Prawdziwy żołnierz zawsze wykonuje rozkazy

10719547_10202489601511921_1562663850_n

Sport i pieniądze tworzą nierozerwalny związek. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie był aż tak toksyczny. Piłkarze zarabiają bajońskie sumy, oczekiwania wobec ich gry rosną, a ci już nie potrafią temu sprostać. Kluby wydają więcej niż zarabiają, korzystając z prywatnych lub co gorsza z publicznych pieniędzy. Sponsorzy toczą batalię o jak najszybsze przyszycie ich loga do nowej gwiazdy. Sport przestał się różnić od showbizensu, a w niektórych aspektach jest nawet gorszy. To szkodliwy związek, który powstał szybko i tylko czekać, aż ta bańka wkrótce zostanie przekuta. Nawet względnie nieduże pieniądze są w stanie zawrócić w głowie. Przekonał się o tym Gabi – kapitan Atletico Madryt – który stał się bohaterem afery korupcyjnej, o której nikt w Hiszpanii nie chciałby słyszeć.

„Zrobiłem to, co kazał mi zrobić klub.” – miał powiedzieć Gabi w Prokuraturze Generalnej ds. Korupcji Zorganizowanej i Przestępczości. Hiszpański pomocnik jako pierwszy poszedł na współpracę z wymiarem sprawiedliwości, który od roku zajmuje się sprawą korupcji w hiszpańskiej piłce. Obecnie na ustach wszystkich jest mecz ostatniej kolejki sezonu 2010/11 między Realem Saragossa a Levante. Gospodarze byli w krytycznej sytuacji. Potrzebowali 3 punktów, aby utrzymać się w Primera Division. Klub był w rozsypce, tak samo jak zespół i było niemal pewne, że spadek do Segunda Division jest pewny. Niespodziewane Saragossa wygrała 2:1 po dwóch bramkach Gabiego, który występował w tym zespole od 2007 roku. Nikt tym meczem za bardzo się nie przejmował. Takie rzeczy w futbolu się przecież zdarzają. Gabi latem odszedł z Saragossy do Atletico Madryt.

Wszystko zmieniło się w 2013 roku, kiedy to rządy w hiszpańskiej ekstraklasie przejął Javier Tebas. Dla nowego prezesa walka z korupcją jest najważniejszym zadaniem jego rządów. Zaraz po objęciu stanowiska powołał wraz z hiszpańskim ministerstwem sportu specjalną komisję, której zadaniem jest zbieranie wszelkich poszlak oraz sygnałów od piłkarzy, trenerów czy działaczy o popełnieniu korupcji.

„Piłkarzom, którzy mają problemy finansowe łatwiej jest poddać się korupcji, jednak nie możemy tego tak generalizować. Oszustw dopuszczają się także zawodnicy, którzy zarabiają duże pieniądze. Trzeba to zwalczyć, bo inaczej będzie tu jak na Dzikim Zachodzie, bez jakichkolwiek praw i kontroli.” – powiedział na konferencji w Londynie w połowie października 2013 roku.

Już w sierpniu ubiegłego roku policja zajęła się 3 meczami Primera Division oraz 6 drugiej hiszpańskiej ligi z sezonu 2012/13. Co ciekawe, to właśnie mecze Levante i Realu Saragossy wzięła pod lupę prokuratura. Ci pierwsi byli prześwietlani pod kątem pojedynków z Deportivo La Coruña oraz Celtą Vigo. Ci drudzy mieli mieć coś na sumieniu w związku ze spotkaniem z Atlethic Bilbao. W drugiej lidze korupcji miał się dopuścić Racing Santander, którego władze znani byli z kradzieży, oraz Herculesa Alicante, którego prezes już kiedyś został przyłapany na kupowaniu meczów, ale nikt z tym nic nie zrobił, bo w hiszpańskim prawie nie było takiego pojęcia jak „korupcja sportowa”.

W całej sprawie z prokuraturą współpracował ówczesny prezes drugoligowej Girony – Joaquin Boadas. Stał się on bohaterem konferencji, na której przyznał, że miał oferty od władz innych klubów w celu kupna lub sprzedaży meczów. Na liście znalazły się dwa mecze: z Racingiem Santander oraz Xerez. Ci pierwsi oferowali piłkarza oraz gotówkę (nie ujawniono kwoty), w zamian za trzy punkty, które uratowałyby ich od spadku do trzeciej ligi. Girona po meczu miała wydać zaświadczenie, że w meczu z przeciwnikiem skorzystali z nieuprawnionych do gry piłkarzy.

Dużo więcej wiadomo o meczu z Xerez. Kapitan Girony dostał od rywali propozycję, że ci sprzedadzą mecz za 120 tysięcy euro. Girona walczyła wtedy o awans, a Xerez zagroził, że jeżeli nie zgodzą się na stawiane warunki, mają propozycję od innego zespołu walczącego o awans za 20 tysięcy euro dla każdego z zawodników. W Xerez woleli podłożyć się w meczu z Gironą, niż na siłę zwyciężyć, tym bardziej, że od pół roku nie potrafili wygrać żadnego meczu. Girona odmówiła, a Xerez niespodziewane wygrał mecz 4:2.

