“Pep jest tchórzem”. Zlatan o swojej sympatii do Mourinho i niechęci do Guardioli

W swojej książce “I am Zlatan”, (w Polsce – “Ja, Ibra”) Ibrahimović opisuje, jaki wpływ na jego kiepskie relacje z Guardiolą w Barcelonie miało pojednanie z portugalskim trenerem, Jose Mourinho.

Fragment z książki “I am Zlatan”.

Wciąż nie wiem, jaki on (Guardiola) miał problem. Chociaż w sumie… nie wydaje mi się, aby on był w stanie poradzić sobie z tak silnymi osobowościami. On chce grzecznych uczniów. Co gorsza, ucieka od problemów. Nie potrafi stawić im czoła, co znacznie pogarsza sytuację.

Wszystko nasiliło się, kiedy był ten pył wulkaniczny z Islandii. Loty w całej Europie były zawieszone, a my mieliśmy przed sobą mecz z Interem. Pojechaliśmy autobusem. Jakiś kretyn z Barcelony stwierdził, że to będzie dobry pomysł. Czułem się dobrze i nie miałem żadnej kontuzji, ale ta podróż to była katastrofa. Zajęła 16 godzin i wszyscy byliśmy wykończeni po dotarciu do Mediolanu. Najważniejszy mecz dotychczas. Półfinał Ligi Mistrzów. Byłem przygotowany na wygwizdywanie i buczenie. To nie to mnie wkurzało. Sytuacja w środku była tragiczna. Guardiola miał wielki problem z Mourinho.

Jose to wielka gwiazda. Wygrał Ligę Mistrzów już z Porto. Był moim trenerem w Interze. Jest fajny. Kiedy pierwszy raz spotkał Helenę (Seger), wyszeptał jej: “Masz tylko jedno zadanie. Karm go. Daj mu się wysypiać i sprawiaj by był szczęśliwy.” Jest konkretny. Lubię go. Jest generałem, ale troszczy się o swoich. W trakcie pobytu w Mediolanie cały czas wysyłał mi wiadomości, pytał, jak się czuję. Jest przeciwieństwem Guardioli. Jeżeli Mourinho zapala światło, to Guardiola jest tym, co je gasi. Wydaje mi się, że Guardiola chce się teraz zmierzyć z Jose.

“Nie mierzymy się z Mourinho, tylko z Interem” – mówił, jak gdyby myślał, że sądzimy, iż będziemy grać w piłkę przeciwko trenerowi. Po tym zaczął to swoje filozofowanie. Ledwie słuchałem. Bo niby dlaczego miałbym się na tym skupić? To było jakieś p***rzenie o krwi, pocie i łzach. Nigdy nie słyszałem czegoś takiego od trenera. Bzdury. Ale wtedy, przeszliśmy do mnie. To było już podczas treningu na San Siro. Ludzie krzyczęli: “Wow! Ibra wrócił!“. Podszedł do mnie i zapytał:

- “Możesz zagrać od początku?”
- “Absolutnie.”
Jesteś przygotowany?
- “Tak. Czuję się dobrze.”
- “Ale czy na pewno jesteś gotowy?

Był jak papuga.

- “Posłuchaj. To była okropna podróż, ale czuję się dobrze i jestem w formie. Po kontuzji nie ma śladu. Dam z siebie wszystko.”

Wyglądał, jakby we mnie nie wierzył… Ale mecz zacząłem od pierwszej minuty i wyszliśmy na prowadzenie. Zmienił mnie w 60. minucie i wtedy wszystko się odwróciło. Przegraliśmy 3-1. Byłem wściekły. Kiedyś, na przykład w Ajaxie, potrafiłem się wściekać na porażkę parę dni. Nawet do tygodnia. Ale teraz miałem Helenę i dzieci. Oni mi bardzo pomogli. No i zaczęliśmy się skupiać na rewanżu na Camp Nou. To był niesamowicie ważny mecz i podniecenie rosło z dnia na dzień.

