Siedem grzechów głównych

 

Przerwa reprezentacyjna to zawsze dobry moment, by przez chwilę zastanowić się, czy droga, którą obrał dany klub czy trener, jest dobra. Patrząc na FC Barcelonę już teraz można powiedzieć, że nie. Zarówno zarząd, na czele z Andonim Zubizarretą, jak i kibice wciąż chcą żyć czasami, które bezpowrotnie minęły.

Na dobrą sprawę, Blaugrana w tym sezonie nie wygrała żadnego ważnego meczu. Podopieczni Luisa Enrique przegrali z Paris Saint-Germain w Lidze Mistrzów i z Realem Madryt w Primera Division. Ba, w tym drugim meczu Carlo Ancelotti pokazał “Lucho” miejsce w szeregu.

Choć patrząc na tabelę, można wysnuć wniosek, że “nie jest tak źle”. Niestety, wniosek fałszywy, bo bardzo krótkowzroczny. Patrząc w szerszym kontekście, eksperyment z Enrique nie ma prawa się udać. Dlaczego?

1. Bo chce być Gurdiolą. Zarówno zarząd, jak i kibice, cały czas żyją niedawnymi czasami Pepa Guardioli. Fani z rozrzewnieniem wspominają 5:0 z Realem Madryt czy bezkonkurencyjność Azulgrany w finałach Ligi Mistrzów. Nikt jakoś za bardzo nie chce dojrzeć dat – to było kilka lat temu. Ten czas już minął, a wiedział o tym sam “Mister”, który postanowił pożegnać Camp Nou, odpocząć i przejąć Bayern Monachium.

Luis Enrique ma być kolejnym cudownym szkoleniowcem, który przywróci dawny blask i zapełni puste miejsca w gablotach z pucharami. Niezbyt udał się eksperyment z Tito Vilanovą. Pobicie rekordów, śmiertelna choroba czy dorzucenie kolejnego mistrzostwa Hiszpanii niech nie zaciemni Wam obrazu. Jeszcze mniej udany okazał się eksperyment z Gerardo Martino, który miał zapanować nad Leo Messim (o nim jeszcze za chwilę). Zamiast nad nim zapanować, pozwolił jeszcze bardziej rozpanoszyć się Argentyńczykowi.

Teraz tym drugim Guardiolą ma być Luis Enrique. I jakoś nikt nie chce dojrzeć, że Hiszpan bez większego powodzenia pracował już w Romie. Okej, za pracę w Celcie Vigo można go nawet pochwalić, ale – z całym szacunkiem – to nie ten rozmiar kapelusza. Właściwie, jedyne co łączy “Lucho” z Guardiolą, to fakt, iż występowali razem na boisku i całkiem nieźle radzili sobie w piłce młodzieżowej. Tyle. Luis Enrique Guardiolą nie będzie, choć wciąż stara się go naśladować.

 

3329059w-640x640x80

I skoro Guardiola ustawił Mascherano na środku obrony, to tam ma grać po wsze czasy. Nic to, że podczas mistrzostw świata w Brazylii Argentyńczyk zaliczał się do najlepszych defensywnych pomocników świata. Skoro Guardiola wymyślił inaczej, to tak będzie. Mało tego. Trzeba przecież wprowadzić jeszcze coś innowacyjnego. No to postawmy Jeremy’ego Mathieu na lewej obronie. A co! Nikt teraz nie powie, że “Lucho” tylko kopiuje.

Natomiast działacze FCB dążą do tego, by znaleźć idealnego następcę Guardioli. Następcę, który jednocześnie przejmie jego ducha i filozofię. Nie tędy droga, bo…

2. …futbol się zmienił. Czy się to nam wszystkim podoba, czy nie. Minął już czas, kiedy Barcelona mogła do znudzenia wymieniać podania wzdłuż i wszerz boiska. Minął już czas, kiedy te podania zaskakiwały rywali. Okej, to może działa jeszcze na ekipy pokroju Elche czy Cordobę, która na Camp Nou przyjeżdża bardziej pozwiedzać niż powalczyć.