Teraz temat korupcji w hiszpańskiej lidze wraca jak bumerang. Ofiar tym razem ma być jeszcze więcej. Prokuratura wezwała do złożenia zeznań aż 20 piłkarzy i kilku członków sztabu szkoleniowego. Bez wątpienia najgłośniejszym nazwiskiem jest Gabi, którego nawet postronni obserwatorzy znają z tegorocznego finału Ligi Mistrzów. 31-latek ma przed sobą jeszcze kilka lat gry w profesjonalnym futbolu, zanim na dobre odwiesi buty na kołku. W drużynie Atletico jest jednym z najważniejszych trybików w machinie nakręcanej przez Diego Simeone. Nic dziwnego, że zawodnik próbuje rozegrać wszystko tak, aby dostać jak najmniejszą karę. Lecz gdy zacznie sypać, na jednym meczu może to się nie skończyć. Tym bardziej, że Javier Tebas wydaje się zdeterminowany do wyplenienia zjawiska korupcji w hiszpańskim futbolu.

2 października 2014 roku w prokuraturze jako pierwszy pojawił się były prezes Racingu Santander – Agapito Iglesias. Pod budynkiem czekają na niego wściekli kibice klubu z transparentami „nienawidzę cię” oraz „jesteś gównem”. Po spotkaniu z prokuratorem potrafi jedynie wydobyć z siebie skromny uśmiech. Dwie godziny później cały świat obiegła informacja, że Gabi rzucając jedno zdanie, przyznał się do popełnienia korupcji. Prokuratora Alejandro Luzona interesowała najbardziej kwota 1,2 mln euro, krążąca pomiędzy prezesem, piłkarzami Saragossy a zawodnikami Levante. Agapito przyjął linię obrony, w której przekonywał prokuraturę, że ta kwota to nic innego jak premia dla piłkarzy za utrzymanie się w lidze. Zapomniał jednak, że pierwsze wypłaty dokonał jeszcze przed rozpoczęciem meczu.

Gabi od prezesa miał otrzymać 85 tysięcy euro, które wypłacił w dwóch ratach (50 i 35 tyś euro).  Pieniądze jeszcze tego samego dnia wróciły do Agapito. Hiszpański zawodnik twierdzi, że nie wie co dalej stało się z tymi pieniędzmi.

„Jest to niespotykana kwota na rynku, a także owoc desperacji przed ewentualnym spadkiem. Najwyższa suma, z którą się spotkaliśmy wynosiła 50 tysięcy euro i dotyczyła korupcji we Włoszech.” – powiedzieli przedstawiciele Federbet, firmy zajmującą się zwalczaniem korupcji w sporcie. Wypowiedź ta potwierdza, że nikt nie wierzy w słowa Agapito i Gabiego.

Do zeszłego tygodnia w prokuraturze pojawiły się 33 osoby. Wszystkich przesłuchano, a wciąż w kolejce czekają kolejni. Proces ma ruszyć w tym tygodniu. Eksperci przewidują, że zakończenie sprawy nie będzie proste i nie powinniśmy oczekiwać, że wszystko wyjaśni się w przeciągu roku. Tym bardziej, że wiadomo jedynie co się stało z 85 tysiącami euro z kwoty 1,2 mln euro przeznaczoną na kupienie tego jednego meczu. Reszta kwoty miała trafić do dziewięciu innych zawodników na podobnej zasadzie co do Gabiego.

Po meczu Levante z Deportivo La Coruña, gdzie gospodarze mieli kupić mecz, w szatni Levante rozpętała się burza. Jon Barkero zarzucił kilku kolegom, że sprzedali mecz, celowo grając gorzej, aby tylko spotkanie zakończyło się wygraną gości. „Nie chcę uczestniczyć w tym zakłamanym meczu. To jakaś farsa!” – krzyczał na kolegów w szatni. Deportivo przez pół sezonu zajmowało ostatnią lokatę w tabeli. Sytuacja odwróciła się w ostatnich 7 kolejkach, gdzie drużyna z La Coruñii nie przegrała ani jednego meczu, wygrywając 4 i remisując 3. Wszystkiemu zaprzeczył prezes klubu Augusto Lendoiro, który ręczył własną głową za czystość zarówno zarządu jak i zawodników.

To wszystko wydaje się odległą przeszłością, chociaż miało to miejsce raptem kilka sezonów temu. Dlatego też ciekawą sprawą wydaje się domniemana korupcja w 36. kolejce poprzedniego sezonu w spotkaniu Malagi z Elche. Willy Caballero, obecny bramkarz Manchesteru City, grający w ubiegłym sezonie w barwach Malagi, otrzymał telefon od kogoś z Elche, aby za pieniądze odpuścił ten mecz, popełniając jakiś błąd w bramce, dającego zwycięskiego gola i trzy punkty, które pozwoliłyby Elche na utrzymanie się w lidze. Caballero zgłosił tę sprawę do odpowiednich służb. Mecz zakończył się zwycięstwem gości, a jedyną bramkę zanotował Garry Rodrigues w 11 minucie. Na konferencji trener Malagi Bernd Schuster powiedział, że nie poznaje swoich zawodników, dodając „byliśmy na boisku, ale tak, jakby nas nie było”. Te słowa nabierają dodatkowego znaczenia, gdy weźmiemy pod uwagę sprzedaż meczu.

