Przykra powtórka z rozrywki

Nieszczęśliwie ułożył się dla Dumy Katalonii ten niedzielny wieczór. Po długim, wymagającym spotkaniu na Estadio Balaidos, Celta Vigo stanęła jej na drodze do zwycięstwa, wygrywając z mistrzami Hiszpanii 4:3.

Barca od początku starała się wywierać presję na rywalach, ale przez długi czas nie mogła znaleźć sposobu na zdobycie bramki Sergio. Co więcej, Celta dość często wychodziła z kontrą i były one bardzo dobrze konstruowane: gospodarze przedzierali sę bez większego problemu pod pole karne Blaugrany. To sprawiało, iż względnie słabszy przeciwnik grał co najmniej na równi z mistrzami Hiszpanii, a mnie od razu przyszło na myśl zeszłoroczne spotkanie jesienne obu drużyn. Mecz przebiegał bowiem zastraszająco podobnie.

Upewnił mnie w tym Sisto w 22. minucie, kiedy otworzył wynik spotkania; nie był to pierwszy strzał w światło bramki Katalończyków, a poważny błąd naszej linii obrony jedynie mu to ułatwił. Barcelony to jednak nie pobudziło do działania – nadal wymieniała się piłką z Celtą Vigo, co tylko pozwalało rywalom rozwinąć skrzydła. Kilka prób Neymara czy Luisa Suareza okazało się niewystarczająco skutecznych, by szybko odpowiedzieć gospodarzom, oni natomiast – powtórzyli swój wyczyn już dziesięć minut potem, kiedy długie podanie wykorzystał Iago Aspas. Gdyby tego było mało – minutę później, w interwencji do równie niebezpiecznej akcji, Jeremy Mathieu wpakował piłkę do własnej siatki.

Barca w odpowiedzi usiłowała znacznie podkręcić tępo, lecz skutkowało to jedynie przerywanymi, dość chaotycznymi akcjami i przewinieniami po obu stronach boiska. Brakowało natomiast pomysłu, który ewidentnie posiadała Celta, podania nie kleiły się do siebie i nie stwarzały bezpośredniego zagrożenia bramce przeciwników.

Druga połowa rozpoczęła się bardzo podobnie, choć z pozoru sytuacja się nieco uspokoiła. Blaugrana nadal potrzebowała sporo czasu, by wreszcie zacząć odrabiać naprawdę spore straty. Bramkę na przełamanie zdobył Gerard Pique w 58. minucie, kiedy dostał piłkę od dośrodkowującego Iniesty (po rzucie rożnym) i wbił ją głową do bramki Sergio w imponującym stylu. Celta w odpowiedzi mogła kontynuować swój skuteczny styl gry, przez co parę kolejnych sytuacji przebudzonej Azulgrany jedynie otarło się o kolejnego gola, między innymi w 62. minucie, gdy z piłką nie zdążył Pistolero, dostając podanie od Sergi Roberto. Duma Katalonii zreflektowała się jednak bardzo szybko, bo już minutę potem w polu karnym sfaulowany został Andre Gomes, a jedenastkę wykorzystał Neymar.

To kolejny czynnik, który pobudził Barcę, lecz znów nie na tyle, by wyrównać rezultat. Celta stała się w pewnym momencie nieco przyćmiona, ale równie szybko się pozbierała, by bronić ze wszystkich sił upragnionego zwycięstwa. Ku wielkiej uciesze tłumnie zebranych kibiców, Ter Stegen przesadził ze swoją zabawą z piłką i podał ją wprost Pablo Hernandezowi, który nie miał żadnych problemów z wbiciem jej do siatki Niemca, co sprawiło, że Celta znów zaczęła uciekać graczom Lucho. Dwie minuty później mogli jeszcze bardziej podwyższyć wynik, lecz na całe szczęście strzał Aspasa nie był wystarczająco silny.

Tuż przed końcem czasu podstawowego, bo w 87. minucie, Blaugranie wróciły nadzieje na ratowanie rezultatu – Denis Suarez sprytnie podał piłkę do najwyżej skaczącego Pique, a on znów, główkując, pokonał bramkarza gospodarzy. Był to jednak ostatni gol gości, pomimo, że zaraz potem Neymar oddał strzał o włos od słupka, a w 92. minucie Denis Suarez i Pique usiłowali powtórzyć swój zgrany wyczyn.

infographic_pl_260931_squads_770

Była to bardzo trudna gra dla Barcelony i dało się to dostrzec przez większość spotkania. Ciężko im było zapanować nad meczem, kontrolować go, jak to ma ona w zwyczaju, co pozwoliło gospodarzom rozwinąć skrzydła. Strata punktów będzie tego sporym kosztem, dlatego chyba nie muszę mówić, iż Azulgrana już musi myśleć o zadośćuczynieniu.

grafika: sporticos.com