Rijkaard nie miał udziału w sukcesach Guardioli?! Co za herezje…

Tworzy człowiek jakąś tam publicystykę, więc i czyta człowiek publicystykę… Tak więc na portalu Weszło! natknąłem się na taką o to opinię, moim zdaniem niesprawiedliwą.  Oto fragment:

„Ja Guardioli dziękuję za to, że mogłem oglądać taki futbol. Oparty nie o to, kto mocniej, kto szybciej, kto ostrzej, kto brutalniej, kto mniej lub bardziej fartownie, ale oparty o to, kto piękniej. Dziękuję mu za przywrócenie ideałów futbolu. Barcelona Rijkaarda też była oczywiście dobra, ale była też taka… zwyczajna. To był po prostu normalny zespół, mający na odpowiednich pozycjach odpowiednich piłkarzy. Pep natomiast przeprowadził futbolową rewolucję, która też ma odbicie w liczbach. Spójrzmy na bilans bramek podczas kadencji Rijkaarda (sezonami, kolejno): +44, +45, +45, +33. I po tym +33, które dało trzecie miejsce, przyszedł Guardiola i niby dostał gotowca. Oto jego bilans: +70, +74, +74, +71 (na razie). Jest różnica czy nie ma? Z Barceloną Rijkaarda, jak z każdym innym klubem, grało się normalne mecze. Do Barcelony Guardioli trzeba się przystosować, trzeba się nagiąć, trzeba porzucić własny futbol i wymyślić jakiś trick, manewr. No i trzeba mieć cholernie dużo szczęścia.

Ludzie mają słabą pamięć, ale chyba trzeba im to przypominać: Rijkaard swój ostatni sezon kończył na trzecim miejscu, za Realem (18 punktów straty) i Villarreal (10 punktów straty), a ledwie trzy punkty przed Atletico i Sewillą. Trzeba im też przypominać, że np. Xavi w 2005 u Rijkaarda nie odgrywał kluczowej roli, że Iniesta znaczył niewiele, że Busquetsa, Daniego Alvesa, Mascherano, Pique, Pedro, Villi, Sancheza czy Fabregasa za czasów Rijkaarda też nie było. Nie da się więc uciec od tego, że fenomen Barcelony ostatnich lat ma jednego ojca – Guardiolę.”

Wszystko pięknie ładnie, ale zależy tylko od punktu widzenia, a konkretniej o zrozumienie sformułowania „przejęcie zespołu po kimś”. Przecież to nie musi od razu oznaczać „otrzymania gotowca”. Mówi się, że jak jesteś dobrym trenerem, to Twój następca ma na starcie przez sezon ułatwione zadanie. Czy red. Stanowski chce, czy nie, Guardiola poniekąd przejął zespół po Rijkaardzie. Holender zostawił po sobie klocki, z których Pep wybrał te, które mu pasują, inne wyrzucił (Ronaldinho, Deco, Zambrotta), niewiele nowych dodał i stworzył wielką, wspaniałą budowlę. Spójrzmy chociażby na podstawowe zestawienie Barcy z najlepszego sezonu w jej wykonaniu, z sezonu 2008/09:

Valdes – Alves, Marquez, Puyol, Abidal – Toure, Xavi, Iniesta – Messi, Eto’o, Henry.

Co się okazuje? Jest w niej 1 (słownie JEDEN) piłkarz kupiony przez Guardiolę. Do tego dorzucił SWOICH ważnych wtedy rezerwowych, takich jak Busquets czy Pique. Ale reszta to klocki ów Franka Rijkaarda. Oczywiście, Guardiola zrobił wielką sprawę, poskładał je rozrzucone po całej podłodze w sposób genialny, co przyniosło Dumie Katalonii cudowną drużynę i 13 trofeów w cztery lata. Niemniej jednak, chyba wszyscy się zgodzą, że tych sukcesów by nie było, gdyby nie wcześniej sprowadzone i odkryte indywidualności przez duet Rijkaard – Laporta.

No właśnie, nie tylko dotyczy to sprowadzonych piłkarzy, ale także odkrytych. Redaktor Stanowski pisze jakieś, za przeproszeniem, „dyrdymały” o tym, że Xavi i Iniesta rozwinęli się dopiero za Guardioli. Nie będę tutaj przedstawiał jakichś niepotrzebnych statystyk, wystarczy przytoczyć jedno wydarzenie – Euro 2008 i zdobycie mistrzostwa Europy przez Hiszpanię. W tej drużynie brylowali już obaj wspomniani piłkarze, a było to przecież jeszcze zanim oni w ogóle się dowiedzieli, kim w środowisku trenerskim jest Josep Guardiola. Jednym słowem stwierdzenia typu „Iniesta znaczył za Rijkaarda niewiele” to BZDURY. Poza tym, podobno „Xavi w 2005 u Rijkaarda nie odgrywał kluczowej roli”. Zaraz, a czy to w 2005 roku przejął drużynę Guardiola czy trzy lata później, kiedy Xavi JUŻ BYŁ jednym z najważniejszych piłkarzy Blaugrany? To właśnie za Rijkaarda Andres i Xavi wskoczyli na ten najwyższy światowy poziom, szczególnie jeśli chodzi o bohatera finału MŚ w RPA. Do momentu, w którym na Camp Nou przyszedł Frank Rijkaard, występy Iniesty w pierwszym zespole można było zliczyć na palcach obu rąk. Gdy Holender natomiast odchodził, ten był już reprezentantem Hiszpanii – podstawowym piłkarzem najlepszej drużyny w Europie…

Ale to tylko jeden z przykładów. Dwa kolejne to sprawa jeszcze bardziej oczywista. Dziwi mnie, że wychwalając, jak to Guardiola ‘odkrył’  takiego Busquetsa, Thiago, Pique czy Pedro, zapominamy, że Frank Rijkaard „ma na swoim koncie” (oprócz wspomnianego Iniesty) Victora Valdesa i Lionela Messiego. Mało kto wie, mało kto pamięta, że Messi był blisko pójścia na wypożyczenie do Getafe. Valdes, to też był autorski pomysł Holendra. I co? Czy bez Rijkaarda mielibyśmy pewność, że Guardiola miałby w swojej ekipie najlepszego piłkarza na świecie i tak pewnego golkipera, jakim jest Valdes, czy może do dzisiaj mielibyśmy bramkarską karuzelę na Camp Nou?

Nie zamierzam twierdzić, że Barcelona Rijkaarda była taka sama czy lepsza od Barcelony Guardioli, bo to by były herezje. Była na pewno słabsza, bowiem Barca Pepa była (jest?) kosmicznym zespołem. Nie chodzi mi także o to, żeby umniejszać sukcesy Guardioli, bo to byłaby głupota. Jednakże taką samą herezją i głupotą jest mówienie o tym, że Rijkaard nie miał żadnego wpływu na te wielkie sukcesy i stworzenie przez Guardiolę wielkiego zespołu. Holender zostawił Pepowi „mechanizm”, który trzeba było oczyścić, a także dodać kilka ulepszeń, żeby ten mógł stać się czymś wyjątkowym. Niemniej jednak, mówienie o tworzeniu zespołu od zera to jakaś paranoja, tak samo jak wymienianie jako argumentów piłkarzy kupowanych po kilku latach od roszady trenerskiej na Camp Nou…

Źródło zdjęcia: whoateallthepies.tv/ Artykuł K. Stanowskiego - kliknij