Przepis na wymarzoną sobotę

Tuż po południu Barcelona zmierzyła się na Estadio de Butarquel z Leganes, jednogłośnie ogłoszonym beniaminkiem w Primera División. Scenariusz, jaki wobec tego mogliśmy zakładać, był raczej jasny: od Blaugrany wymagaliśmy pewnej wygranej, ona zaś nie pozostawiła nam żadnych wątpliwości: ograła gospodarzy 1:5.

Obie drużyny weszły w spotkanie dość spokojnie, ale Barca bez większej zwłoki zabrała się za tworzenie swojej przewagi. Już na początku ją “zarysowała”, by potem ją rozwijać. Nie można jednak powiedzieć, że gospodarze od razu potulnie nadstawili karki, by zebrać łomot od znacznie silniejszych rywali. Bronili się całkiem przyzwoicie, zdarzało im się nawet dotrzeć pod pole bramkowe Ter Stegena – około 35. minuty byli naprawdę o włos od zdobycia gola. Z upływem czasu jednak tracili stopniowo pomysł na to, jak odpowiadać Barcelonie.

Ona bowiem wyszła na prowadzenie dokładnie po kwadransie gry. Wówczas do bramki trafił Leo Messi po wyjątkowej, perfekcyjnie dokładnej asyście Pistolero, prawda jest jednak taka, że zbliżającego się gola można było wyczuć już nieco wcześniej. Później Blaugrana nie zwalniała już tempa, ale też nie specjalnie je podkręcała – kontynuowała swój “przyjacielski” styl gry, raz po raz wyprowadzając kolejną akcję zagrażającą bramce Leganes. Już w 23. minucie Luis Suarez zanotował bardzo ciekawą próbę zdobycia gola, omijając trzech rywali w czasie swojego sprintu – wtedy jednak Jon Ander Serantes zdołał sięgnąć piłki i wybić ją ponad poprzeczkę.

Ten stan, mimo wszystko, nie trwał zbyt długo – kolejne piętnaście minut po bramce Messiego jego wyczyn powtórzył sam Suarez, a asystował mu właśnie Argetyńczyk: po fatalnym błędzie obrońców Leganes Pchła podał Urugwajczykowi piłkę, a on bez problemu wpakował ją do zupełnie niepilnowanej siatki.

To sprawiło, że gospodarze zaczęli wyglądać na nieco przyćmionych. Co prawda rozgrywali swoje akcje dość często na połowie Azulgrany, której linia pomocy była momentami “dziurawa”, ale goście świetnie wykorzystywali kontry. Tuż przed końcem tej połowy zdążyli zanotować jeszcze trzecią bramkę, niemal idealnie wymierzoną pod każdym względem – zdobył ją Neymar, uzupełniając nazwiska barcelońskiego Tridente na tablicy wyników; asystował mu Luis Suarez, ponownie z zegarmistrzowską precyzją, pozostawiając Brazyliczyjkowi pustą bramkę; a cała akcja padła mniej więcej po trzecim kwadransie podstawowego czasu gry.

Bardzo podobnie rozpoczęła się druga połowa – piłkarze Leganes robili, co mogli, by walczyć o swój honor, ale Barca zostawiała im naprawdę mało miejsca do popisu i bardzo rzadko dopuszczała do głosu. Ich bezradność wypłynęła w 54. minucie, kiedy to Neymar zatrzymywany był za koszulkę. Rzut karny bardzo pewnie wykorzystał Leo Messi. Gdyby tego było mało, był on bardzo bliski zdobycia jeszcze jednego gola już pięć minut potem – Serantesa uratował jednak Insua stojący tuż przy bramce. Kolejne kilka minut później Argetyńczyk trafił w słupek, a jego strzał poprawił Paco Alcacer, znalazł się on jednak na spalonym. Urażona tym Blaugrana nie zamierzała jednak ani na chwilę zaniechać swoich starań: minutę później do bramki wreszcie trafił Rafinha, który wcześniej zdawał się być w cieniu reszty kolegów. Obronił swoją dumę naprawdę przepięknym uderzeniem z kilkunastu metrów, prosto w “okienko” bramki.

Barca nie zdawała się bynajmniej zmęczona, ponieważ czaiła się niemal nieustannie przy polu karnym Leganes i podejmowała kolejne próby podwyższenia wyniku. Goście dość rozpaczliwie z kolei usiłowali wyprowadzić jakąkolwiek akcję, by zanotować chociaż dobry celny strzał, o to bylo jednak bardzo ciężko. Blaugrana natomiast zdążyła jeszcze przynajmniej raz otrzeć się o następną bramkę.

Kiedy wydawało się, że gospodarze tylko czekają na ostatni gwizdek sędziego, dostali “od losu” rzut wolny i udało im się go należycie wykorzystać – z 22 metrów, ponad murem, Ter Stegena pokonał Gabriel. Tuż przed końcem Barca podjęła jeszcze parę prób podwyższenia wyniku, nie były jednak efektowne. Prawdę mówiąc, nie było takiej potrzeby.

Po tym bardzo jednostronnym, ale koncertowym spotkaniu piłkarze Luisa Enrique wywożą spod Madrytu kolejne trzy punkty do kolekcji. Mecz nie był może najciekawszym, najbardziej emocjonującym, lecz zobaczyliśmy wszystko, czego mogliby pragnąć Cules: manitę, gole całego Tridente, ich wzajemne asysty, “bombę” z dystansu, rzut karny Messiego. Chyba zgodzicie się, że nie możemy narzekać!

infographic_pl_246955_squads_770

grafika: sporticos.com


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273