Tydzień później Elche mierzyło się na własnym boisku z… Barceloną. Padł bezbramkowy remis, a zdobyty 1 punkt cieszył zarówno gospodarzy jak i gości. Elche miało zagwarantowane utrzymanie, a Barcelona dzięki remisowi Atletico z Malagą nadal mogli walczyć o lidera Primera Division. Elche wróciło na właściwe sobie tory i w ostatniej kolejce przeciw Sevilii przegrali boleśnie 3:1.

To wszystko wydaje się nieprawdopodobne, ale co jeśli FC Barcelona i Real Madryt również są zamieszani w korupcję? Powyższy przykład pokazuje, że coś może być na rzeczy. Barcelona miała koszmarny sezon i nawet zdobycie pucharu ligi nic by tu nie zmieniło. Po zakończonym sezonie miały polecieć głowy i tak też się stało. Elche nie dysponuje dużym budżetem, ale co jeśli byli wspomagani przez Atletico Madryt? Tak, to tylko teoria spisowa jakich wiele, ale gdy ułożymy w kupę wszystkie te elementy, to jako całość zaczynają nabierać sensu. Władze Atletico zagwarantowały pieniądze zawodnikom Elche, za urwanie punktów Barcelonie i tym samym zdobycie najważniejszego trofeum w Hiszpanii. Elche zależało na utrzymaniu, więc kupili bezbramkowy remis. Mecz był bez polotu, a zawodnicy strzelali jak od niechcenia, chociaż wygranie ligi przez drużynę Taty Martino było na wyciągnięcie ręki. Jednak nikomu na tym nie zależało, co innego zyskać dodatkowe kilkadziesiąt tysięcy w 90 minut. Atletico nieoczekiwanie zremisowało 1:1 z Malagą, ale dzięki stracie punktów przez Barcelonę, drużyna Simeone nadal była liderem.

“Wszyscy to wiedzą. Więc o co chodzi? Brakuje dowodów? Niemal wszystkie mecze na koniec sezonu były ustawiane w taki czy inny sposób.” – powiedział Augusto Lendoiro, sugerując, że cała pierwsza i druga liga hiszpańska jest umoczona w korupcję. Jednak w takich przypadkach działa to jak domek z kart. Gdy zacznie się rozkładać od samej góry, w końcu dojdzie się do końca, ale po bardzo długim czasie. Można oderwać podstawy, a zawali się cała konstrukcja. W sprawie meczu Levante – Real Saragossa możemy mieć do czynienia z tym drugim, a to oznacza , że nikt nie może się czuć bezpiecznie, tym bardziej gdy ma lub miało się w zarządzie takie osoby jak Sandro Rosell lub Florentino Perez.

Czy jednak będzie istniał futbol bez najbardziej utytułowanej drużyny Europy oraz najlepszego zespołu ostatniego dziesięciolecia? Dla FIFY nie mają najmniejszego znaczenia trofea, ani to ile dane zespoły przynoszą zysku, nie tylko gałęzi biznesu odpowiedzialnej za sport, ale i gospodarek wielu krajów. FIFA pokazała to karząc Barcelonę transferowym banem. Nikt nie jest bezpieczny. Jednak brak Barcelony i stołecznej drużyny w Lidze Mistrzów będzie poważnym ciosem dla europejskiego futbolu i UEFY. Rozgrywki będą co prawda dużo bardziej wyrównane, może i emocjonujące, ale nikt nie wyobraża sobie, że może zabraknąć odwiecznej rywalizacji Messiego z Ronaldo i góry pieniędzy, którą obaj panowie gwarantują rocznie.

Javier Tebas na początku swoich rządów powiedział, że co sezon od 8 do 10 meczów jest ustawionych w obu najwyższych hiszpańskich ligach. To tylko pewien szacunek, średnia, tych meczów rocznie może być o wiele więcej, tym bardziej mając w pamięci słowa Lendoiro. Póki co domek z kart jeszcze stoi, ale już jedna karta została zabrana. Kolejna może zburzyć całą konstrukcję, a wtedy polecą głowy, bez znaczenia gdzie kto gra i jakie ma zasługi. Gabi jest tego najlepszym przykładem. Jeszcze nie tak dawno nikt by nie pomyślał, że kapitan Atletico Madryt, cieszący się kilka miesięcy temu z pucharu ligi, stanie przed prokuraturą i co gorsza, przyzna się do korupcji. Hiszpańskiemu piłkarzowi grozi od roku do sześciu lat zawieszenia – co oznacza, że już niedługo może być zmuszony zakończyć karierę (piłkarz nie pójdzie do więzienia, jak niektórzy sądzą), oraz zapłaty 5,5 mln euro grzywny. I to wszystko dla marnych 85 tysięcy euro i 3 punktów, które po tylu latach nie mają absolutnie żadnego znaczenia.