Pan futbolu

nasser-al-khelaifi-516x340

Barcelona nie kupi Marquinhosa. Ani w tym okienku ani najprawdopodobniej w kolejnych. PSG nie sprzeda 20-letniego stopera, pomimo tego, że parą środkowych obrońców od tego sezonu będą stanowić rodacy młodego Brazylijczyka – Thiago Silva i David Luiz. Barcelona dawała francuskiemu klubowi 43 mln euro za Marquinhosa, co jest ceną absurdalną, ale Brazylijczyk broni się wiekiem, co pozwalałoby mu przy odrobinie szczęścia grać w barwach blaugrany przez najbliższe dziesięć lat. Jednakże szejk Nasser Al-Khelaifi Al-Thani nawet nie spojrzał na tę ofertę, po prostu ją odrzucił, jakby była nic nie znaczącą ulotką reklamującą konto oszczędnościowe. Jak się okazuje suwerenność katalońskiego klubu jest zagrożona, a wszystko przez umowę z Qatar Airways.

Właściciel PSG za sprawą swojej lotniczej firmy płaci Barcelonie 31 mln euro rocznie. Są to na tyle duże pieniądze, że zarząd klubu musi uważać, aby nie stracić głównego sponsora. Dlatego też transfery między Barcą a PSG niedługo będą zakazane niczym transfery z Realem Madryt. Prawdę mówiąc, co szkodzi PSG sprzedać za ponad 40 mln euro zawodnika, który rozegrał w zeszłym sezonie zaledwie 21 meczów, z czego w większości został wprowadzony z ławki rezerwowych. Nie da się ukryć, że jest to gracz na lata, a przy T.Silvie i Luizie mógłby dojrzeć, nie tylko piłkarsko. I może właśnie na to liczy PSG, że gdy Silva będzie w wieku, w którym uda się na emeryturę do Ameryki czy Azji, Marquinhos zajmie jego miejsce, a defensywa klubu nie straci na jakości. To jednak daleka przyszłość, a młody Brazylijczyk potrzebuje ogrania.

Barcelona nie może mieć pretensji do Marquinhosa. On chciał przejść do katalońskiego klubu. Zdobycie mistrza ligi francuskiej i gra w Lidze Mistrzów to wielka sprawa, ale we Francji jeszcze przez długi czas będzie istniał monopol PSG. Ile takich mistrzostw Francji można zdobywać? Po za tym nie jest to aż tak prestiżowy tytuł jak mistrzostwo La Liga czy angielskiej ekstraklasy. PSG wygra puchar Ligi Mistrzów, może już w tym sezonie, może za rok, ale w końcu im się uda. Tylko, że to będzie jednorazowy wyczyn, niczym Chelsea Londyn w 2012 roku. W Barcelonie byłby o wiele razy bliżej zdobycia tego trofeum, niż w obecnym klubie.

Kataloński klub często dogaduje się z piłkarzami przed transferem, aby ci zgodzili się obniżyć swoją pensję. Taka jednak praktyka nie przeszłaby w przypadku Marquinhosa. Po pierwsze byłoby to wypowiedzeniem wojny szejkowi Al–Thaniemu, po drugie brazylijski stoper zarabia na tyle dużo, że głupotą byłoby rezygnować z takich pieniędzy w tak młodym wieku. To może wchodzi w grę bunt zawodnika? Jak się okazuje też nie. Marquinhos nie zaryzykuje nie stawiania się na treningi czy odmawiania gry. Skończyłby marnie gdyby do tego doszło.

Barcelona chciała kupić Brazylijczyka już w zeszłym roku. Sandro Rosell, gdy był jeszcze sternikiem klubu, odebrał telefon od samego szejka, który zagroził mu, że jeżeli nie przestanie interesować się jego graczem, to „w ciągu miesiąca kupię Messiego i Iniestę”. Jak nie trudno się domyślić, Rosell bał się utraty intratnego kontraktu ze sponsorem oraz dwóch symbolów współczesnej Barcelony. Od razu po zakończeniu rozmowy, prezydent klubu zadzwonił do Zubizarrety, aby ten więcej nie kontaktował się z Marquinhosem.

I tu dochodzimy do sedna sprawy, w którym trzeba zadać fundamentalne pytanie. Czy Messi i Iniesta naprawdę opuściliby Barcelonę i przeszliby do francuskiego klubu? W przypadku tego drugiego, jestem pewny, że jest lojalny granatowo-bordowym barwom i dopóki jest potrzebny Barcelonie, to zostanie, choćby miałby tu grać do końca kariery. Lojalność to ważna cecha, która obecnemu klubowi jest bardzo potrzebna. Wystarczy spojrzeć na Fabregasa, który zdradził nie tylko barwy blaugrany, zapominając w jednej chwili o wszystkich występkach Mourinho przeciw Barcelonie, ale również kibiców Arsenalu Londyn, którzy traktowali go jak klubową legendę. Iniesta od zawsze żył w Hiszpanii, tu się ożenił, tu urodziła mu się córka. Szczerzę wątpię, aby w ogóle rozważył propozycję PSG, nawet jeżeli ta gwarantowałaby mu olbrzymie pieniądze. Jednak w przypadku Messiego sprawa nie jest aż tak oczywista.

