Rotacje? Wszystko rozpoczęło się od bolesnej porażki z Atletico

To porażka z Atletico Madryt w ubiegłorocznej edycji Ligi Mistrzów sprawiła, iż Lucho zdecydował się wzmocnić i rozszerzyć skład Blaugrany.

W Barcelonie przestało działać wszystko. Ze zmęczonymi Messim, Suarezem i Neymarem, po przerwie reprezentacyjnej i gargantuicznej liczbie rozegranych minut, Katalończycy nie byli w stanie pokonać Colchoneros na ich własnej ziemi i sprawić, aby sen o obronie tytułu Ligi Mistrzów trwał dalej.

Luis Enrique, patrząc na ławkę rezerwowych, licząc na nutkę inspiracji mógł dostrzec: Ardę Turana (o którego zeszłorocznej formie lepiej zapomnieć), Sergiego Roberto (facet od czarnej roboty), Munira El Haddadiego, Marca Batrę, Adriano i Douglasa. Optymizmem to raczej nie napawało.

W końcu Lucho zdecydował się na posłanie w bój Ardę Turana i Sergiego Roberto za Rakiticia i Daniego Alvesa. Niestety, trzeciej zmiany już wykonać nie mógł. Opcji zabrakło. Enrique nie ufał swoim rezerwowym.

Sergi przeżywał spaniały sezon, a teraz zaczyna się naprawdę liczyć w walce o pozycję prawego obrońcy po tym, jak Dani Alves odszedł do Juventusu. W międzyczasie Arda zdaje się powracać do formy, jakiej wszyscy od niego oczekują. Niestety, żaden z nich nie był graczem zdolnych do zmiany obrazu gry. Zdolnym do przechylenia szali na stronę w kolorach blaugrana.

luis-enrique-quote_1mso30dj4edug1g0pm7irb4aj1
To jest najlepszy skład, jaki miałem w ciągu moich trzech lat w klubie. To luksus.

Spoglądając teraz na ławkę rezerwowych Barcelony, doświadczamy czegoś zgoła innego. Adriano i Bartra opuścili klub. Douglas (jeden z najdziwniejszych transferów w dziejach klubu) został wypożyczony do Sportingu Gijon, a Munir przeniósł się, być może na stałe, do Valencii.

Nie jest tajemnicą, że Enrique był zadowolony ze swojej pierwszej jedenastki. “Ciut” gorzej było z zastępstwem. Kiedy tego zabrakło, a trio MSN wykorzystało resztki swoich sił, Barcelona wylądowała za burtą rozgrywek europejskich.

Oczywiście, sezon mistrzów Hiszpanii był jak najbardziej udany, bo zostali… Mistrzami Hiszpanii! Do tego wpadł jeszcze Puchar Króla i wychodzi na to, że nie ma na co narzekać. Ale to jest Barça. Tutaj porażka w Lidze Mistrzów, szczególnie w sytuacji, w której były duże szanse na drugie zwycięstwo z rzędu, co jak dotąd nie udało się nikomu w obecnej formie rozgrywek, była bardzo bolesna. Solą w otwartą ranę sypnął dodatkowo Real Madryt, który pokonał Atleti i zgarnął trofeum.

Więc wBarcelonie bardzo postarano się tego lata i ściągnięto do klubu dużo świeżości. Młodych, utalentowanych i bardzo ambitnych: Samuela Umtitiego, Lucasa Digne, Andre Gomesa, Paco Alcacera i na koniec Denisa Suareza. Zajęli miejsce Bartry, Douglasa, Montoyi i Vermaelena, którzy dołączyli do odchodzących Alvesa i Claudio Bravo. I, nie licząc ostatniej dwójki, Barcelona była bardzo szczęśliwa pozbywając się tych graczy.

Lucho powiedział, że to najlepszy skład od czasu, kiedy pracuje na stanowisku trenera w Barcelonie. Kataloński sport poszedł krok dalej. Stwierdzili, że to najlepszy skład w całej historii klubu. Cóż, porażka Barcelony na własnym boisku z beniaminkiem sprawia, że takie gadanie wydaje się trochę na wyrost.

Nie czas na osądy. Nowi gracze mają wciąż dużo czasu, aby przystosować się do nowego otoczenia. Tym bardziej, że wciąż mają się od kogo uczyć i nie muszą z marszu wskoczyć do jedenastki. Luis Enrique ma wciąż dużo czasu, aby przygotować drużynę do czekających ją wyzwań. Ważne jest, aby ten czas i możliwości jak najlepiej wykorzystać.

Źródło: goal.com