Quo vadis, Gerard?

pq

Wyobraź sobie następującą sytuację. Budzisz się rano, obok leży piękna kobieta, która dodatkowo jest gwiazdą muzyki. Obok w pokoju śpi Wasz syn. Ty grasz zawodowo w piłkę nożną, zarabiasz 3,96 miliona euro rocznie, jesteś mistrzem Świata, mistrzem Europy, mistrzem Hiszpanii, mistrzem Anglii, wygrałeś Ligę Mistrzów. Przed Tobą nowy sezon. Czy dalej chce Ci się starać?

Waka waka

Od razu chciałbym przeprosić fanki Blaugrany za to, że wstęp napisany został z męskięgo punktu widzenia. Właśnie. Szeroko pojęte sprawy damsko – męskie to ostatnimi laty dość często komentowana część życia Pique. Praktycznie po każdym słabszym meczu stopera Barcelony, na forach pojawiały się szydercze komentarze, żeby Gerard się nie martwił, bo w domu i tak czeka go słynna już “waka waka”. Zresztą. Tak po prawdzie to i po dobrych spotkaniach tak pisano. W pewnym sensie rozumiem autorów tego typu wpisów. Zamiast reklamować majtki i żyć jak celebryta, powinien skupić się na treningach, żeby błyszczeć formą w meczach. Z drugiej jednak strony, szydera wymierzona w Pique, który bądź co bądź wywalczył z Barceloną wszystko, zabrnęła nieco za daleko i teraz każde złe zagranie jest mu długo pamiętane. Lecz nie o tym w tym tekście.

Geneza

Zastanawiałem się, kiedy Gerard znalazł się na równi pochyłej. Nie jestem zwolennikiem teorii, że nagle gdzieś zatracił formę. Nie sądzę, żeby przez ostatni czas kopnął zaczarowaną przez kosmitów piłkę i stracił swój talent. Według mnie problem leży w głowie bohatera tego artykułu. Nie będę oryginalny, tak jak większość cules, uważam, że zapaść formy Pique spowodowały coraz rzadsze występy jego mentora, czyli Carlesa Puyola. To on potrafił zmobilizować “3″ Barcy w momentach, kiedy tracił koncentrację. Michał Pol napisał kiedyś, iż będąc w Atenach na meczu Panathinaikosu z Dumą Katalonii, w momencie, gdy znajdował się za bramką słyszał, jak “El Capitano” cały czas mówi coś do Gerarda. Teraz w wieku 27 lat to Pique powinien stać się liderem defensywy. Jednak mimo doświadczenia nabytego u boku legendy Barcelony jakaś blokada psychiczna nie pozwala znów stać się “Piquenbauerem”, tym razem samodzielnie. Pomimo tego wydaje się, że zrzucenie całej winy na brak odpowiedniego partnera w obronie to zbyt duże uproszczenie. Muszą być jeszcze inne czynniki. Za taki uznałbym poruszane już wcześniej życie prywatne. U większości piłkarzy stabilizacja w postaci założenia rodziny niesie zazwyczaj ze sobą stabilizację formy na dobrym poziomie. W pewnym sensie u Pique ta forma też się ustabilizowała, ale nie na takim poziomie, na jakim wszyscy by sobie życzyli.

Co dalej?

Jednego na pewno nie można Gerardowi odmówić – widać, że bardzo chce wrócić do dawnej formy. Pamiętam rewanż z Bayernem w niechlubnym dla klubu półfinale Ligi Mistrzów. Pique starał się łatać wszystkie dziury w obronie, walczył i chyba jako jeden z nielicznych cules naprawdę wierzył w możliwość awansu. Potem nadzieja gasła, przytrafił się gol samobójczy i znów najbardziej krytykowanym zawodnikiem była właśnie “3″ Barcy. Bardzo chce, ale mu nie wychodzi. Trochę jak znany z serii memów Pechowiec Brian. Czy biorąc to wszystko pod uwagę jest jeszcze nadzieja? Ja osobiście jestem jej pełen. Pokładam ją w nowym trenerze Dumy Katalonii. Zaprowadzona przez niego dyscyplina powinna pomóc Gerardowi. Tak było, gdy do klubu przychodził Pep Guardiola. To on dzięki sztywnym regułom wydobył z zawodnika to co najlepsze. Ten przykład, a także współpraca z Puyolem pokazują, że Pique potrzebuje po prostu bata nad głową. O chęciach już pisałem, to kluczowe, żeby piłkarz chciał tę formę odbudować. Optymizmem napawa niedawna wypowiedź, w której stwierdził, że nie należy do najlepszych obrońców na świecie. Mogę się oczywiście mylić, ale dyscyplina Lucho, podrażniona ambicja i względny spokój wokół jego osoby, znów pozwolą wrócić na światowy top.