Jak to, Messi miałby odejść? Nonsens! A jednak. Jak się okazuje, Leo bał się być drugim Ronaldinho. Brazylijski crack dał wiele radości milionom kibiców Barcy, ale gdy ten zaczął gorzej grać, był wygwizdywany podczas meczów. Przykład Ronniego stał się istną fobią Messiego, który nie chciał przeżywać tego samego i wolałby być zapamiętany jako ten Messi za Guardioli z wieloma pucharami, zarówno klubowymi jak i indywidualnymi. Messi chciał odejść po zakończonym niedawno sezonie i zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Tylko trzy kluby z czołówki mogłyby wpłacić klauzulę odstępnego i zaproponować mu podwyżkę pensji. Jednym z nich jest PSG, z którym Argentyńczyk miał być dogadany. Messi jednak został dzięki Tito Vilanovie.

Vilanova tuż przed śmiercią odegrał ważną rolę, która ma znaczyć o przyszłości Barcy jak i Messiego. Na dziesięć dni przed śmiercią, Tito otrzymał telefon od Bartomeu, który wyjaśnił mu cały problem. Jak się okazuje, Vilanova, chociaż w ciężkim stanie, był jedyną i ostatnią opcją, aby przekonać Messiego do pozostania. Rozmowa między Tito a Messim odbyła się 19 kwietnia i trwała ponad dwie godziny. Argentyńczyk wyjaśnił przyjacielowi i byłemu trenerowi swoje lęki i to, że podjął już decyzję o zmianie klubu. Vilanova jednak zdołał przekonać go do pozostania, zapewniając mu, że kibice od niego się nie odwrócą, a on ma jeszcze wiele do zrobienia w obecnym klubie. Dzień później odbył się mecz między Barceloną a Atletic Bilbao, w którym Messi strzelił decydującą bramkę, dzięki czemu wygrali 2:1. Tuż po końcowym gwizdku Bartomeu spotkał się z Vilanovą. Tito wytłumaczył wszystko prezydentowi klubu. Ten nie czekał ani chwili i już następnego dnia rozmawiał w swoim biurze z Messim, któremu wytłumaczył, że Barcelonę czeka rewolucja, a nowym trenerem zostanie Luis Enrique. To przekonało Argentyńczyka do pozostania. Jednak gdyby tak się nie stało, transfer Messiego do PSG już dawno byłby faktem. To jednak alternatywna historia, która ostatecznie nie ma miejsca. Barcelona w tym czasie sprowadziła kilku graczy, w tym Suareza, co miało ucieszyć Messiego, z którego zostanie ściągnięta strzelecka presja.

Wracając do szejków i ich pieniędzy. Wydaje się, że szejkowie pozjadali wszelkie rozumy. Nawet rosyjscy oligarchowie nie są aż tak zarozumiali. Myślą, że dzięki ich pieniądzom mogą zawładnąć światowym futbolem, co niestety ma miejsce, a przykład Marquinhosa pokazuje, że póki co to oni rozdają karty. Zresztą wpływy ich pieniędzy są coraz większe, bo i coraz więcej klubów korzysta z ich dobrodziejstwa, co się później mści, bo nie odmówią sponsorowi z gigantycznym kapitałem. Szejkowie proszą i dostają. Żal w tym wszystkim jedynie zawodników, w tym i Marquinhosa, który wpadł w sidła wielkich pieniędzy. Z takich klubów jak PSG czy Chelsea się nie odchodzi. Nie można tak po prostu do nich wejść, a później jak gdyby nigdy nic wyjść, chyba że tylnymi drzwiami. Dopiero jak nie jest się już potrzebnym trenerowi czy klubowi. To pokazuje, że zawodnik nie ma wolnej woli. Oczywiście podpisał wieloletnią umowę z klubem, więc musi ją wypełnić, tak to w kapitalistycznym świecie działa, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że coraz częściej zawodnicy stają się niewolnikami właścicieli klubów.

Barcelona nadal szuka stopera. Kolejny sezon, kolejny zawodnik na celowniku, który nie przyjdzie bo klub nie jest zainteresowany żadną ofertą. Zubizarreta musi przestać szukać graczy po klubach, z których piłkarzy nie da się wyjąć, nawet za absurdalnie wysokie pieniądze, bo tak było z Thiago Silvą, Marquinhosem oraz Davidem Luizem, i teraz cała trójka Brazylijczyków jest na prywatnych usługach szejka Al-Thaniego. A sami młodzi gracze powinni w końcu przejrzeć na oczy i nie pchać się tam, gdzie chcą ich dopiero za kilka lat.