Ostatni sprawdzian przed Champions League – zdany

Bez euforii i pośpiechu Barcelona nabiera rozpędu przed powracającą Ligą Mistrzów. W sobotnie popołudnie wybrała się na Gran Canarię, gdzie zmierzyła się z UD Las Palmas i skąd wywiozła cenne trzy oczka po skromniutkim zwycięstwie 2:1.

O ile spotkanie Barca rozpoczęła bardzo dobrze, bo od gola Luisa Suareza – tak później niespecjalnie możemy powiedzieć, że dominowała. Urugwajczyk zdobył bramkę już w 6. minucie, a Las Palmas – wyrównało wynik już kilka minut po nim. Po tym zaś, choć w pewnym sensie mogliśmy wyróżnić grę gości i nazwać ją przeważającą, Barcelona musiała nieźle się namęczyć, by zaowocowały jej ataki na bramkę Varasa. Druga bramka padła bowiem 5 minut przed końcem pierwszej partii, a poprzedzały ją niekiedy ciekawe, ale bezskuteczne próby “poprawienia wyniku”. Pistolero był nawet bardzo bliski dubletu w 28. minucie, lecz niesamowite szczęście dopisało Kanaryjczykom, bo trafił on obok słupka.

Co więcej, Las Palmas usiłowało utrzymywać się przy piłce i dość długo im to wychodziło, ale nie przełożyli tego na stwarzanie zagrożenia w polu karnym Blaugrany. Oddali kilka strzałów – nad poprzeczką czy gdzieś obok, tak więc przesadziłabym mówiąc, że wywierali presję na gościach, oni na sobie jednak też żadnej presji nie czuli. Szczerze mówiac, Barca w tej połowie także oddała kilka, nie więcej, dobrych strzałów, pomijając dwa gole. Sprawiała wrażenie, że raczej kontroluje to, co się dzieje na boisku, lecz grała bardzo ekonomicznie.

Niewiele inna była też druga partia spotkania. O swój dorobek walczył Luis Suarez, co warto zaznaczyć, ale podopieczni Luisa Enrique ogółem nie zmienili trybu gry. Gospodarze zaś stawali się co raz bardziej odważni, a ich próby ponownego wyrównania wyniku nieco nabrały na sile. Koniec końców niczym to nie zaowocowało, lecz Claudio Bravo mógł stwierdzić, że przybyło mu pracy – Las Palmas zanotowało naprawdę niezłą sytuację koło 60. minuty, gdy piłka uderzyła w boczną siatkę po strzale Jonathana Viery i dobitce Wiliana Jose, albo dwukrotnie w wykonaniu Sergio Araujo, kolejno piętnaście i dwadzieścia minut później. Te akcje przeplatały się zaś z mozolnymi staraniami Suareza o kolejnego gola – z przewrotki, czy to znów obijając słupek. Był bowiem chyba najaktywniejszym z napastników Azulgrany tego popołudnia, ale niestety, dużo szczęścia zagarnęli Kanaryjczycy. I, prawdę powiedziawszy, na tym koniec ciekawostek tego spotkania.

Jaki był ten mecz? Cóż, trochę “żaden”. Ani nie był nieudany dla Barcelony, bo suma sumarum przecież wygrała, ani bynajmniej Las Palmas nie padło ofiarą bezlitosnej i zabójczej Dumy Katalonii. Nie był też nerwowy, bo padły ledwie trzy żółte kartki, ani kontrowersyjny – intrygująca była wprawdzie pozycja Neymara przy drugim golu Blaugrany, ale nic ponadto.

Barca grała z beniaminkiem, ale nie próbowała mu o tym przypominać w czasie tego spotkania. Trzy zdobyte punkty są niezwykle cenne, ale szkoda, że po tak niesamowitym spotkaniu jak z Celtą, czy nawet ze Sportingiem – już nie tak jednostronnym, ale pewnie wygranym, Barca nie pokazała nic więcej. Interesujące jest jednak to, iż bez względu na to, kto stoi naprzeciw niej i jak toczy się spotkanie, Azulgrana i tak wyciąga z niego trzy punkty – więc może rzeczywiście ma wszystko pod kontrolą. Warto pamiętać, że przed nią starcie wyższej rangi już we wtorek, więc siły faktycznie należy zaoszczędzić.

UD Las Palmas:

Varas – Garrido, Bigas, Aythami, Garcia (87′ Nili) – Roque – Momo, Viera (66′ Lemos), Tana, Zhar (76′ Araujo) – Jose

FC Barcelona:

Brav – Alves, Mascherano, Mathieu, Alba – Turan (46′ Rakitić), Roberto (70′ Vermaelen), Iniesta – Messi, Suarez, Neymar