Panie Wołowski, jedna jaskółka “Przesilenia” nie czyni

Miałem okazję kilka dni temu przeczytać jeden z wpisów Pana Dariusza Wołowskiego, który ściśle dotyczył ubiegłych Gran Derbi. Nie lubię odnosić się do cudzych artykułów, bo gdybym chciał to robić systematycznie, Pan Wołowski (razem z całą ekipą Realmadrid.pl) niemalże każdorazowo znajdowałby ripostę na Blogu. Teraz już nie wytrzymałem i postanowiłem napisać odpowiedź na tekst byłego redaktora Gazety Wyborczej. Poprosiłbym Was najpierw o zapoznanie się z treścią wpisu, by dopiero później przejść do lektury mojego artykułu. Tak będzie łatwiej.

O który wpis się rozchodzi? O ten. Po jego przeczytaniu doszedłem do wniosku, że Pan Wołowski nieco się zagalopował, nie biorąc pod uwagę wielu poważnych aspektów, które (po zapoznaniu się z nimi wcześniej) prawdopodobnie wybiłyby Panu redaktorowi pomysł napisania artykułu z głowy. Zacznijmy zatem od początku.

“Nie minęły nawet dwa lata od historycznego lania 0-5, jakie portugalski trener zebrał z drużyną w Katalonii, łatwo mu więc doceniać drogę, którą przebył.”

Umówmy się – to by było naprawdę słabe, gdyby Real Madryt nadal dostawał wciry, po tylu latach niemalże niezmiennego stylu gry FC Barcelony. Można mieć pretensje do sztabu szkoleniowego Barcy, że zespół przez ten czas postanowił się nie rozwijać i nie szukać nowych rozwiązań. Jednakże uznawanie za sukces “dogonienie” Blaugrany przez Królewskich, po latach dostawania w dupę, jest trochę pisaniem na wyrost.

“„Królewscy” są dziś co najmniej równym rywalem dla Barcelony, a wielu komentatorów niedzielnego spotkania uważa, że lepszym.”

Wysuwanie takiego wniosku również jest nieco przesadzone. Barcelona grała ze zdziesiątkowaną obroną, która nawet w pełni sprawna, popełnia sporo niewymuszonych błędów. Według mnie niedzielne spotkanie nie odzwierciedlało w stu procentach jakości gry obu zespołów. Królewscy zagrali świetnie, ale remis (z małym wskazaniem na Barcelonę) okazał się wynikiem najbardziej sprawiedliwym.

“Katalończycy wyprzedzają Real w lidze wciąż o osiem punktów, ale wiadomo, o czym marzy Madryt. Ponad wszystko o 10. Pucharze Europy.”

Błagam. Wynoszenie Realu Madryt na piedestał, przypomnienie o ośmiu punktach straty do Barcelony i nagłe zrzucenie priorytetów na Ligę Mistrzów jest przesadnym wybielaniem drużyny – nomen omen – Blancos. Proszę Pana, Real Madryt walczy o słynną “decimę” od… decimy! Dokładnie dziesięć lat temu Królewscy ostatnio sięgnęli po tytuł Champions League. Wystawianie tego wyczynu “na tapetę” generuje odwrotny efekt od zamierzonego. “Dziś, potrafiąc wreszcie grać bezpośrednie starcia z Katalończykami, Real ma na to realniejsze widoki”. Wnioskując dalej – szanse Królewskich uzależnione są od dyspozycji drużyny Mourinho w konfrontacji z Barceloną? A dlaczego nie z Sevillą, Getafe lub Valencią? Oto jest pytanie.

“To zły znak, że w Gran Derbi Tito Vilanova wolał wystawić na środku obrony Adriano, niż sprowadzonego za 19 mln euro Songa. Informacje o szybkiej aklimatyzacji Kameruńczyka są mocno naciągane?”

Myślę, że wystawianie nieogranego defensywnego pomocnika na stopera, przeciw Realowi, jest bardziej ryzykowne od wystawiania ogranego bocznego defensora. Alex Song nie miał na tyle dużo czasu, żeby w pełni udowodnić swoją przydatność w roli ostatniego obrońcy, szczególnie w duecie z Mascherano. Traktowanie tego jako “zły znak” można porównać do szukania dziury w całym.

“Dziwnym zbiegiem okoliczności za defensywą dziurawą jak ser, Victor Valdes zaczął grać o klasę gorzej.”

Victor Valdes od dłuższego czasu nie jest bramkarzem godnym pojedynku z Realem Madryt. Ostatnie spotkanie wcale tego nie zmieniło, a raczej ugruntowało przekonanie, że VV w konfrontacji z Królewskimi najlepsze ma już za sobą. Oby nie, ale niestety tak to teraz wygląda. Przykładów kiepskiej gry Valdesa nie musiałbym szukać daleko, stąd wnioski traktuję jako nieco spóźnione.

“Pedro i Alexis Sanchez to typowi skrzydłowi, bez instynktu łowcy goli. Obok Messiego przydałby się urodzony „goleador”, taki jak kiedyś Samuel Eto’o, lub David Villa.”

Myślę, że do tej pory Barcelona nie znalazła na tyle wspaniałego goleadora, jakim był Samuel Eto’o. David Villa jest aktualnie najlepszym snajperem FC Barcelony i Pedro wraz z Sanchezem na pewno muszą jeszcze sporo udowodnić, aby traktowano ich podobnie, jak zawodnika rodem z Asturii. Jednakże ostatni hat-trick Pedro w meczu z Białorusią w reprezentacji Hiszpanii, mógłby zamknąć usta Panu Wołowskiemu.

“Nie ma jednak wątpliwości, że pod względem efektywności Real przewyższa Barcelonę.”

Z tą opinią akurat zgadzam się całkowicie. Real Madryt może i ma mniej okazji i sytuacji podbramkowych, ale jest skuteczniejszy i bardziej niebezpieczny of FC Barcelony. Być może dlatego, że Barca ma podziurawioną obronę oraz niewystarczająco dobrego bramkarza, albo po prostu Królewscy bronią się niemal całą drużyną i głównie dzięki doskonałym kontratakom strzelają gole Valdesowi. Równie dobrze wszystkie powody mogą być trafne.

“W następnym meczu to Katalończycy będą startowali z pozycji goniącego, choćby ich przewaga w Primera Division jeszcze wzrosła.”

Na pewno? Barcelona musi zdobyć się na wymyślenie nowych rozwiązań, pasujących do przedarcia się przez szczelną defensywę Realu, ale z drugiej strony deprecjonowanie umiejętności Katalończyków do tego stopnia, jest trochę nie na miejscu. Okaże się, że Barcelona będzie miała bodajże w 26. kolejce nadal przewagę ośmiu punktów. I co wtedy? Real Madryt będzie uznawany za faworyta, który będzie musiał stawiać opór “goniącej” FC Barcelony. Łagodnie mówiąc – lekka przesada.

Reasumując, tekst Pana Wołowskiego jest nad wyraz niesprawiedliwym osądem. Jego sztuczne wynoszenie Madrytu na piedestał ociera się o groteskę. Szkoda, że tak doświadczony i ciekawie piszący dziennikarz, na siłę stara się uznać wyższość Realu nad Barceloną. Czytając ten tekst miałem wrażenie, że autor ubrał w piękne zdania, cały ten plebejski zlew z komentarzy pod informacjami ze strony RealMadrid.pl. El Jarek, wraz ze swoimi kolegami, mogliby być z Pana dumni.

Pytanie tylko brzmi: Po co? Nie wiem. Trudno mi to zrozumieć.