Problem na uboczu

 

Enrique ma wyraźny problem z obsadzeniem prawej strony obrony. Latem Zubizarreta sprowadził 24 -letniego Douglasa, a wychowanek Barcelony Martin Montoya liczył na więcej szans gry. Ostatecznie największym poparciem trenera cieszy się Dani Alves, zaliczając w tym sezonie już serię ośmiu meczów pod rząd. Na mecz z Almerią Lucho zabrał wszystkich trzech prawych obrońców. Ku uciesze fanów Dumy Katalonii, Brazylijczyk miał usiąść na ławce. Tak też się stało, a jego miejsce zajął jego rodak. I nie chodzi o Douglasa, a o nominalnego lewego obrońcę Adriano.

To, że trener ma konflikt z Montoyą wie chyba każdy. Póki co nic nie wycieka do mediów i można się jedynie domyślać, co jest nie tak z młodym Hiszpanem, że przegrywa rywalizację ze słabym Alvesem, a nawet przeciętnym Adriano, dla którego gra na prawej stronie to jedynie dodatek do piłkarskich umiejętności. Obu zawodnikom trzeba oddać to, że mają ogromne doświadczenie i przyczynili się do większości zdobytych w ostatnich latach przez Barcelonę trofeów. Jednak czas Alvesa na Camp Nou z każdym kolejnym meczem się kończy, a Adriano już w przyszłym okienku może trafić do AS Romy.

Oczywiście nikt Adriano wypychać na siłę nie będzie, to doskonały zmiennik dla Alby i jak się okazuje również dla Alvesa. W Enrique najbardziej irytuje to, że wszystko trzyma w tajemnicy. Wszyscy chcą zobaczyć w akcji Montoyę, tak jak domagali się Bartry. Hiszpański trener nie był głuchy na wielotygodniowe żądania kibiców i hiszpański stoper już drugi mecz pod rząd wystąpił od pierwszej minuty. Ten udowodnił, że nawet jak popełnia poważne błędy, to szybko potrafi się zrehabilitować. Jednak ciężko odnieść wrażenie, że Marc Bartra na dłużej zagościłby w podstawowym składzie Barcelony. Miał zwyczajnie szczęście, że Mathieu jest kontuzjowany, a Pique udowadnia, że ma gdzieś dyscyplinę i dobre maniery.

Montoya nie skorzystałby na absencji Alvesa. Hiszpan wystąpił tylko w jednym spotkaniu w tym sezonie. Identyczna sytuacja jest u Douglasa, który ma jeszcze mniej minut od Montoyi, bo tylko 76. Lucho przed rozpoczęciem sezonu obiecywał, że każdy prawy obrońca dostanie czas po równo. Zdaje się, że Alvesa już swój wykorzystał, ale nikt nie spodziewał się, że do gry dołączy Adriano. Gdy sytuacja Douglasa jest jasna i łatwo ją wytłumaczyć – chociażby tym, że jest nowy, musi się zaadoptować, nie tylko do gry Barcelony, ale również do europejskiego futbolu, tak problem z Montoyą jest poważniejszy.

Martinowi daleko do przebojowości, infantylności i ekscentryczności Alvesa. Hiszpan jest skromnym chłopakiem, trzymający się raczej na uboczu, nie pragnący sławy. Patrząc czysto piłkarsko Montoya przeszedł długą drogę, żeby stać się tym kim jest teraz. Widząc jego grę jeszcze sprzed roku, zrobił znaczący postęp, pokazując to w meczu z Athletic Bilbao. Pewność siebie wręcz biła z jego gry, warto zaznaczyć, że mądrej, ekonomicznej i dającej więcej możliwości niż ta Alvesa. Więc w czym problem?

Enrique od początku nie potrafi poradzić sobie z niektórymi piłkarzami. Konflikt z Montoyą przez te dwa miesiące narastał aż do wielkiej bomby medialnej, ale pomniejsze konflikty ma również z Pique, Xavim czy Mathieu. Na moment poradził sobie z poskromieniem ego Messiego i Neymara, dzięki czemu ci potrafili ze sobą współpracować jak nigdy dotąd. Od momentu wystawiania Suareza, z ich świetnej wzajemnej gry pozostały już tylko powtórki wideo. Brazylijczyk w kolejnym już meczu zagrywał piłkę na pamięć, do tyłu, do Messiego, którego nie było w polu karnym, bo Argentyńczyk zmienił sposób gry, od kiedy w składzie jest nominalna „9”.

Jedynym sposobem na zrozumienie przypadku Montoyi, jest obejrzenie pełnego treningu drużyny Enrique. Przecież Alves nie grałby co mecz, gdyby Montoya lub Douglas prezentowali się lepiej od Brazylijczyka. Co jeśli jednak Montoya pracuje równie ciężko, lub ciężej niż Alves? Wtedy można tylko popukać się w czoło, bo nijak nie da się zrozumieć decyzji trenera.

Montoya miał większy potencjał niż Carvajal, który od razu stał się podstawowym prawym obrońcą Realu Madryt Carlo Ancelottiego. Widać to po liczbie występów w młodzieżowych reprezentacjach kraju. Montoya wystąpił w 22 meczach kadry U-21 i 5 meczach U-23, a Carvajal miał kolejno 9 i 0 występów. Gracz Realu od niedawna regularnie powoływany jest przez Del Bosque i wystąpił do tej pory w 2 meczach. Martin przez brak regularnej gry nadal czeka na swoje pierwsze powołanie do seniorskiej kadry Hiszpanii.

Nie ma wątpliwości, że Montoyę podniszczył Tata Martino, ale Enrique bez żadnych skrupułów przepuścił Hiszpana przez niszczarkę. Wystawianie Adriano na prawej stronie jest ogromnym policzkiem już dla samego Douglasa. Dla Montoyi to musi być zniewaga. Ale jak tu traktować takiego trenera serio, który przekłada własne widzimisię nad sportową rywalizacją. W końcu posłanie Pique na rozgrzewkę w meczu z Almerią, gdy właśnie trzecia zmiana w postaci Xaviego szykowała się do wejścia, musiała mieć jakieś znaczenie. Tylko jakie?