Spowiedź blogowicza. Może czas zejść ze sceny?

Puyol CARLES PHOTO WALLPAPER BARCA BARCELONA BARCABLOG 2

Ten sezon jest dziwny. Kapitalne wyniki w lidze zasłaniają kompromitujące porażki z Realem Madryt. Te z kolei odchodzą w niepamięć po historycznej remontadzie w Lidze Mistrzów z Milanem. Obecny sezon jest też dziwny z innych powodów. Barcelona pod koniec 2012 roku dowiedziała się o nawrocie choroby nowotworowej Tito Vilanovy. Wtedy też “Blaugrana” zaczęła grać inaczej. Gorzej. Jak dzieci we mgle. Fabregas, którego Mister umiał odpowiednio ustawić (zmotywować?), wrócił do sfery średniaków. Teraz, kiedy z Nowego Jorku napłynęły  dobre wieści o powrocie Tito do pracy, los znów wystawia całe barcelonismo na ciężką próbę.

Znowu. Carles Puyol po raz kolejny jest zmuszony do przymusowego rozbratu z futbolem. Czy ktoś wyobraża sobie Barcelonę bez “Lwiego Serca”? Na pewno niewielu. Ale spójrzmy prawdzie w oczy. Jeżeli “Tarzan” wypełni swój kontrakt, obowiązujący do 2016 roku, to będzie cud. Jeszcze dwa lata temu, kiedy kapitan musiał pauzować przez około połowę sezonu, wszyscy byli święcie przekonani, że wróci jeszcze silniejszy. Carles wyrobił się na finałowe starcie w Lidze Mistrzów z Manchesterem United. Zagrał tam raptem kilka minut, zmieniając w samej końcówce Daniego Alvesa.  Naszej “5″ wystarczyła chwila, by przejść do historii. Mógł jako jeden z nielicznych w całej historii piłki nożnej podnieść najważniejsze klubowe trofeum do góry po raz trzeci. Nie zrobił tego. Oddał opaskę kapitańską Abidalowi, który wrócił po operacji usunięcia guza wątroby.

Cały świat patrzył wtedy w kierunku Francuza. Czarnoskórego chłopaka z Francji, kochającego rap i swoją rodzinę. Abi stał się symbolem walki i wiary. Bo kto dowiadując się, że ma raka, przychodzi na trening następnego dnia i pyta się Pepa, czy będzie mógł zagrać w meczu z Getafe? Mieć takiego w drużynie to wielki skarb…

Ale mieć takich dwóch?

Abidal udzielił obszernego wywiadu pewnej włoskiej gazecie mówiąc, że w dniu meczu, a nawet w wembley’owskiej  szatni, ani przez chwilę nie pomyślał, że zagra od pierwszego gwizdka. Francuz był pewien, że na lewej flance jego miejsce zajmie nie kto inny, jak Carles Puyol. Kiedy Guardiola podał oficjalny wyjściowy skład, wielu się zdziwiło. Wielu, ale nie Puyi. Kapitan podszedł do Abidala, życzył mu szczęścia i posłał kilka wskazówek. “Widzisz jakiego skurczybyka mamy za kapitana?“. To zdanie jest chyba wystarczająco wymowne i opisujące kim jest nasz kapitan.

Bo Barcelona miała wielu kapitanów i będzie miała kolejnych. Każdy z nich będzie się oddawał “Dumie Katalonii” w pełni, jestem o tym przekonany. Ale Puyol to nie tylko kapitan. To nawet nie serce Barcelony. On jest Barceloną. Nie Messi, nie Xavi – a właśnie Puyol. Chyba wszyscy oglądaliśmy pierwszy mecz z Milanem. Kiedy Boateng (po żałosnym błędzie arbitra), strzelił gola na 1-0, wszyscy zawodnicy Barcelony stanęli. Poza “Tarzanem”. I żeby nie było, Carles grał słabo, nawet bardzo słabo. Ale był sobą. Walczył. Walczył z rozwalonym czołem.

Kiedy gra nie układa się Messiemu, stara się wymyślić coś nowego. Coś obcego. Puyol, mimo że oglądał plecy szybkich napastników Milanu, zaciskał zęby i dalej robił swoje. Ot, cały “El Capitan”.

Ale i on nie jest niezniszczalny. Pewna era się kończy i możemy okłamywać samych siebie, Puyol może okłamywać samego siebie, ale wszyscy doskonale wiemy, że tak jest. Niestety ambicja, która zrobiła niegdyś z Puyola najlepszego stopera świata, dziś go niszczy. Bo piłkarz mający 35 lat powinien zacząć już kalkulować. Gerard Pique, powiedział, że miał ochotę opieprzyć swojego kompana z obrony za sytuację w meczu z Benficą. 2-0 dla Barcelony, spokojne prowadzenie. Końcówka meczu i rzut rożny dla… Barcelony(!), a Puyol wyskakuje na wysokość drugiego piętra i upada na rękę, uniemożliwiając sobie tym samym występ w El Clasico i kilkunastu kolejnych meczach.

35- letni piłkarz, który z kadrą wygrał wszystko, powinien pójść do selekcjonera i podziękować za grę. Czas każdego dobiega końca, a Puyol jest już przecież futbolowym dziadkiem.

A może czas zejść ze sceny niepokonanym? Może czas zostawić historię i przygodę z reprezentacją za sobą? Może czas skupić się na radości i ostatnich chwilach na boisku, “tylko” w barwach Barcelony?

 Spowiedź blogowicza, to seria artykułów, publikowanych na BlogFCB. Cykl przedstawia mocno subiektywne spojrzenie autora na świat piłkarski jak i pozaboiskowy.