Panie Sanchez, czuję się zawiedziony

245614hp2Gdy myślę o aktualnej formie Alexisa Sancheza, myślę: “Ogromna szkoda”. W poprzednim sezonie byłem zauroczony jego grą, mimo iż powszechnie nie wzbudzał żadnych skrajnych emocji. Po prostu był to sobie grajek, który co jakiś czas użądlił tego lub tamtego rywala. Jak jest teraz? Słabo, by nie powiedzieć – kiepsko. Jednakże, wbrew pozorom, nie potrafię być zły na Chilijczyka. Bardziej czuję zawiedzenie.

Sezon 2011/2012 to był pierwszy okres, kiedy Alexis mógł pokazać się z jak najlepszej strony. Zaczął dobrze, bo w pierwszej kolejce strzelił jednego z goli przeciwko Villarreal, jednakże później skutecznością nikogo nie powalał na łopatki. Mimo to na jego barkach nie ciążyły żadne słowa krytyki, bo po prostu grał solidnie. Dziesiątego grudnia strzelił arcyważnego, jednego z najładniejszych goli w 2011 roku, przeciwko Realowi Madryt. Po tym spotkaniu stałem się ogromnym fanem talentu byłego gracza Udinese, bo był szybki, sprytny, zwrotny i potrafił pozytywnie zaskoczyć. W tym samym sezonie zdołał dwukrotnie ugryźć Bayer Leverkusen oraz dołożyć bramkę w kolejnym, ale tym razem przegranym El Clasico. Większość goli strzelił jednak w cotygodniowych meczach La Liga. Jego bilans po ostatniej kolejce poprzedniego sezonu brzmiał: 12 bramek, 5 asyst. Rewelacji nie było, acz nikt szczególnie Chilijczyka za to nie rozliczał.

Co się musiało stać w wakacje, że skuteczność piłkarza spadła do – dosłownie – dna? W Primera Division jeszcze nie strzelił ani jednej bramki, a rozegrał 712 minut. Oznacza to, że grając na pozycji skrzydłowego napastnika w Barcelonie, jest możliwe nie trafić do siatki rywali przez łącznie prawie… 12 godzin! Na szczęście tak rozpaczliwa statystyka nie znajduje się w rubryce “Liga Mistrzów” oraz “Puchar Króla”. W tych pierwszych rozgrywkach do siatki trafił raz, Benfice, a w tych drugich dwa, Cordobie. Wczoraj.

Nawiązując do pytania postawionego wyżej – co się takiego stało? Za czasów Pepa Guardioli Alexis był stawiany w roli klasycznej “9″. Był wystawiony na szpicy i miał tylko czekać na podania od kolegów i być maszynką do strzelania bramek. Pod wodzą Vilanovy już tak nie jest. Jego próby ataku najczęściej odbywają się na bokach ofensywy, gdzie stara popisać się swoją szybkością i zwinnością. Dodatkowo, o czym oficjalnie pewnie i tak się nie dowiemy, Sanchez “gra pod Messiego”, starając się bardziej o jego, a nie swoją skuteczność. Niestety, takie wytłumaczenia nie rozwiewają wielu wątpliwości.

Problem polega na tym, że Chilijczyk i tak ma sporo okazji do strzelenia bramki, ale ich nie wykorzystuje. Kiedyś wiele z jego akcji “sam na sam” miałoby efekt w większości przypadków podobny – zakończyły by się bramką dla Barcelony. Nie deprecjonując wartości goli strzelonych Benfice oraz jednej Cordobie, tak naprawdę piłka musi się od niego odbić, żeby zatrzepotała w siatce rywali. Do tego wszystkiego dochodzi jego skłonność do symulowania fauli w sposób tak oczywisty, że Rafał Mroczek zagrałby to wszystko lepiej. Kiedyś tak, kurde, nie było!

Być może zażarta walka o miano stałego “towarzysza” Leo Messiego tak negatywnie wpływa na zawodnika, ale przecież od poprzedniego sezonu właściwie nic się nie zmieniło w tej kwestii. Być może Alexis musi się przełamać i “poczuć krew”, albo Tito powinien zacząć wystawiać go częściej na środku ataku. Być może on za bardzo chce, albo bardziej pochłaniała go chęć wspierania Messiego w biciu rekordu Mullera, albo być może Alexis nie ma po prostu formy. Być może założył się z kimś w szatni o największy niewypał sezonu, albo być może ma większego pecha, niż pływak przepływający ocean, topiąc się na trzy metry od brzegu. Być może.

Po ostatnim meczu z Cordobą byłem po części zły, a po części chciało mi się śmiać. Nieporadność Chilijczyka doprowadziła jednak wielu do szewskiej pasji, czemu się osobiście nie dziwię. Ja za to odczuwam zawód, acz też nie tracę nadziei. Bardzo, ale to bardzo bym chciał, aby jego kariera w Barcelonie nie skończyła się w czerwcu i to na dodatek w takim stylu. To samo tyczy się Davida Villi i nawet samego Pedro. Ale prosiłbym chłopaków tylko o jedno – miejcie chociaż w sumie więcej strzelonych bramek na koncie, niż jeden Leo Messi.