Tymczasem nie zadziała to już na pewno na Real, PSG czy innych możnych tego świata. Czas najwyższy to zrozumieć. Czas najwyższy przestać bronić z zawzięciem tego “barcelońskiego ducha” i filozofii gry. Każdy system ma to do siebie, że po pewnym czasie znajduje się drugi system, który pokonuje ten pierwszy. Tak jest i w tym przypadku.

Nie można w nieskończoność brnąć w coś, co już się wyczerpało. To karykaturalne. System można ulepszać, ale i tu możliwości w końcu się wyczerpią. Radykalne zmiany są potrzebne choćby dlatego, że…

3. …gwiazdy też się starzeją. Xavi kilka lat temu czarował. Doskonale odnalazł się w tym systemie gry, który preferował Guardiola. Jedno kółeczko, drugie, podanie, znów kółeczko, podanie i… gol. Tak, to działało, a sam Xavi przeżywał najlepsze lata w swojej karierze, słusznie zbierając zewsząd miano “geniusza” i “generała”.

Chwała ma jednak to do siebie, że mija. I co najbardziej bolesne, ci chwaleni często nie za bardzo chcą to dostrzec. Xavi dziś to – podobnie jak taktyka Barcy – karykatura samego siebie. Jest to tym bardziej przykre, że taki zawodnik nie zasługuje na to, aby kończyć karierę w ten sposób. Obrażony, z cierpiętniczą miną na ławce rezerwowych, stanowi swego rodzaju wirus w drużynie. Lepiej było pozwolić mu odejść do którejś z arabskich lig, gdzie na starość wygrzałby kości na słońcu i znacznie zwiększył domowy budżet.

 

default

Starość powoli dotyka także Andresa Iniestę, który razem ze starszym kolegą tworzyli przebojową parę pomocników. Pierwszy dostojny, drugi szybki i przebojowy. Jeden i drugi to cienie samych siebie. O ile Xavi jest już u schyłku kariery, o tyle Iniesta spokojnie jeszcze kilka lat mógłby pograć. Tymczasem sam wysyła chyba sygnały, że również i jego czas na Camp Nou się kończy.

Tymczasem…

3. …magia nazwisk działa. Bo przecież to wciąż TEN Xavi. To wciąż TEN Iniesta. Wciąż TEN Busquets. TEN Pedro (który akurat zawsze był trupem). To członkowie TEGO składu. I tak w koło Macieju. Przychodzi jeden trener, drugi, trzeci, a kibice swoje: “Xaaaaviiii, Xaaaaaaviiii”. Był wielki. Największy. Jego czas minął. Koniec, kropka. Podobnie jak minął czas Busquetsa, Pedro, Alvesa czy Iniesty. Trzymamy tych zawodników na siłę, jakby rozpaczliwie próbując wmówić całemu światu: “oni jeszcze tak zagrają”. Nie. Nie zagrają. Pozwólmy im godnie odejść, pożegnajmy tak, jak należy, ale jednocześnie zróbmy miejsce młodszym. Bo póki co…

4. …to wciąż kosmetyka. Można się zżymać na Zubizarretę. Jest nieudolny, niekompetentny jako dyrektor sportowy, nie nadaje się do tego. Jednak jego głównym grzechem wcale nie są transfery. Jego główny grzech to brak odwagi do zmian. Tu nie ma co – jak pisałem wyżej – szukać drugiego Guardioli. Tu trzeba rewolucji. Trzeba pożegnać trzon starego zespołu, który -z pewnej wygody – tych zmian w systemie czy kadrze nie chce.

Dokupowanie Neymara czy Suareza to nadal będą porażki. Pierwszy ma przebłyski, o drugim za chwilę. Dlaczego porażki? Bo wciąż drużynę toczy nowotwór pod nazwą “musimy być wierni taktyce”… I tak w kółko, wróć do punktu drugiego.

