Spowiedź blogowicza. “Tego nie widziałem. I tego nie widziałem. Ale to widzieli wszyscy”

ancelotti

Jak bardzo głupi i naiwny potrafi być człowiek. Kiedy Florentino Perez ściągnął do Madrytu Jose Mourinho wiedziałem, że będzie “dym”. Zresztą nie tylko ja, przecież Portugalczyk gdzie tylko się pojawiał, robił wokół siebie piekło. Taki był jego styl bycia. Pokazanie, że cały świat jest przeciwko Mou i jego drużynom. Że ekipy, które prowadzi są niczym Naród Wybrany, a reszta świata nie potrafi tego zrozumieć. Taki właśnie jest Jose Mourinho.

To ten sam facet zabrał mi całą przyjemność z El Clasico, do którego kiedyś jak dzieciak odcinałem kupny i odliczałem dni. Bo to było piłkarskie święto. A święta są wyjątkowe i obchodzić trzeba je godnie. Bez palca w oku, bez fauli i bez symulacji. 

Tym większa była moja radość kiedy Jose odszedł do Chelsea. Cieszyłem się, że znowu kapitanowie Barcelony i Realu obejmą się po spotkaniu. Bo przecież przyszedł Carlo Ancelotti. Oaza spokoju. Gentlman. Jak już mówiłem, głupi i naiwny potrafi być człowiek.

Pamiętam Ancelottiego jeszcze z czasów jego pracy w Milanie. Spokojny i wyważony facet, który słynął z popalania papierosów na ławce trenerskiej. I na tym jego wady – wydać by się mogło – się kończą. Łapka w górę, kto pamięta jak ówczesny trener Interu Jose Mourinho próbował sprowokować Carlo, ale mu się nie dało? Ja pamiętam. Naprawdę, szacunek. Zwłaszcza, że z Portugalczykiem wytrzymać trudno. Sam Pep Guardiola nie wytrzymał i wdawał się w słowne przepychanki z trenerem londyńczyków.

Aj. Cieszyłem się, że znów wróciła normalność i spokój. Ja – głupi i naiwny.

Nie wiedziałem jednak o jednej rzeczy. Wraz z przybyciem Ancelottiego do Madrytu, jego stan zdrowia wyraźnie się pogorszył. Przede wszystkim oślepł. Nie widział, że to Pepe faulował w polu karnym rywali, a Muniz Fernandez pokazał na wapno dla Realu Madryt. To było za daleko. Nie widział też ostatnio faulu Carvajala na drugą żółtą kartkę. Nie widział faulu Pepe na Fabregasie na rzut karny. Nie mógł. Ale faul na Ronaldo widział! No przecież wszyscy go widzieli! Ty też. Tak, Ty Czytelniku. A wcześniejsze sytuacje? Spoko, mogłeś tego nie zobaczyć. Przecież akurat odwróciłeś wtedy głowę, dłubałeś w nosie i patrzyłeś na Diego Lopeza.

Cóż Carlo. Twoje pęknięte naczynko w oku było wystarczającym sygnałem i ostatnim dzwonkiem. Trzeba zakupić sobie porządne okulary. Ale temu schorzeniu da się jeszcze zaradzić. Gorzej z innym objawem. Z chorobą, na której nazwę, aż serce przestaję na chwilę bić. A wszystko dlatego, że nie ma na nią jeszcze lekarstwa.

Ból dupy doskwiera podobno każdemu statystycznemu członkowi Realu Madryt. Od Pereza przez Ancelottiego, na kibicach kończąc. Nawet maść niczemu nie potrafi zaradzić.

Skończmy jednak żarty, bo nie o to tu chodzi. Zadaję sobie pytanie: “Czemu do jasnej cholery trener Królewskich nie mógł powiedzieć – moja wina?”. Przecież to on wymyślił tę beznadziejną taktykę z Balem na szpicy i Ramosem na pivocie. To przecież nie Undiano kazał mu pozwolić wejść Neymarowi w pole karne jak w masło.

Nie powiedział tego, bo lepiej pójść niechlubnie utartą drogą poprzednika. Płakaniem i usprawiedliwianiem. Wylewaniem gorzkich żali na konferencjach.

A może to ja czegoś nie widziałem? Może ze mną jest coś nie tak?

Nie szkodzi. Co by się nie działo i tak jestem głupi i naiwny.