Pokazać, że bez Neymara też można

levante

W niedzielę Barcelona w starciu z Levante będzie chciała odskoczyć Realowi Madryt i Atletico, które na chwilę obecną mają tyle samo spotkań co Blaugrana z tym, że “Los Blancos” mają za sobą mecz dwudziestej kolejki, który wygrali aż 5-0 z Betisem.

Levante, bo z tą drużyną przyjdzie walczyć podopiecznym Martino, z pewnością nie kojarzy dobrze inauguracji obecnego sezonu. W pierwszej ligowej kolejce klub z Walencji poległ na Camp Nou 0-7. Ogólnie rzecz biorąc, porażka ta nie była taka straszna pod takim względem, że kolejny raz bez punktów z obcego boiska Levante wyjeżdżało dopiero w listopadzie. W końcu nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. O tym, że Barcelona łatwo na Ciudad de Valencia nie będzie miała, niech świadczy fakt, że bez trzech punktów z tego stadionu wyjeżdżała Sevilla i Real Sociedad, a ci, co troszkę dokładniej ligę hiszpańską śledzą, pewnie pamiętają, że Real Madryt wygrał tu 3-2 i to po mega męczarniach i przy takim…. takim… nie mogę znaleźć odpowiedniego słowa, która opisałoby po prostu farta “Królewskich” w tamtym meczu. No, tak w ogóle co do Madrytu to ja już się nie wypowiadam, bo “Merenques” mnie znów zmieszają z błotem.

Oddzielny akapit chcę poświęcić trenerowi Levante, Joaquinowi Caparrosowi. Facet to naprawdę niezwykły. Jak każdy chłopak w wieku kilku(nastu) lat marzył o zostaniu piłkarzem. Z tą różnicą, że wielu młodziaków robi to dla przyjemności, a on miał na tyle ambicji, by być profesjonalistą. Ba, grał w szkółce Realu Madryt. Niestety, na wspomnianych ambicjach się skończyło. Szara rzeczywistość wszystko zweryfikowała i młody Caparros wiedział, że nie zostanie wielkim piłkarzem, dlatego już w wieku dwudziestu sześciu zajął się trenowaniem. I tak zaczął trenować małe klubiki. Było jakieś San Jose Obrero, była Motilla aż w 1996 objął stery Recreativo Huelva. Wywindował ten właśnie zespół do drugiej ligi, po czym przeszedł do Villarrealu. Tam posiedział rok i poszedł tam, gdzie chciał raczej być. No bo kogo może chcieć trenować chłopak urodzony w Sewilli? No oczywiście, że Sevillę. Andaluzyjski klub, z Caparrosem na ławce, dotarł do 1/16 Pucharu UEFA, a sezon po odejściu naszego głównego bohatera wygrała to trofeum. Później dostał Deportivo la Coruna, lecz Deportivo, które najlepsze lata miało tuż za sobą. Dalej było Athletic Bilbao. W ostatnim sezonie zagwarantował Baskom grę w Lidze Europy, a – jak na ironię – nie przedłużyli z nim kontraktu i wzięli Bielsę. Teraz pewnie tego nie żałują pod względem sportowym, ale co ambarasu “El Loco” narobił na San Mames, to narobił. Jak widzicie, świetny trener, ale co z tego, skoro bezrobotny? Jak to mówią, tonący brzytwy się chwyta i pan Joaquin poszedł do Mallorki i… spuścił ten klub z Primera Division z takim hukiem, że na Balearach ciągle jest głośno, aż do teraz.

A co słychać w Barcelonie? Panie, stara bieda. Jak nie Messi ma kontuzję, to Neymar musi jej dostać. I to jeszcze tak paskudnie wyglądającą. Teraz można przytoczyć klasyk od takiego siwego pana. Por que?! I nie, nie dlatego, że jesteśmy “los mejores”. Tylko dlatego, iż mamy “mala suerte”. Mamy też Messiego w gazie, który wbija sobie od tak na mecze Pucharu Króla i pyka cztery brameczki w dwóch spotkaniach. W zbliżającym się spotkaniu na pewno nie zagrają Puyol z Iniestą. Na konferencji prasowej brak Carlesa Martino tłumaczył tak: – nie widzę przeszkód, żeby zagrał dwa mecze pod rząd, ale nie widzę też potrzeby, żeby ryzykować, chociaż wpływa bardzo dobrze na zespół. Z kolei brak Iniesty argumentowano słowami: – trenuje już prawie z zespołem. Prawdopodobnie wkrótce zacznie trenować z grupą i w najbliższych spotkaniach będę mógł z niego skorzystać.

Opinie redaktorów:

Patryk Przychodzki (BlogFCB.com): Mecz nie powinien należeć do tych z gatunku trudnych. Mimo tego, że Barcelona gra na wyjeździe, to gospodarze nie powinni sprawić niespodzianki. Mecz na Camp Nou skończył się wysokim winikem, ale mimo tego obstawiam skromną i pewną wygraną 3:0. Liczę również na występ Sergi Roberto, który ostatnio gra coraz pewniej oraz potwierdzenie dyspozycji Leo Messiego w postaci bramek.

Aleksander Stanuch (DumaKatalonii.pl): Na Ciudad de Valencia nie gra się łatwo, ale ten stadion dobrze kojarzy się FC Barcelonie, bo zdarzało się pieczętować tam mistrzostwo Hiszpanii. W czołówce ligi zaczyna się robić ciasno, więc nie można sobie pozwolić na stratę punktów z rywalem, który oczywiście jest w zasięgu, mimo gry na własnym stadionie. Blaugrana zagra bez Neymara, ale świetnie jest widzieć wypoczętego Messiego, który moim zdaniem znów poprowadzi kataloński klub do zwycięstwa. Stawiam na wygraną Dumy Katalonii 3:0.