5. Bo Leo Messi. Święty D10S, rekordzista, geniusz, bla bla bla. Messi jest wielki, z tym nie zamierzam dyskutować. Ale Leo Messi to jednak wciąż tylko jeden zawodnik, wciąż część drużyny. I to on powinien podporządkować się jej. Tymczasem jest zupełnie na odwrót. Messi ma prawo robić, co chce, Messi może nawet sprzeciwić się trenerowi. To nie jest normalne.

Leo ma to do siebie, że czuje się na Camp Nou zbyt pewnie, tymczasem samej drużynie daje coraz mniej. Poprzedni sezon spisał na straty, bo przecież przygotowywał się na Mundial. W tym niby gra, niby walczy, ale – tylko jak mu się chce.

Tak nie może być. Co nam po kolejnych rekordach strzeleckich Argentyńczyka? Nic. Chcemy mieć drużynę, która odnosi sukcesy i wraca w poczet największych, czy zespół, który tylko pomaga Messiemu zapisywać się w annałach historii? Może zmieńmy więc nazwę na Barca Globetroters i niech jeżdżą po świecie – Messi będzie strzelał, Xavi kręcił kółeczka, Iniesta szukał formy, Pique tańczył waka-waka, a Pedro… Pedro nadal będzie trupem.

Blaugrana ściąga za grube miliony Neymara, potem równie grubo płaci za Luisa Suareza. Po co? Żeby obydwaj grali na skrzydle, bo przecież święty Leo gardzi już innymi pozycjami. On musi występować na szpicy. Horror, który napędza…

6. Zubizarreta. O pracy Hiszpana powiedziano już wiele złego. Zbyt wiele, jak na stanowisko, które piastuje. Jak można było oddać Fabregasa, a zostawić Xaviego czy Iniestę? Czy naprawdę Zubizarreta myślał, że Ivan Rakitić będzie lepszy niż Cesc? Czy naprawdę musieliśmy rezygnować z Alexisa Sancheza kosztem Pedro? Czy nie było na rynku lepszych zawodników niż Mathieu? Mathieu, którego w sumie ciężko ocenić, bo gra na lewej stronie…

 

86799-large

Zubizarreta niby działa, ale bardziej na szkodę niż na plus. Niby był aktywny tego lata, ale w zasadzie to o kant dupy rozbić. Co nam po Suarezie, skoro ma grać na skrzydle? To jak kabaret… Jeden z najlepszych środkowych napastników świata ma grać na skrzydle i siedzieć cicho. Wiecie, jak to się skończy? Urugwajczyk się wku…rzy, powie parę dosadnych słów o przewartościowanej pozycji Messiego i odejdzie znienawidzony jak Zlatan Ibrahimović.

7. Bo my – kibice. Na koniec coś o nas. Tak, o nas, bo również my ponosimy odpowiedzialność za taki, a nie inny stan rzeczy. To również przez nas za chwilę kolejny sezon będzie można spisać na straty. To nikt inny, a my wysławiamy pod niebiosa Messiego. To właśnie my wciąż z tęsknotą patrzymy na zdjęcia Guardioli, nabijamy wyświetlenia na YouTube filmików takich, jak TEN. Wciąż spoglądamy na Xaviego z 2010 roku, a nie 2014. Wciąż wydaje nam się, że Iniesta to błyskotliwy i szybki pomocnik, a Pedro jest wspaniałym zmiennikiem. Nie jestem do końca pewien, czy niektórzy zauważyli, że Valdes odszedł, a Puyol zakończył karierę…

Otóż, mili Państwo: NIE. To już nie ta Barcelona, co kiedyś. Fajnie powspominać stare (wcale nie tak dawne) czasy, ale trzeba zacząć żyć teraźniejszością i powalczyć o przyszłość. Najbliższa okazja już zimą, choć bardziej prawdopodobny termin to lato 2015. Po kolejnym przegranym sezonie.

 

10007470_224777281062954_5858129777234001146_n