Piłkarski świat odprawił Deco na emeryturę

Bta_RRnIAAEz7ka

4:4 to wynik w piłce nożnej granej na poważnie spotykany bardzo rzadko. Jeśli jednak chodzi o mecze towarzyskie, nikogo on nie dziwi. Natomiast gdy jest to spotkanie, który ma jednego głównego bohatera, jest chlebem powszednim. Tak właśnie było przed kilkoma godzinami, gdzie w pożegnalnym meczu Deco byliśmy świadkami starcia zakończonego takim rezultatem. Na Estadio do Dragao grały ekipy Porto i Barcelony, czyli drużyny, w których Portugalczyk zdobywał najcenniejsze europejskie trofeum – Champions League.

Spektakl rozpoczął się punktualnie o godzinie 20.45. Pora nie była przypadkowa, bowiem to właśnie w tym czasie rozpoczynają się mecze Ligi Mistrzów, w których Deco miał przyjemność dwukrotnie triumfować. To właśnie on po kolei wyczytał nazwiska zawodników, którzy wzięli później udział w tym emocjonującym dla niego wydarzeniu. Najpierw na plac gry wyszli piłkarze w koszulkach bordowo-granatowych, a największy aplauz otrzymali Samuel Eto’o oraz Lionel Messi. Widząc obok siebie ten duet, aż chciałoby się, by w ich pobliżu znalazł się również Ronaldinho. Brazylijczyk jednak nie mógł się pojawić w Porto, ponieważ zgody na to nie wyraził jego klub. Wracając do samego meczu, następnie Deco zaprosił na murawę swoich kolegów z drużyny gospodarza tego meczu. Vitor Baia, Costinha, Maniche, Paulo Ferreira, Jorge Andrade, Jorge Costa – to tylko część z tej wspaniałej grupy zawodników. W pierwszej części meczu Portugalczyk miał grać w barwach Porto, a w drugiej – w koszulce Barcy. Warto wspomnieć także o szkoleniowcach. Barceloną “dyrygował” Henk Ten Cate, a Portugalczykami – Fernando Santos, selekcjoner Kostaryki na zakończonym niedawno mundialu.

Spotkanie rozpoczęło się dość spokojnie, czyli tak, jak sobie tego wyobrażaliśmy, mając na uwadze zaawansowany wiek graczy. W 3. minucie nastąpiło jednak pierwsze mocne stąpnięcie. Prostopadłą piłkę dostał Benny McCarthy, ale sam nie oddawał strzału, tylko podał do Derleia. Ten z kolei dopełnił tylko formalności. 10 minut później było już 2:0. Tym razem to napastnik z RPA trafił do siatki, a zrobił to po podaniu samego Deco. Katalończycy próbowali zdobyć chociaż kontaktowego gola, ale sztuka ta się jednak nie udała. Kilka razy dobrze interweniował Baia, a w niektórych sytuacjach z pomocą przychodzili mu obrońcy. Najbliżej szczęścia była chyba Marc van Bommel, ale jego lob był trochę nieprecyzyjny. Do najaktywniejszych zawodników należeli za to Sylvinho i Ludovic Giuly, którzy bardzo sprawnie przemieszczali się po swoich skrzydłach.

Na samym początku drugiej połowy na boisko wbiegli Messi, Eto’o i… Deco, ale już w barwach blaugrana. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 54. minucie Leo przebiegł niczym ekspres obok stoperów portugalskich, minął bramkarza i podał przed bramkę. Tam stał Eto’o, który zmniejszył prowadzenie rywali. Chwilę później był remis. Messi nie zdołał pokonać golkipera, ale do piłki dopadł Deco. Jego fantastyczna podcinka zakończyła swój lot w siatce, a pomocnik zebrał zasłużone gratulacje. W 62. minucie ponownie na prowadzenie wyszedł zespół z Portugalii. Uderzenie z dystansu odbił przed siebie Vitor Baia, grający w drugiej części w barwach Barcelony, a do dobitki dopadł Edgaras Jankauskas. Litwin nie miał żadnych problemów, by pokonać bramkarza. Nie minęło 5 minut, a Atomowa Pchła posłała genialną piłkę za obronę w kierunku Samuela Eto’o. Kameruńczyk podbiegł z nią kilkadziesiąt metrów i w pojedynku sam na sam z Bruno Vale był górą. W 81. minucie znowu w rolach głównych wystąpli ci sami piłkarze. Tym razem to ciemnoskóry napastnik dośrodkował, a Argentyńczyk ubiegł obrońców oraz bramkarza i skierował głową piłkę do siatki. Nie da się oprzeć wrażeniu, że to trafienie przypominało trochę to z Rzymu, kiedy Barca wygrywała Ligę Mistrzów. Dumie Katalonii nie przyszło się jednak cieszyć z wygranej. W samej końcówce trafił bowiem Deco. Tak, ten Deco. Portugalczyk przebrał się w trakcie drugiej części i ponownie przywdział trykot Porto. Być może chciał zdobyć gola także w tych barwach. A samo trafienie – palce lizać. Ładną zespołową akcję główna postać wieczoru idelanie wykończyła strzałem z powietrza. Piłka poszybowała nad bezradnym golkiperem.

Sama idea spotkania była bardzo dobra. Takiemu zawodnikowi, jak Deco, należała się taka forma podziękowania za całą jego karierę. A zaproszeni przez niego goście to przecież kawał pięknej historii – i dla FC Porto, i dla FC Barcelony. Oczywiście bliżej mi do tej katalońskiej, dlatego niesamowicie cieszyłem się, mogąc oglądać w bordowo-granatowej koszulce takich zawodników, jak Giuly, van Bronckhorst, Belletti, Oleguer, Jorquera, Ezquerro, Davids, Sylvinho, Gudjohnsen, Eto’o i przede wszystkim Deco. Jeden z głównych kreatorów triumfu w Paryżu w 2006 roku został pożegnany godnie. Dużo było uśmiechów, uprzejmości, ciepłych słów. Tak powinno się postępować z każdą legendą, bo Deco do jej miana na pewno zasługuje. W tym wszystkim zabrakło mi jednak jednego – widoku Ronaldinho w katalońskiej koszulce. Szkoda, że jego klub nie wyraził zgody na udział R10 w tym przedsięwzięciu. Na pewno straciło ono przez to pierwiastek magii. Może uroniłbym wtedy dwie, a nie jedną łzę podczas meczu…

W meczu wystąpili:

FC Porto: Bruno Vale, Pedro Emanuel, Jorge Costa, Ricardo Carvalho, Costinha, Carlos Secretario, Nuno Valente, Edgaras Jankauskas, Deco, Derlei, Jorge Andrade, Dmitrij Alejniczew, Maniche, Rubens Junior, Paulo Ferreira, Pedro Mendes, Ricardo Fernandes, Bruno Moraes, Mario Silva, Benny McCarthy, Vitor Baia

FC Barcelona: Juliano Belletti, Edgar Davids, Eidur Gudjohnsen, Ludovic Giuly, Samuel Eto’o, Lionel Messi, Giovani van Bronckhorst, Gerard Lopez, Sylvinho, Djalminha, Marc van Bommel, Santiago Ezquerro, Luizao, Deco, Oleguer, Albert Jorquera, Vitor Baia

 

A na koniec akcja wieczoru…

 

… i kilka zdjęć.

10580081_894419613920055_3386495115039217899_n

 

10568828_894433997251950_4248674777767676910_n

Bta9KGZCIAMOZC6

 

Bta3uOyCYAATYXd

 

10547485_10152150791351237_6238116352748036753_n