Rysy na szkle, czyli Messi nie taki boski

Leo Messi – skromny, cichy, godny naśladowania. To jedna strony medalu. Drugie oblicze Argentyńczyka wcale nie jest takie, jak chciałoby widzieć je większość kibiców FC Barcelony. Coraz więcej rys na tym kryształowym pomniku. Rys, które pokazują jasno – Messi to też tylko człowiek.

Tych oznak wcześniej było sporo, ale każdy z nas – na czele z zarządem – je ignorował. Teraz wszyscy padają ofiarą rozpieszczenia Argentyńczyka. Kibice, bo nie chcą dostrzegać wad swojego idola. Zarząd, bo nie może nagle zmienić podejścia do Messiego. Sandro Rosell i spółka muszą brnąć w ten ślepy zaułek, chociaż w głębi duszy pewnie trzęsą się z wściekłości.

Wyobraźmy sobie sytuację, że jeden z pracowników krytykuje swojego przełożonego, jednego z najważniejszych w firmie. Otwarcie i publicznie stwierdza, że dyrektor nie zna się na swojej robocie i najlepiej będzie, jak się po prostu przymknie. Czego byście się spodziewali? Jestem pewien, że na pewno nie podwyżki dla pracownika. Tymczasem taką właśnie sytuację mamy teraz w stolicy Katalonii. Messi – choć jeden z najważniejszych – to jednak wciąż pracownik klubu. Nie mam wątpliwości co do tego, że bez niego FC Barcelona nie odniosłaby tylu sukcesów i nie zarobiłaby miliardów euro. Jednak nawet ktoś o takim statusie jak Argentyńczyk nie powinien mieć prawa do jawnej krytyki swoich przełożonych. Zlatan Ibrahimović za gorzkie słowa o Pepie Guardioli do dziś jest linczowany przez wielu cules. Tymczasem Messi przeczołgał się po Javierze Fauście i zamiast dostać za to po głowie, dostanie nowy kontrakt.

Nie jestem po stronie Sandro Rosella. Nie trawię go jako prezydenta Barcelony i nawet nie zamierzam tego ukrywać. Dla czeków sprzedaje każdą możliwą wartość klubu. Jednak w tej sytuacji – jaki by nie był Faust – nie można nagradzać tak nagannych postaw. Nawet jeśli chodzi o Argentyńczyka.

Przestańmy zatem mówić o Messim jako o niezwykle skromnym i cichym bohaterze. To już nie ten Leo. To już Leo, który – rozpieszczony przez otoczenie – daje sobie prawo do rozstawiania wszystkich po kątach. To Messi, który rzuca zakrętką, bo Gerardo Martino ośmiela się zdjąć go z boiska. To Messi, który wiceprezydentowi zarzuca niewiedzę o futbolu. W końcu to Messi, który z ojcem kombinują i – mimo wielomilionowych dochodów – oszukują urzędy podatkowe.

Mam wrażenie, że to to właśnie Jorge Messi ma tak fatalny wpływ na swojego potomka. Ojciec zna wartość syna i stara się wycisnąć ją jak cytrynę. Choć pół roku temu jego latorośl podpisała nową umowę, to już domaga się nowej. Tylko dlatego, że Cristiano Ronaldo parafował nowy kontrakt i zarabia teraz więcej.

Leo to nieoceniona wartość FC Barcelony. To nie gwiazda, to cała galaktyka. Może więcej, ale nie za dużo. To nie on rządzi klubem, choć to właśnie on zapewnił mu w ostatnich latach niesamowite sukcesy. Niech jednak nie zapomina, że nie tylko on – że te sukcesy to praca Joana LaportyPepa Guardioli i kolegów z zespołu.


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273