Pozytywne rozczarowanie

1390643_737392839622734_302520940_n

Są mecze, na które czeka się ze zniecierpliwieniem oraz te mniej podniecające. Przyznam bez bicia, podejrzewałam, że spotkanie w Sewilli będzie jałowe i bez większych niespodzianek. Bo czego się można spodziewać, gdy mierzą się drużyny z przeciwnych krańców tabeli? Jak bardzo stereotypowy był mój tok myślenia! Nie dość, że nie był to spacerek, nie był to nawet sparing! Pierwsze pół godziny meczu dostarczyło mi więcej emocji niż dziewięćdziesiąt minut w spotkaniu z Milanem. Przez ten czas to Betis dyktował warunki gry. – Grają po profesorsku!- jednogłośnie stwierdzili panowie Orłowski i Wolski.

Prawda jest taka, że to Betis narzucał szaleńcze tempo i to drużyna ze stolicy Katalonii musiała się bronić. Moje uwielbienie do Victora Valdesa jest mityczne i zawsze chętnie go pooglądam, jednak w początkowej fazie spotkania miałam ku temu aż nadto szans. Przed meczem trener Realu Betis, Pepe Mel, powiedział, że bierze w ciemno remis z Barcą, po czym jego drużyna z lwim sercem walczyła o trzy punkty. Imponujące. Zespół z Sewilli napierał na bramkę Valdesa z szaleńczym pędem, ale też nie gorszą skutecznością. Całe szczęście, że w bramce mamy skarb, istny diament, bo gdyby nie jego poświęcenie i niesamowity refleks, mogłoby być różnie w tym spotkaniu. Chociażby akcja pokazana w poniższym filmiku. Mniam!

O ile mamy szczęście w osobie Valdesa, o tyle los ostatnio nie uśmiecha się do Leo Messiego. Sam ostatnio przyznał, że nie czuje się w pełni sił po dwóch kontuzjach. I co? W 21. minucie Leo nabawił się kontuzji i zszedł z boiska. Jeszcze rok temu byłby w tym momencie płacz i zgrzytanie zębami, bo jak to? Jedyny bramkostrzelny zawodnik w Barcy schodzi z boiska?! Życzę Messiemu jak najlepiej, ale cieszę się też, że mamy teraz alternatywę. Na imię jej Neymar. Co ten chłopak wyprawia! Wyrywa się do gry, jako pierwszy ciągnie atak. Że kilkakrotnie był na spalonym? No i co z tego, próbował. Do skutku. Po pyszniutkim podaniu Alexa Songa do Ceska, Katalończyk z pierwszej odegrał do Neymara, który zakończył to pięknym golem. Miało to miejsce w 35.minucie spotkania. Ale już 120 sekund później Pedro na turbo pędzie i po samoasyście strzela kolejnego gola. Sorry, Betis! Skończyło się rumakowanie!

Druga połowa również rozpoczęła się od zadziornej gry Betisu. Jak miło patrzeć, gdy ktoś potrafi postawić się Barcy, a nie tylko postawić autobus. Gospodarze mieli także kilka całkiem przyjemnych dla oka okazji w polu karnym Valdesa. W jednej uratował Blaugranę słupek, w pozostałych Bartra bądź Valdes. Dwubramkowe prowadzenie nie wystarczało podopiecznym Gerardo Martino. Na listę strzelców dwukrotnie wpisał się Cesc Fabregas. Pierwsze trafienie zaliczył wjeżdżając z piłką do siatki, drugie przypieczętował główką, po czym z grymasem bólu zszedł z boiska.

W Sewilli oprócz walecznych piłkarzy mają także wiernych kibiców. Od siódmej kolejki nie doczekali się od swych ulubieńców wygranej, teraz dostawali srogie baty od Barcelony, a ich śpiewy i owacje mogłyby zawstydzić stutysięczne Camp Nou. Fani Verdiblancos doczekali się honorowego gola w 92 minucie spotkania. Po kretyńskim faulu Alvesa, sędzia odgwizdał karnego dla gospodarzy. Victor Valdes i tak wyrobił w tym spotkaniu 300% normy, więc można mu wybaczyć, że musiał tym razem wyciągać piłkę z siatki.

Mimo, że wynik świadczy co innego, to uważam, że było to jedno z lepszych spotkań w ostatnim czasie. Rywal nie bał się przeciwnika, dzięki czemu zamiast ziewania przed telewizorem, spędziłam całkiem przyjemne dziewięćdziesiąt minut. Oczywiście, martwią urazy Messiego i Ceska, ale pocieszające jest to, że pauzować będą w przerwie na spotkania reprezentacyjne.