Rewolucja bez wystrzału

Mam problem z nowym projektem Luisa Enrique. Od niespełna trzech tygodni niepełna kadra Barcelony trenuje pod wodzą nowego trenera i sztabu. Za nami dwa spotkania okresu przygotowawczego, w których Duma Katalonii odniosła zwycięstwo i remis. Te wyniki, patrząc na rangę przeciwników, nie napawają optymizmem, tym bardziej że sama gra pozostawiała wiele do życzenia.

Jasne, że w okresie przygotowawczym wyniki meczów schodzą na dalszy plan, jednak niepokojące jest to, że podczas tych dwóch spotkań Barcelona Enrique nie wzbudziła we mnie większych emocji. W zasadzie, oglądając wczorajsze spotkanie miałem odczucie, jakbym oglądał Barcelonę pod wodzą Taty Martino czy Tito Vilanovy.

Rozumiem, że Lucho ma do dyspozycji niepełny skład, ponieważ brakuje całej podstawowej linii ataku (Neymar, Suarez, Messi) oraz Mascherano i Alvesa. Problem leży gdzie indziej. Reprezentanci m.in. Hiszpanii trenują już od dwóch tygodni i nie widziałem ani większego zaangażowania, ani specjalnych chęci do tego, żeby wczorajsze spotkanie wygrać. Montoya i Roberto nie przekonują. Szczególnie martwię się o prawego obrońcę, który jeszcze kilka miesięcy temu był gwarantem solidności i pewności. Z kolei Sergi Roberto jest dla mnie porażką już od jego pierwszych chwil w Barcelonie A.  Idźmy dalej, bo nie tylko młodzież zawodzi. Obserwując wczorajszy mecz, zerkałem co chwila na Twittera. Co dało się zauważyć gołym okiem to fakt, że już od pierwszych minut obiektem żartów i plucia jadem stał się nie kto inny, jak nowy nabytek Mathieu. Nie ma sensu rozwodzić się nad historią jego transferu bo wszyscy doskonale ją znamy, skupmy się na meczu w jego wykonaniu. Mathieu nie zagrał ani tragicznie, ani fantastycznie. Nie zachwycił, ale też nie popełnił żadnego poważniejszego błędu. Ba, ośmielę się zaryzykować tezę, że Francuz zaprezentował się solidniej od jego vis a vis. Pique dalej prezentuje wakacyjno-mundialową formę i trzeba mieć nadzieję, że Gerard w końcu ustabilizuje swoją formę, skoro to ona ma być fundamentem obrony Barcelony Enrique.

Linia pomocy również nie zachwyciła szczególnie w pierwszej odsłonie. Szczerze powiedziawszy spodziewałem się dużo więcej od Iniesty i Rafinhi. Sergio Busquets również zagrał dość przeciętnie. O Sergim Roberto już wspomniałem. W drugiej odsłonie na plac gry posłani zostali m.in. Xavi, Ivan i Alen i trzeba przyznać otwarcie, że Hernandez zagrał wyśmienite 45 min. Co do Chorwatów – jestem przekonany, że będzie z nich pociecha na lata, szczególnie z młodego Alena, który już teraz swoim stylem przypomina hybrydę Messiego i Iniesty.

Nad atakiem nie ma sensu pisać więcej niż dwa zdania. Pedro zagrał jak to Pedro, czyli nijako i bez przekonania. Młodzi gniewni, Deulofeu, Adama czy Munir zagrali z zaangażowaniem, ale na nich przyjdzie jeszcze czas.

Patrząc na drużynę jak na całokształt widzę inny problem. Z zapowiadanych zmian taktycznych:  powrót do wysokiego i agresywnego pressingu, wertykalność, gra rożnymi systemami taktycznymi (3-4-3, 3-2-3-2) w dwóch meczach przygotowawczych nie zobaczyliśmy niczego z wyżej wspomnianych aspektów. Jak na razie Barcelona męczy się w systemie 4-3-3 z fałszywym środkowym napastnikiem.

Nie chcę dramatyzować i rozpaczać, bo w końcu po to są mecze presezonu żeby szlifować formę, przygotowanie fizyczne, taktykę itp., jednak rywale Barcelony, z całym szacunkiem, to nie byli giganci pokroju Manchesteru United, Liverpoolu, Borussii czy PSG. To były dwa małe kluby, a Barcelona strzeliła im zaledwie dwie bramki z czego jedną po rzucie karnym.

Do rozpoczęcia sezonu ligowego pozostały trzy tygodnie. Miejmy nadzieję, że do tego czasu nowa Barcelona wystrzeli i znowu będzie zachwycać kibiców na całym świecie, bo jeżeli na ten moment najlepiej prezentują się niechciany Mathieu i wiekowy Xavi, to może się okazać, że rewolucja okaże się tylko wymysłem kibiców, a większych zmian w systemie gry nie będzie. W końcu zapowiadane 3-4-3 może rozbić się o ścianę przeciwników złożoną z 10 zawodników.