Pierwszy finał już na horyzoncie

Barca idzie jak burza! Kolejno odhacza pozycje na liście “przeciwników do zostawienia w tyle” i w ten środowy wieczór, w ramach półfinału Pucharu Króla, robi spory krok w stronę awansu, wygrywając na Camp Nou 3:1 z drużyną z Vila-real.

Był to kolejny mecz, w którym karty rozdawała Barcelona, lecz nie można powiedzieć, że był jednostronny. Świadczy o tym przede wszystkim rezultat meczu, ale warto też wspomnieć, że od czasu do czasu przyjezdnym udawało się przedostać pod bramkę Ter Stegena, oraz, co trzeba im przyznać, zdarzyło im się stworzyć tam niemałe zagrożenie. Skutecznie jednak, suma sumarum, zrobili to raz i wydaje mi się, że jest to dość dobre odzwierciedlenie “udziałów” Villarrealu w tym spotkaniu.

Barca z kolei znów wyszła na murawę pewna siebie, silna i niebezpieczna, choć dziś pozostawiła pewien niedosyt. Luis Enrique wspominał, że dobrze by było zachować czyste konto – tego nie udało się dokonać Dumie Katalonii, choć wobec strzału Triguerosa Ter Stegen na pewno nie był bezradny.

Blaugrana niepotrzebnie też zwolniła tempo. Wprawdzie walka nie była niezwykle zażarta, na brak emocji z drugiej strony również nie mogliśmy narzekać. Gra była wyrównana na tyle, byśmy oglądali bezbramkowy remis przez czterdzieści minut, bo dopiero po upływie tego czasu Barca zdołała potwierdzić swoją przewagę. Do bramki wówczas trafił Leo Messi po asyście Luisa Suareza, który, swoją drogą, tym razem nie dopisał się do listy strzelców. Swojego gola szukał także Neymar, lecz tego wieczora możemy czuć się zawiedzeni, jeżeli o niego chodzi. Nie dał rady pokonać Asenjo, a gdy szansę na strzał dostał jak na tacy (rzut karny po faulu na Messim), nie wykorzystał jej. De facto ratuje to jako tako honor golkipera Villarrealu, ale nie da się ukryć, iż Brazylijczyk także się nie popisał.

Druga partia meczu zaczęła się znacznie ciekawiej, bo wspomnianą bramkę kontaktową goście zanotowali parę minut po gwizdku sędziego. Ostatnio jednak Azulgrana przyzwyczaiła nas do tego, że “ugryziona” odwdzięcza się jeszcze szybciej, a czasem też jeszcze boleśniej. Z remisu Submarino Amarillo cieszyli się przez minutę, do całkiem miłego dla oka trafienia Andresa Iniesty. To z kolei bez wątpienia bramka, która podbuduje go psychicznie po ostatnim okresie naprawdę przeciętnej formy.

Kilkanaście minut później prowadzenie Barcy umocnił Gerard Pique i, prawdę powiedziawszy, na tym skończyły się sensacje tego meczu. Pozostałe dwadzieścia parę minut minęł o raczej spokojnie, chociaż okazję do gola mieli zarówno gospodarze, jak i podopieczni Marcelino Garcii. Nie były jednak fenomenalne po żadnej stronie boiska.

Blaugrana jest już blisko finału La Copa, choć przed nią jeszcze niemniej ważne spotkanie rewanżowe na El Madrigal. Z nienajgorszą zaliczką, a przy okazji nienagannie, błyskotliwie grającą drużyną Luisa Enrique jednak jestem pewna, że możemy być dumni i spać spokojnie.

FC Barcelona:
Ter Stegen – Alba, Mathieu, Pique, Alves – Iniesta, Mascherano, Rafinha (68′ Rakitic) – Neymar, Suarez, Messi

Villarreal:
Asenjo – Mario, Mussacio, Ruiz, Costa – Jonathan dos Santos (50′ Rukavina), Pina, Bruno (33′ Trigueros), Czeryszew (73′ Gomez) – Vietto, Giovani dos Santos