Panie Vilanova – nie daj Pan sobie w kaszę dmuchać

Zmiana trenera w FC Barcelonie wcale nie musi wiązać się ze statusem quo i kontynuacją strategii Pepa Guardioli. Owszem, sporo aspektów w Blaugranie pozostanie nieruszone i być może pojawią się jedynie kosmetyczne zmiany w prowadzeniu pierwszego zespołu. Aczkolwiek Tito to nie Pep i swój charakter ma, który być może wielokrotnie spotykał się z pewnym wewnętrznym hamulcem, gdy Guardiola po większości Gran Derbi tłumaczył mu: “Stary, to tylko Mourinho/to jedynie arbitrzy. Nie ma się co pieklić i denerwować, serio“.

Właściwie to charakter Vilanovy bardzo trudno jest określić z perspektywy, gdy był/jest on jedynie asystentem Mistera. Na konferencjach prasowych głównie wypowiadał się sam Pep, a Tito zazwyczaj siedział obok lub czekał w szatni na zebranie zespołu. A jeśli już coś mówił, to zwykle powtarzał słowa swojego “przełożonego” i wolał nic nie dodawać od siebie.

Jest tylko jedna dosyć klarowna sytuacja, która może w jakiś sposób być zapowiedzią twardego charakteru przyszłego szkoleniowca Barcy. Chodzi o wsadzenie palca przez Mourinho do oka Vilanovy w końcówce rewanżowego spotkania o Superpuchar Hiszpanii w 2011 roku. Asystent Guardioli natychmiastowo i bez ogródek przyłożył Portugalczykowi w tył głowy z otwartej dłoni. Niby nic, ale nie bał się oddać największemu manipulatorowi w historii nowożytnej piłki nożnej. Czy zatem w trakcie rozgrywek również będzie “odbijał mu piłeczkę”? Oby.

Umówmy się – stalowe nerwy i anielska cierpliwość Guardioli w pewnych momentach stawała się wręcz groteskowa. To wspaniałe, gdy człowiek potrafi zachowywać zimną krew, mając za rywali największych prowokatorów, z jakimi miał okazję się spotkać trenując Barcę. Jednakże bardzo często Pepowi brakowało tego “czegoś”, aby przeciwstawić się słowom Jose Mourinho. Mister praktykował (i do tej pory praktykuje) zasadę ignorowania szczekającego przeciwnika, któremu nie odpowiada się na zaczepki, gdyż takowe mogą być dla niego jedynie pożywką. Mourinho do końca się nie poddawał, czasem zmieniając jedynie adresata z Guardioli na arbitrów spotkań.

Co zatem powinien zrobić Vilanova? Przede wszystkim w jakimś stopniu zacząć się odgryzać Portugalczykowi i nie dawać sobie w kaszę dmuchać. Naiwni są ci, którzy myślą, że po zmianie warty w Barcelonie “Mou” przypomniał sobie jak nazywa się nowy trener Blaugrany. Jestem przekonany, że The Special Five nadal ma lekceważący stosunek do Vilanovy i to jeszcze się nie raz objawi podczas przyszłych rywalizacji Madrytu z Barcą. Mam szczerze dość przytyków ze strony Królewskich i byłbym szczęśliwy, gdyby przyszły szkoleniowiec Barcelony potrafił w sposób dojrzały, ironiczny i trafny odpowiadać na głupie zaczepki ze stolicy Hiszpanii.

A co ze skarżeniem się na arbitrów? Niestety, ale w jakimś stopniu i do pewnej granicy, Vilanova musi wziąć przykład z Mourinho. Nie chcę być źle zrozumiany. Sezon La Liga 2011/2012 był świetnym przykładem, gdzie sędziowie ewidentnie bali się gwizdać na niekorzyść Realu Madryt. Jednym z nielicznych odważnych był Paradas Romero, który po meczu Villarreal – Real Madryt został srogo zlinczowany przez cały obóz Królewskich. Taka presja na arbitrach wbrew pozorom odnosi pożądany skutek i znów tutaj można odwołać się do ukończonego niedawno sezonu ligi hiszpańskiej. Dlatego Tito również musi postawić sprawy jasno i nie bać się powiedzieć po meczu złych słów pod adresem sędziów. Oczywiście nadal utrzymując dojrzałą formę i męski charakter, bez zbędnego pajacowania na styl Portugalczyków z Madrytu.

Kończąc, mam nadzieję, że następca Guardioli okaże się nieco bardziej cięty niż Pep. To niestety może w jakiś sposób uderzać w utopijne hasło “mes que un club”, jednakże życzyłbym sobie trochę więcej twardego charakteru i ciętego języka z ust Tito Vilanovy. Na szczęście są ku temu przesłanki.

Źródło zdjęcia: x3.blogspot.com