Spowiedź blogowicza. Zazdrość, zazdrość wszędzie

pepe-mortal-kombat

16 punktów straty, ewidentne i przybierające na sile tarcia na linii zawodnicy – trener. Źle dzieje się w Madrycie. Ci którzy podniecali się jeszcze kilka miesięcy temu “najlepszym Realem w historii”, dziś wchodzą pod łóżka, dywany, albo w mysie dziury. Oczywiście rekord strzelonych bramek i przekroczenie bariery stu punktów jest powodem do dumy, ale w stolicy Hiszpanii posunęło się to za daleko.

Dziś z najlepszej ekipy w historii Królewskich (zdaniem kilku durni, nawet najlepszej drużyny w historii futbolu), nie zostało za wiele. Jeszcze w sierpniu Cristiano mógł stawać przed lustrem i ćwiczyć przemowę, którą wygłosiłby po odebraniu Złotej Piłki. Jednak druga część roku 2012 była dla Portugalczyka fatalna. Być może CR7 był spośród tych, którzy budowali schrony, mające uchronić ich przed końcem świata. Wątpię jednak by napastnik Realu był aż takim debilem.

Ronaldo, jak i cała biała część Madrytu, nie ma formy. Drużyna jest rozdarta w środku, i to, że El Jarek ironizuje w swoich artykułach, sugerując, że to świat jest przeciwko Realowi, nie znaczy, że tak jest. Ktoś mający pojęcie o piłce zdecydowanie większe niż El Jarek, powiedział. – Ile można powtarzać i motywować drużynę słowami, że cały świat jest zły i przeciwko nam?

Piłkarze zauważyli, że Mourinho posyłał im przez dwa lata soczyste wały. Nie widzą tego redaktor rm.pl i liczna rzesza polskich kibiców “Los Blancos”. Krótko mówiąc, w madryckiej szatni coś zaczyna śmierdzieć.

A tyle osób mówiło, że Mou zostawia po sobie spalone ziemie. Ile osób powtarzało, że Portugalczyk “szcza” na legendy klubu (Valdano, Zidane). Ilu ludzi powtarzało, że dla Jose liczy się tylko on, klub jest na dalszym planie. Kto to ma jeszcze powtórzyć? Papież? A może samo Mourinho? Ale większość i tak nie uwierzy.

Co się dzieje kiedy w Realu ktoś zapomni podetrzeć pupy i otoczenie zaczyna “zajeżdżać” obornikiem? A no odwraca się uwagę od swoich brązowych gaci. Przesadziłem uogólniając. Takim zachowaniem w Madrycie zajmuje się portugalska część cyrku. Zazdrość, zazdrość.

Pepe płakał ostatnio, jak to prześladowani są w Hiszpanii Portugalczycy. Oczywiście Casillas i Ronaldo mówią, że Keplerowi chodziło o mecze wyjazdowe. Hmm… śmiem wątpić. Zbir powiedział, że Hiszpanie zazdroszczą Portugalczykom, bo Ci mają dwóch zdobywców Złotej Piłki (Figo i Ronaldo), a Mistrzowie Świata i trzykrotni zdobywcy Mistrzostw Europy, swojego przedstawiciela nie mają.

Cóż, jako, że jest to Blog, a seria “Spowiedź blogowicza”, jest mocno subiektywna, pozwolę sobie powytykać błędy rzeźnikowi.

1. Pepe zapomniał, że jest Brazylijczykiem. Paszport czyni go obywatelem zachodnich sąsiadów Hiszpanii, więc powód jego prześladowania musi być zgoła inny (Deco, którego historia reprezentacyjna jest identyczna, czuł się w Barcelonie komfortowo).

2. Hiszpania ma swojego laureata. Jest nim Luis Suarez, były gracz Barcelony i Interu Mediolan. Gdy ten geniusz porywał piłkarski świat, przeciętniaka (tak, Pepe jest przeciętny) z Realu jeszcze nie było wśród poczętych.

3. Czego Hiszpanie mogą zazdrościć Portugalczykom? Na poziomie sukcesów reprezentacji, zjadają drużyny Figo, Paulety czy Cristiano na śniadanie.

Na tym swoich wywodów stoper stołecznych jednak nie kończy. Usłyszeć mogliśmy niesamowicie smutną historię o chłopaku, który ratował kotki z drzew, przeprowadzał babcie przez ulice i wynalazł lekarstwo na raka. Tak. Ja tak odebrałem ten stek kłamstw obrońcy reprezentacji Portugalii. Lamenty jakoby popełnił tylko jeden błąd, za który do tej pory pokutuje, bo nikt nie przyjął jego skruchy, powodować mogły mdłości i biegunkę.

Na dowód tego, że nie kłamie, proszę przypomnieć sobie historię z ręką Messiego, symulacją po podmuchu wiatru wywołanego przez Ceska Fabregasa. A z tego sezonu? Oczywiście też znaleźć można kilka perełek. Kopnięcie piłkarza Betisu w plecy, kopnięcie piłkarza drużyny przeciwnej bez piłki w ostatnim meczu z Malagą. I przede wszystkim jedna sprawa. Kopnięcie swojego rywala w jajca. Podejrzewam, że Pepe jest kastratem, bo facet mający co nieco między nogami, nigdy nie zrobiłby drugiemu facetowi czegoś takiego. A już na pewno nie bez powodu!

Wstyd! Nie tylko dla samego zawodnika, który i tak nic sobie z tego nie robi (kobietę pod przypływem emocji też by tak potraktował?! Boję się odpowiedzi na to pytanie), ale i dla całego klubu. Real to też coś więcej niż klub. Przynajmniej kiedyś tak było. Zazdrość przyćmiła oczy mistrzowi Hiszpanii. Problem nie jest w Barcelonie, problem jest w Realu. A dokładniej, w takich ludziach jak Mourinho i Pepe.

Madrycki Realu, PRAWDZIWY Realu, który umiał wygrywać i przegrywać – tęsknię.

Na koniec dodam słowa wypowiedziane przez Cristiano Ronaldo. - Pokora? W naszym kraju to znak słabości. 

Cóż, to wiele by wyjaśniało.

 

Spowiedź blogowicza, to seria artykułów, publikowanych na BloguFCB. Cykl przedstawia mocno subiektywne spojrzenie autora na świat piłkarski jak i poza boiskowy.