Real Betis 2:2 FC Barcelona, czyli bardzo emocjonujący mecz o przysłowiową pietruszkę

Spotkanie zamykające rozgrywki ligowe sezonu 2011/12 FC Barcelona zremisowała na wyjeździe z Realem Betis. Ostatni mecz z cyklu La Liga Pepa Guardioli zapewnił drużynie zaledwie jeden punkt. Była to potyczka o nic, bowiem kwestia mistrzostwa Hiszpanii jest już rozstrzygnięta, ale wszyscy fani chyba inaczej wyobrażali sobie zakończenie ligowego sezonu w wykonaniu Blaugrany.

Kiedy starcie się zaczęło widać było groźną Barcelonę, która już w 9. minucie strzeliła gola (Busquets). Byłam wtedy pewna, że ten mecz zakończy się zwycięstwem Azulgrany. Patrzyłam na rozpędzoną drużynę z Katalonii, która dawała z siebie dużo mimo że ten mecz nie był superważny i chciałam wiedzieć taką Barcę w meczach z Realem i Chelsea… Chciało się powiedzieć, że Blaugrana gra rewelacyjnie od kiedy straciła wszystko…  A tu Betis zrobił nam niespodziankę. Drużyna, która jeszcze w zeszłym sezonie grała w Segunda Division przez 18 minut prowadziła i była bardzo bliska pokonania Dumy Katalonii.

Początek należał do Gości, ale z każdą minutą ekipa z Sewilli rozkręcała się coraz mocniej. Szczególnie w drugiej połowie zaczęła coraz bardziej zagrażać bramce Valdesa. Tu Gospodarzom należą się pochwały za to, że walczyli i nie trzęsły im się nogi przed wielką Barceloną. Zawodnicy w zielono-białe paski absolutnie nie byli tłem, wręcz przeciwnie, były momenty kiedy to właśnie oni grali pierwsze skrzypce.

Już w pierwszym kwadransie drugiej połowy Dani Alves dostał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Niestety to w tym sezonie nie zdarza mu się pierwszy raz. Zachowanie nieodpowiedzialne i bardzo brzydkie, szczególnie drugi faul – to nie przystoi zawodnikowi tej klasy. Pojedynek ten nie był obarczony przecież dużą presją. Takiej szansy Betis nie mógł zmarnować i jak pokazuje wynik tego nie zrobił. Osłabiona Barcelona została zaatakowana jeszcze bardziej. Nasiliły się próby Beniaminka. Ekipa z Sewilli naciskała i wypracowała gola kontaktowego w 71. minucie. Trzy minuty później, ten sam zawodnik Betisu – Castro po raz kolejny trafił do bramki Vitora Valdesa.

Po tym Barcelona jeszcze bardziej się rozsypała, oczywiście liczne próby były, ale nieskuteczne. Do tego doszły straty piłki. Można pokusić się nawet o odważne stwierdzenie, że Betis zdeklasował Barcelonę w końcówce. I Duma Katalonii miała dużo szczęścia z golem na wyrównanie, który padł w doliczonym czasie gry (90+2). Wcześniej fantastyczną akcję miał Messi. Z wolnego z dużej odległości od bramki strzelił znakomicie i bardzo niewiele zabrakło, bo piłka uderzyła w słupek. Leo nie podwyższył swojego bramkowego dorobku i zakończył ligę z niewiarygodnym wynikiem 50 bramek. Oprócz tej akcji najlepszy piłkarz świata był w zasadzie mało widoczny. Grał wycofany, bardziej jako środkowy pomocnik.

Afellay, który niedawno powrócił po bardzo długiej nieobecności z powodu kontuzji chyba nie odnajduje się jeszcze na boisku. Mimo że miał niezłą okazję do strzelenia gola w pierwszych minutach gry, raczej nie zdał testu tego pojedynku i zszedł pod koniec  meczu z boiska. Do tego Holender znowu miał zdrowotną przygodę. W starciu z graczem drużyny przeciwnej chyba wybił sobie palec. Został opatrzony przez sztab medyczny i wrócił na boisko.

Mascherano trzymał poziom, jest ostatnio fenomenalny. Grał świetnie, zaliczał perfekcyjne wślizgi i znakomite odbiory. Temu zawodnikowi należą się wielkie brawa.

Chciałabym zwrócić jeszcze uwagę na ławkę trenerską podczas tego spotkania. Tito i Guardiola wcale ze sobą nie rozmawiali. Oczywiście nie widzieliśmy każdej minuty w ich wykonaniu, ale za każdym razem, kiedy realizator ich pokazywał siedzieli w milczeniu. Żadnych rozmów miedzy nimi, ani analiz, które dotąd były czymś normalnym na każdym pojedynku. Kiedyś po każdej bramce czy jakiejkolwiek innej akcji na boisku w wykonaniu swoich podopiecznych bardzo dużo ze sobą omawiali. Teraz zachowują się obaj jakby nie zauważali swojej obecności. Czy to nie dziwne? Ciekawe co jest powodem takiego chłodu w relacjach obydwu Panów?

To miał być spokojny mecz o nic na zakończenie sezonu i rozgrzewka przed finałem Pucharu Króla. Liczyliśmy, że zobaczymy pewne zwycięstwo na koniec rozgrywek i ostatni triumf Guardioli w lidze. Rzeczywistość okazała się inna. Była za to zaciekła walka, interesujące kontry i czerwona kartka. Jednym słowem mnóstwo emocji, których nawet nie spodziewaliśmy się tu mieć. Szkoda, że ten sezon Primera Division się już skończył.  Z pewnością nowy będzie równie interesujący i przyniesie w Katalonii wiele zmian.

 

Bramki: Busquets 9. minuta, Ruben Castro: 71. i 74. minuta, Keita 90+2. minuta

Składy:

FC Barclona: Valdes, Alves, Pique, Mascherano, Adriano; Busquets, Xavi (Iniesta, m.82) , Keita, Pedro (Tello, m.77), Messi, Afellay (Montoya, m.52).

Real Betis: Casto; Chica (Isidoro, m.72), Paulao, Dorado, Nacho; Benat, Canas; Jonathan Pereira, Pozuelo (Nono, m.64), Jefferson Montero (Santa Cruz, m.57), Ruben Castro.

 

Oraz troszkę pomeczowych statystyk:

 

 

 

Źródło zdjęcia: mundodeportivo.com; źródło statystyk: fcbarcelona.com