Presja była niesamowita. Musieliśmy wysoko wygrać, aby awansować. Wtedy nie chciałem nawet o tym myśleć… ale myślałem. Motywowało mnie to. Wygraliśmy 1-0 i odpadliśmy. Guardiola patrzył na mnie potem, jakby to wszystko była moja wina. Siedząc w szatni czułem się jak g*wno. Patrzył, jakbym to ja był problemem. Był jak ściana. Jak betonowa ściana. Zero oznak życia. Nie byłem już członkiem drużyny. Z Villarrealem zagrałem pięć minut. PIĘĆ MINUT. Gotowałem się w środku. Nie dlatego, że wylądowałem na ławce. Nie miałbym z tym problemu, gdyby trener był mężczyzną i potrafił mi powiedzieć: “Zlatan, nie jesteś wystarczająco dobry“.

Nie powiedział nic. Nic czego w takiej sytuacji mógłbym się spodziewać. Czułem tę sytuację całym sobą. Gdybym był na jego miejscu, bałbym się. Nie chodzi o to, że jestem konfliktowy. Zrobiłem chyba wszystkie po****ne rzeczy. Ale ja nie walczę, to znaczy, no jasne, na boisku zdarzyły się ze dwie sytuacje. Wciąż. Lepiej nie być w pobliżu, kiedy się denerwuję.

Po meczu wpadłem do szatni. Nie planowałem jakiegoś ataku furii czy coś, ale nie byłem szczęśliwy czy skory do używania powściągliwego języka. Mój wróg stanął po środku szatni, drapiąc się po łysej głowie. Byli z nami Yaya Toure i paru innych. Patrzyłem się na duże, metalowe pudło, w którym chowaliśmy rzeczy. Kopnąłem je. Przeleciało około trzech metrów, ale ja jeszcze nie skończyłem. W sumie, to było do tego daleko. “Nie masz jaj!“, wykrzyczałem. Było prawdopodobnie jeszcze parę innych, gorszych rzeczy. “Osrałeś się przed Mourinho! Możesz iść się p***dolić!” – dodałem.

Oszalałem. Moglibyście się spodziewać po Guardioli słów pokroju: “Uspokój się i nie mów do swojego trenera w ten sposób.“, ale nie. On jest słabym tchórzem. Po prostu podniósł to pudło i wyszedł. Nigdy o tym nie mówił, ale wieści się niosą.

W autobusie wszyscy oszaleli. Wypytywali, co się stało. Nic, pomyślałem. Po prostu trochę słów prawdy. Nie miałem już siły o tym rozmawiać. Byłem naprawdę wściekły. Mój trener mnie izolował, nie mówiąc czemu. Tydzień po tygodniu. To było chore. Miałem wcześniej trochę konfliktów, ale zawsze udało się dogadać dzień później. Teraz, w ciszy i niepewności, po prostu czas leciał dalej, a ja myślałem. “Mam 28 lat. Ustrzeliłem 22 bramki i dałem 15 asyst. Tutaj w Barcelonie. A ciągle traktuje się mnie, jakbym nie istniał. Powinienem to akceptować? Dalej się dostosowywać? O nie!

Kiedy zrozumiałem, że z Almerią też wyląduję na ławce, przypomniałem sobie jedną z pierwszych rzeczy, jaką powiedział mi Guardiola. “Tutaj nie przyjeżdżamy na treningi Porsche, czy Ferrari.” – Co za pie***lenie! Jeżdżę czym chcę, nawet jeśli wku*wia to jakiegoś idiotę. Wskoczyłem do swojego Enzo (Ferrari) i zaparkowałem przed drzwiami. Jasne, później był cyrk. Gazety pisały, że przyjechałem autem wartym miesięczne pensje całego składu Almerii. Ale mnie to nie obchodziło. Ta medialna g*wnoburza nic nie znaczyła. Zdecydowałem się odpuścić.

Zacząłem sobie coraz bardziej uświadamiać, że nie ma odwrotu. To był czas, żeby się podnieść i znów być sobą. Bo wiecie, dzieciaka z getta wyciągniecie, ale getta z dzieciaka już nie.