połowie dało się szczególnie zauważyć niemoc Iniesty i Alexisa. Chyba każda nieudana akcja sprawiała, że frustracja w szeregach gości rosła, co nie pomagało w walce o cenne punkty. Obrona Osasuny grała świetnie i trzeba ich za to pochwalić, szczególnie Arribasa. Obrońcy z Pampeluny stosowali wysoki pressing i radzili sobie niemal z każdym zawodnikiem w pomarańczowo-żółtym stroju, potrafili zatrzymać nawet Leo Messiego. W 15.minucie ładnym technicznie strzałem popisał się młody Tello, ale niestety uderzenie było za lekkie, by mogło zaskoczyć bramkarza gospodarzy. Niewykorzystane okazje lubią się mścić i już dwie minuty później Osasuna objęła prowadzenie po strzale Joseby LLorente. W 25. minucie asystę miał szansę zaliczyć Alexis. Chilijczyk idealnie dograł do Iniesty, a ten nie trafił do pustej bramki. Do końca pierwszej połowy wynik już nie uległ zmianie. Osasuna konsekwentnie realizowała swój plan, była skoncentrowana i na wiele nie pozwalała FC Barcelonie. Ta z kolei nie miała pomysłu na sforsowanie szyku obronnego gospodarzy. Sędziwie liniowi również nie błyszczeli, dwa razy orzekli spalonego dla graczy Barcelony (Messi i Tello), którego w rzeczywistości nie było.

Początek drugiej połowy nie przyniósł zasadniczych zmian w grze obu drużyn, Osasuna broniła wyniku a Barcelona starała się znaleźć sposób na jego zmianę. Alexis ogólnie grał słabo, przegrywał niemal wszystkie pojedynki. W 63 minucie Tito zdecydował się na zmianę, zszedł Cesc a w jego miejsce pojawił się Pedro. Oglądając niemoc Alexisa i Tello można było przewidzieć wejście Pedro. Jednak wiele to nie zmieniło, Barca nadal była bezsilna, brakowało jej dyrygenta, brakowało Xaviego. Pojawił się on na boisku w 70.minucie zastępując Iniestę, który w pierwszej połowie grał chaotycznie, a w drugiej w zasadzie był niewidoczny. Chwilę później mało brakowało a Busquets powtórzyłby wyczyn Valdesa z ostatniego spotkania z Realem Madryt. Tym razem Busi dostał piłkę od Valdesa i próbując się kiwać stracił ją przed polem karnym, czym podarował sytuację sam na sam gospodarzom. Na szczęście Nino strzelił w słupek. Tito doszukiwał się chyba zawzięcie faulu na Busquetsie, poniosły go nerwy i za dyskusje został wyrzucony z boiska. Jak widać nie tylko zawodnicy męczyli się na murawie, poza nią również trener Katalończyków dał się ponieść emocjom. Idąc za ciosem Vilanova nie miał wyjścia, musiał wpuścić do gry ostatnią deskę ratunku, czyli napastnika, pozostał mu wracający po kontuzji Villa. Zastąpił on kwadrans przed końcem Cristiana Tello. Już minutę później przez całe spotkanie niewidoczny Messi wyrównał na 1:1. Wcześniej podczas podania na spalonym był Pedro, który zaczął tą akcję. Także sędzia liniowy oddał, co drugi zabrał wcześniej Barcelonie. Po tym golu tak zawzięcie dyskutował z sędzią Patxi Punal Martine, że za swój dobitny komentarz zobaczył czerwony kartonik. W 80. minucie meczu płaskim strzałem Leo zapewnił zwycięstwo Dumie Katalonii. Jordi Alba wspaniałą asystą pokazał, że jest wart 14 milionów, jakie Barcelona niedawno za niego zapłaciła. Po tym trafieniu i po osłabieniu Osasuny Barca wreszcie zaczęła kontrolować to, co działo się na boisku. Do końca spotkania wynik już nie uległ zmianie. Na koniec jednak mieliśmy przykre zdarzenie, chyba pod wpływem zderzenia z zawodnikiem gospodarzy Puyol wylądował na murawie trzymając się za twarz. Według ostatnich doniesień u kapitana Azulgrany zdiagnozowano złamanie kości policzkowej.

Cóż można powiedzieć podsumowując dzisiejszy mecz? Barcelona grała nieskładnie i chaotycznie. W przeciwieństwie do innych spotkań Dumy Katalonii, gdzie można doszukiwać się słabszego ogniwa, tu mamy trudność ze znalezieniem gracza, którego można byłoby pochwalić. Ważne, że mecz ten nie zakończył się tak, jak ostatnie starcie z Osasuną na jej terenie, które kilka miesięcy temu ostatecznie oddało Realowi mistrzostwo Hiszpanii. Dobrze, że FC Barcelona ostatecznie wygrała. Należą się również brawa dla Messiego, który ostatecznie uratował 3 punkty. Mam nadzieję, że w tym sezonie nie będziemy świadkami tak ciężkich meczów FC Bacercolony i przede wszystkim tak strasznego sędziowania. Tego życzę Wam, drodzy Czytelnicy i wszystkim sympatykom Primera Division.

 

Źródło zdjęcia: mundodeportivo.com