Pomału, bez szału

Tego sobotniego wieczora Barca nie zafundowała nam większej feeri emocji. Wręcz przeciwnie, na Coliseum Alfonso Perez bez pośpiechu kroczyła po komplet punktów. Powoli więc jej to szło, ale skutecznie, ponieważ koniec końców zwyciężyła z Getafe 0:2.

By zobaczyś coś naprawdę ciekawego w tym spotkaniu, tak, jak w wielu szkolnych lekturach, musieliśmy przebrnąć przez monotonny początek. Przebiegał zresztą w dobrze znanym nam schemacie: Barca kontrolowała grę, czasem nawet zabierała się do atakowania (próbował Sergi Roberto czy Munir), lecz “bez fajerwerków”- niezbyt skutecznie i niezbyt interesująco.

Dopiero na dziesięć minut przed końcem pierwszej partii tego spotkania arbiter ocenił akcję pod bramką Getafe co najmniej kontrowersyjnie, kiedy podobno nie dostrzegł zagrania ręką. Na szczęście, nawet jeśli goście zostali potraktowani nie niesprawiedliwie, wystarczyło to, by ich rozjuszyć i zmobilizować do czegoś bardziej efektywnego, niż zaledwie kopanie piłki. Właśnie w tej akcji, w 37. minucie, niesamowicie popisał się Sergi Roberto, teraz powszechnie chwalony za swoją wyjątkową dobrą, dopracowaną asystę, po której Luis Suarez “wcisnął” piłkę do siatki, bo to chyba trafne określenie. Później jednak emocje znów opadły na dość długi czas.

W podobny sposób zaczęła się też druga połowa. Chociaż Blaugrana wypracowała sobie kilka naprawdę ciekawych i mając szanse na powodzenie akcji, druga bramka nadeszła dopiero w 58. minucie, lecz bez dwóch zdań jest warta szczególnej uwagi. Przede wszystkim, do bramki strzelił nie kto inny, jak Neymar, po sprincie i kolejnym świetnym podaniu Sergi Roberto, który bezsprzecznie dopisał się do grona bohaterów tego spotkania. Szkoda jedynie, że był to ostatni gol tego wieczora. Barca nie od razu “osiadła” i poprzestała na atakowaniu, bo zdarzyły jej się jeszcze jakieś podejścia do zdobycia bramki, ale na tym właśnie się te akcje kończyły.

Oczywiście, z tyłu głowy mamy już, a przynajmniej tak mi się wydaje, nadchodzące Gran Derbi. Ciężko mi powiedzieć, czy ta dość skromna wygrana w tej perspektywnie jest jakoś wyjątkowo budująca. Bez sensu jest oczywiście porównywać starcie z Getafe do El Clasico, lecz, z drugiej strony, nie mamy też większych powodów do obaw.

Mamy cenne punkty i bramkostrzelnych Katalończyków, czasem tylko gorzej bywa z obroną, ale nie lubię martwić się na zapas. Barca spacerkiem wygrała spotkanie, które należało do tych kategorii “obowiązkowych trzech punktów”, z całym szacunkiem do gospodarzy. Póki co – wystarczyło.

 

Getafe:

Guaita – Lago, Alexis, Vergini, Suarez – V. Rodriguez, Lacen, J. Rodriguez (80′ Mensah), León (60′ Lafita) – Scepovic, Sarabia (69′ Sarabia)

 

FC Barcelona:

Bravo – Alves, Pique, Mathieu, Alba – Roberto (76′ Ramirez), Busquets, Rakitic – Munir (61′ Iniesta), Suarez, Neymar