Rezerwy dały radę. FC Barcelona 2-1 Real Sociedad

Barcelona po trzech remisach z rzędu i mając przed sobą wciąż niepotykający się Real, musiała pokonać drużynę z San Sebastian.

Mimo, że zadanie hipotetyczne nie wydawało się trudne, to szacunek do rywala należało zachować. W pierwszej części sezonu już po dziesięciu minutach gry Barcelona wygrywała 2-0. Skończyło się jednak na remisie 2-2, a w rezultacie na stracie dwóch punktów.

Pep Guardiola mając na uwadze rewanż w Pucharze Króla z Valencią, postanowił posadzić na ławce kilku ważnych graczy podstawowych. Xavi, Busquets, Abidal i Pique to czwórka piłkarzy oszczędzana na środowe spotkanie. W pierwszej jedenastce mieliśmy okazję oglądać Jonathana dos Santosa, a także wchodzącego ostatnio przebojem do pierwszej drużyny, Christiana Tello.  Blaugrana zaczęła od intensywnej i agresywnej gry, której efekt powinien już przyjść w piątej minucie. Wtedy to do piłki dopadł Messi, ale będąc w sytuacji sam na sam z bramkarzem, strzelił tak jak to ma ostatnio w zwyczaju, czyli prosto w niego. Chwilę później Duma Katalonii mogła boleśnie pożałować zaprzepaszczonej świetnej sytuacji. Z szybką kontrą ruszył Sociedad, a strzał Ifrana w dobrym stylu obronił Victor Valdes. Kiedy wydawało się, że goście spróbują ukąsić po raz kolejny, z akcją ruszyła Barcelona. Piłkę w środku boiska spokojnie rozgrywał Cesc, który podał do Messiego. Argentyńczyk mimo, że zapomniał jak się strzela to o swoich markowych podaniach jeszcze pamięta. Najlepszy piłkarz świata posłał idealną piłkę do młodziutkiego Tello, który zachował się jakby miał bagaż co najmniej dziesięciu lat doświadczenia. Skrzydłowy uderzył spokojnie w światło bramki obok bezradnie interweniującego Bravo. 1-0 dla Barcelony!

Po zdobytym golu Mistrz Hiszpanii uspokoił grę i starał się podwyższyć prowadzenie. W 20. minucie Cuenca posłał bardzo słabego “szczura” w pole karne, jednak błąd całej defensywy gości spowodował, że do piłki dopadł Thiago, który widząc beznadziejne podanie swojego kolegi, postanowił oddać jeszcze gorszy strzał. Sześć minut po beznadziejnym strzale Alcantary, w cudownej sytuacji po podaniu Leo Messiego, znalazł się Fabregas, ale zamiast uderzyć lekko, a celnie to Mistrz Świata uderzył żenująco niecelnie i piekielnie mocno. Jedno pytanie. PO CO? W 32. minucie sędzia liniowy urządził sobie kabaret na Camp Nou. Stojąc zaledwie pół metra od Cesca, uznał, że były kapitan Arsenalu faulował. W rzeczywistości piłkarz gości wpadł na pomocnika Barcelony i się przewrócił. Poziom sędziowania naprawdę woła o pomstę do nieba. I w zasadzie, aż do ostatniej minuty pierwszej połowy nic się nie działo. W doliczonym czasie gry w dobrej sytuacji znalazł się Dani Alves, ale strzelił gorzej niż w ostatnim meczu z Valencią. Do przerwy Blaugrana schodziła z jednobramkowym prowadzeniem.

Po rozpoczęciu drugiej połowy, do gry wziął się Brazylijczyk Alves, który pierwszą część meczu przespacerował. Raptem pięć minut po gwizdku rozpoczynającym tę część spotkania, obrońca posłał piłkę wzdłuż linii bramkowej. Gdyby, któryś z jego kolegów pofatygował się i jedynie dotknął piłkę, to mielibyśmy 2-0. A tak mieliśmy kapitalną okazję Realu Sociedad. Piłkę RĘKĄ przyjął Griezmann, ale strzelił wprost w Valdesa. Sytuacja naprawdę wyborna. Po godzinie gry na boisku pojawił się Vela, który wprowadził dużo świeżości w ataki gości. W 63. minucie Messi pokazał jak bardzo brakuje mu gola by się przełamać. Argentyńczyk otrzymał świetne podanie z głębi pola, minął bramkarza i… zgłupiał. La Pulga pogubił się na tyle, że zamiast trafić do pustej bramki, trafił w obrońcę. Pięć minut po kompromitacji Messiego, mieliśmy jedną z najlepszych okazji Dumy Katalonii w drugiej części gry. Alves podał piłkę na wolne pole do Cuenki. Skrzydłowy uderzył wprost w poprzeczkę. Do piłki dopadł Tello, który uderzył mocno i celnie. Gol? Nie sędzia nie uznał bramki odgwizdując spalonego. Na linii stał bowiem rozpoczynający całą akcję Brazylijczyk. Piłka trafiła w Daniego choć jak pokazały powtórki było to już za linią bramkową. To jednak było bez znaczenia. Bramka nie została uznana. Ale co się odwlecze to nie uciecze. W 72. minucie precyzyjnym dośrodkowaniem w pole karne, popisał się szalejący Diabeł Tasmański, a piłkę w bramce (wreszcie!) umieścił Messi. 2-0 dla Barcelony!

I kiedy już wszyscy myśleli, że emocje się skończył, Barcelona zafundowała kolejny dreszczowiec. Raptem dwie minuty po podwyższeniu prowadzenia fatalnie pomylił się Thiago. Piłkę przechwycił Griezmann, który natychmiast uruchomił Velę, a Meksykanin pokonał bramkarza Blaugrany. 2-1 i znowu nerwówka.

Na kwadrans przed końcem na boisku pojawili się Abidal i Busquets. Hiszpan jednak zbyt długo się nie nagra, bo doznał bardzo poważnie wyglądającego urazu. Na szczęście na strachu się skończyło i Hiszpana nie będzie czekał rozbrat z futbolem.

Na boisku więcej się już nie działo. Nie będę dziś oceniał występu Katalończyków, bo skład nie pozwala określić, czy jest jakiś progres, czy też go nie ma. Najważniejsze, że Barcelona zgarnęła dziś trzy punkty tym samym wykonując założenie przed meczowe.

Bramki: 9’ Tello, 72’ Messi – 74’ Vela

Barcelona: Valdés, Alves, Puyol (76’ Abidal), Mascherano, Adriano, Fàbregas, Dos Santos (75’ Busquets, 83’ Piqué), Thiago, Messi, Cuenca, Tello.

Real Sociedad: Bravo, Cadamuro, Martínez, González, C. Martínez, Aranburu, Bergara, Griezmann, Prieto (84’ Agirretxe), Pardo (77’ Llorente), Ifrán (58’ Vela).