Rany, żebym tylko nie musiał się denerwować

Ostatnie dwa sezony tak rozpieszczały kibiców Barcelony i Realu Madryt ilością Los Clasicos, że kilkumiesięczna przerwa między jednym Klasykiem a drugim sprawiła, że zrobiło się tęskno za najbardziej elektryzującym pojedynkiem piłkarskim w Europie. Z jednej strony czuć nostalgię, ale z drugiej obawy. Mecz FC Barcelony z Realem Madryt będzie transmitowany w programie pierwszym publicznej polskiej telewizji. Oznacza to, że niedzielni kibice będą mogli raz na około pół roku nakarmić swoją naiwną, ale jakże niebezpieczną dla środowiska zewnętrznego, ignorancję.

Najgorsze jest to, że przed każdym spotkaniem Blaugrany z Królewskimi mam podobne nadzieje na to, że to będzie właśnie ten mecz, ta konfrontacja, która masowo zmieni myślenie o Katalończykach. Zawsze są takie same emocje, choć z biegiem czasu przeczucia stają się coraz częściej sprzeczne. W końcu dochodzi do końcowego gwizdka i dupa. Masa filmików o domniemanych symulacjach piłkarzy Barcy, błędnych decyzjach arbitrów przynoszących korzyści Blaugranie i takie tam. Jedynie po legendarnym zwycięstwie z Manitą w tytule byłem naprawdę odprężony. Nikt wtedy nie mógł nic, dosłownie NIC, zarzucić Barcelonie. Ale był to, no właśnie, tylko jeden taki mecz za kadencji Mourinho.

Pojedynek będzie transmitowany w TVP1, zatem statystyczny Pan Mietek lub Jasiu obejrzą grę Katalończyków prawdopodobnie po raz drugi, może trzeci w tym roku. Nagle okaże się, że takich Panów Mietków i Jasiów jest co najmniej tysiące. Wyrobią sobie podobne, oparte na jednym meczu, zdanie i będą uważali, że tak jest zawsze. Tak jak po niesławnym spotkaniu Chelsea Londyn z FC Barceloną w 2009 roku.

Tacy ludzie na pewno by mi nie przeszkadzali, gdyby nie dzielili się swoimi mądrościami niemal na każdym kroku. Na Facebooku, na uczelni, a nawet przy głupiej rozmowie na grillu (najgorzej, jak już tacy delikwenci trochę wypiją, wtedy nie mam szans). Po transmisji tak elektryzującego wielu fanów spotkania, nie przemówi do “eksepertów” żaden racjonalny argument, bo w odpowiedzi słychać “Ovrebo”, “Busquets-aktor” lub “UEFAlona”. No nie przemówisz! Dlaczego takiej nienawiści nie ma do Realu Madryt, który podczas niemal każdego Gran Derbi najbardziej udowadnia, że daleko piłkarzom Królewskim do gry fair? Cholera wie, bo czynników jest sporo. Może to dziwne, a może nie, ale bardzo bym chciał, aby piłkarze Barcy nie zrobili żadnego głupstwa w trakcie obu meczów z Madrytem, tak jak np. Alexis Sanchez przeciwko PSG. Najbardziej na tym cierpią kibice, a nie sami zawodnicy. Takie drobne niuanse potrafią zbudować wręcz betonowy mur, który naprawdę trudno przełamać. Potem pożywkę z tego nie mają jedynie niedzielni kibice, ale również fani Królewskich, Arsenalu, Manchesteru United, City, Milanu, Chelsea i tak dalej. Nie od dziś wiadomo, że anty-barcelonistów jest dużo więcej niż samych sympatyków Dumy Katalonii. Niestety Kochani, ale jesteśmy w druzgoczącej mniejszości.

Ale to wszystko w sumie i tak nie ma znaczenia. Pewnie to Real Madryt będzie poszkodowany przy ewentualnej porażce. Nawet gdy pod koniec spotkania Ramos albo Marcelo dostaną po czerwonej kartce, po brutalnym falu na Messim lub Fabregasie. Nawet gdy Mourinho na pomeczowej konferencji prasowej zwali całą winę na sędziego. Nawet gdy dojdzie do przepychanek, palcówek w oko i wyzwisk w kierunku ławki trenerskiej Barcelony.

I tak Pan Mietek i Jasiu nie wiedzą zupełnie o czym piszę, więc to bez sensu.