Pozytywnie zakręceni

Szefowie Realu i Barcelony dbają nie tylko o to, by ich piłkarze znajdowali się w jak najlepszej formie, ale też także, by nie nudzili się zanadto w czasie wolnym. Nuda bowiem to pierwszy powód, dla którego futboliści wariują, robią rzeczy szkodzące ich zdrowiu i formie na boisku.

Ponadto wspólna wycieczka w ciekawe miejsce integruje zespół i może posłużyć do celów komercyjnych. Na co ciekawsze zdarzenia zapraszani są fotoreporterzy z całego świata i między innymi dzięki temu kibice mogą śledzić poczynania swoich idoli w innej niż zazwyczaj scenerii i w innych kostiumach.

Real od lat sponsorowany jest przez niemieckiego potentata na rynku motoryzacyjnym, czyli przez firmę Audi. Co roku gracze Królewskich otrzymują nowy model auta ze splecionymi czterema kółkami, umieszczonymi na grillu, tuż pod maską. Dział marketingu firmy, uważany za najbardziej agresywny wśród rekinów biznesu, rzeczywiście dba o to, by o związkach firmy z klubem ze stolicy Hiszpanii mówiło się głośno, wyraźnie i możliwie jak najwięcej. Bodaj rok temu firma Audi wystąpiła z inicjatywą i zaprosiła drużynę na tor gokartowy. Chlopaki Los Blancos to nie tylko zawodowi futboliści, ale w większości także fascynaci sportów motorowych, a szczególnie motoryzacji tej na “najwyższym biegu”.

Miał to być pewnie tez ukłon w stronę tych amatorów szybkiej jazdy, którzy bezduszne przepisy o ruchu drogowym mają za swych śmiertelnych wrogów, odbierającym im wolność na ulicach miast i poza nimi, nie pozwalając wycisnąć ze swoich maszyn nieco więcej niż fabryka dała. Niektórym, jak choćby Karimowi Benzemie, udaje się przechytrzyć choć odrobinę technologię, dając tym samym okazję do zarobku dla stróżów prawa. Ale czasem przeginał. Swego czasu głośno było o tym, jak w ciągu dość krótkiego okresu Francuz spowodował dwie niegroźne kolizje. Także Brazylijczyk Marcelo nie może liczyć na zniżki od swojego ubezpieczyciela za bezwypadkową jazdę.

Kierowany chęcią ukazania Czytelnikom odrobiny innego świata gwiazd, natrafiłem na informacje sprzed roku, kiedy to piłkarze madryckiego klubu karnie (jak przed ważnym meczem) stawili się najpierw w sali odpraw, a następnie na torze. Omówiono zasady bezpieczeństwa, wylosowano zawodników, przydzielono im niezbędny sprzęt, nadano numery startowe i gracze Realu mogli  w końcu rozpocząć wielkie ściganie. Tym razem siebie na wzajem, a nie rywali w ligowej tabelce. Przy okazji nie omieszkano wspomnieć, że najszybszy na boisku Cristiano Ronaldo spękał przed mechanicznymi “potworami ” o pojemności silnika nieco większej od wspominanego z rozrzewnieniem w naszym kraju motocykla marki Romet. A może chciał wykorzystać niewątpliwą okazję do autopromocji? W każdym razie zadbał o każdy szczegół swojego wyglądu i zdołał się zaprezentować rzeszy wielbicielek tłumnie przybyłych na madrycki tor, tylko w stroju kierowcy rajdowego.

Zimną krwią i umiejętnościami godnymi mistrza dywizji gokartowej popisywał się natomiast Esteban Granero. Podium uzupełnili Karim Benzema, co nie okazało się szczególnym zaskoczeniem dla obserwatorów, oraz Sergio Ramos. Jak donosiły portale i gazety po zakończeniu królewskiego Grand Prix, żołnierze Mourinho udali się na trening do koszar Realu. Dodajmy, że wcale niechętnie. Bo to tak, jakby dziecku odebrać ulubioną zabawkę, a potem kazać zjeść kolejną porcję kaszki, na której już sam widok ma się niewątpliwie odruchy wymiotne, spowodowane ruchem robaczkowym jelit, a potocznie choć mylnie nazywane rzyganiem.

Podczas gdy gracze Realu ścigają się z czasem, nad wolnym czasem niepodzielnie panują gracze Barcelony. Nie muszą być tak karni i zdyscyplinowani, bowiem Pep Guardiola zawsze miał dla nich wielki, jak wór Świętego Mikołaja, kredyt zaufania. Trener Barcy zarządzał luźne wyjazdy zarówno w przerwie na spotkania wyjazdowe jak również wtedy, gdy zespół grał u siebie. Często na oficjalnej stronie klubu pojawiały się informacje o przedmeczowych planach dnia piłkarzy. Rano trening, wspólny posiłek, potem krótka wizyta w domu, bądź spotkania z rodzinami lub bliskimi i powrót na stadion, przynajmniej dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem.

Gracze Barcelony nie raz udowadniali trenerowi Guardioli swój wielki profesjonalizm. Doskwiera im natomiast zawsze letnia aura. A zwłaszcza tournee po dalekich krajach. Przejrzałem wiele materiałów dotyczących ich ostatniej wizyty w Stanach Zjednoczonych. Bodaj pięciodniowa wizyta nie ominęła także miasta Miami. Piłkarze osładzali sobie monotonię podczas pobytu w słynnym na cały świat oceanarium. Wszyscy piłkarze jak dzieci chlapali się wśród przyjaźnie do nich nastawionych delfinów. Te morskie ssaki postanowiły rozegrać spotkanie z gwiazdami z dalekiej Katalonii piłką, pomalowaną oczywiście w klubowe barwy Barcelony. Jak promocja, to na całego.

Gracze Barcy dość rzadko od siebie odpoczywają, nawet poza boiskiem pozostając w ścisłych kontaktach. Tradycja wspólnych spotkań z kumplami z boiska przeniosła się także na grunt reprezentacyjny, o czym dobitnie świadczy fotka otwierając niniejszy artykuł. Ha, ha, ha. Swoją drogą, interesujące skąd u Carlesa tak blade nogi, bo znany jest przecież ze swojego zamiłowania do słońca? Ciekaw jestem jakbyście potrafili ją zatytułować? Niestety nie mam żadnych nagród, ale może tak dla zabawy i promocji własnych pomysłów, śladem bohaterów felietonu, postanowicie tak dla własnej przyjemności wziąć udział w takim konkursie?

Liderem spotkań i swojego rodzaju Mister of Ceremony wspólnych pobytów jest bez wątpienia Eric Abidal, który co roku sprasza kumpli na gilla urządzanego w swoim przydomowym ogrodzie. Podobno sam Pep Guardiola nie brał zbyt często udziału w takich towarzyskich imprezach, rewanżując się swoim piłkarzom za brak obecności fundowaniem im masy rozrywek na własny koszt. I tak częstymi wizytami na koszykarskich parkietach hali Palau Blaugrana, zwłaszcza kiedy w Final Four Euroligi gra drużyna Regal Barcelona, popisują się Carles Puyol, Sergio Busquets, Pique i Xavi, a kiedyś nawet Bojan Krkic. To zagorzali fani drużyny, która jeszcze tak niedawno nosiła nazwę Winterthur (ze względu na głównego sponsora -szwajcarską firmę ubezpieczeniową. Co ciekawe, założyciel FC Barcelony Joan Gamper urodził się w szwajcarskim Winterthur). Gerard Pique miał nawet okazję zostać sfotografowanym podczas jednego ze spotkań Regal przeciwko… Asseco Prokom.

W dobie ogromnego wysiłku wkładanego przez piłkarzy w treningi, liczne w ostatnim czasie przypadki zasłabnięć piłkarzy na ligowych boiskach zarówno Europy jak i świata (coraz częściej kończą się one śmiercią, jak choćby we Włoszech), odpoczynek własnie decyduje o możliwości właściwego naładowania “akumulatorów” organizmu. Dla mnie sukcesy są wytyczną poziomu wyszkolenia, mentalności i prawidłowego poziomu odpoczynku zapewnianego przez zarządy klubów swoim piłkarzom. I jest to kompletnie niezależne od rzeczywistych wyników na koniec sezonu. Spotykając się z twierdzeniem typu: po co im tournee, wyjazdy czy zabawy więcej gry niż akcji promocyjnych i przyjemności, aż ciśnie się na usta: A Ty? Czy chciałbyś ciężko trenować tylko przez cały rok bez możliwości odsapnięcia choćby na moment? No chyba raczej nie!

Dlatego moim zdaniem nie jest niczym złym, aby zabrać piłkarzy w miejsca, gdzie prócz kumulowania energii na kolejny trudny sezon, będą mogli zrelaksować się i poprawić swoje humory, by w lepszych nastrojach przystąpić do pracy. Znana jest bowiem od dawna prawda wszystkich zarządzających zasobami ludzkimi: dobry pracownik, to wypoczęty pracownik. Więc odpoczywajcie gracze Barcelony, Realu i innych klubów. Odpoczywajcie, na zdrowie, by zaspokoić moje oczekiwania w kolejnej po wakacjach odsłonie Primera Division.

Źródło zdjęcia: the-cannon.com