Suarez blaugrana? Nie, dziękuję

Bri-YEWCEAAX26R
Od kilku dni hiszpańska prasa pisze o tym, że Barcelona miała się włączyć do wyścigu o Suareza. To tylko plotki, które mają uzupełnić stawkę o kolejny wielki klub i nazwę robiącą wrażenie? A może faktycznie Zubi na listę zainteresowań wpisał kiedyś nazwisko Urugwajczyka i dziś już nie wie, jak je usunąć? Chciałbym mu pomóc.

Nie ufaj mu.

Obrazki, na których zawodnicy całują herby swoich klubów są dziś dość powszechne, podobnie jak i wywiady tych samych piłkarzy, którzy w swoich wypowiedziach nigdy nie zapominają wspomnieć o tym, jakoby chcieli zostać w klubie do końca kariery, a miejscowi kibice są najlepsi na świecie, po czym cichaczem wymykają się z klubowych budynków i pędzą w dresie na rozmowy transferowe do rywala zza miedzy. No właśnie. Świat zna wiele takich przypadków i dlatego też zdecydowanie bardziej lubię piłkarzy, którzy więcej robią na boisku niż mówią, a nie lubię tych, którzy mówią, że zawsze chcieli trafić właśnie do tego klubu, do którego trafili. O tym, że Suarez chce trafić do Barcelony już czytałem – nie wierzę mu.

Nie stać nas.

Kiedy prasa łączy Suareza z Barceloną to najczęściej już w tym samym zdaniu możemy przeczytać o kwocie 70 milionów euro. To trochę sporo biorąc pod uwagę, że już na kolejnej stronie widnieje 60 milionów euro za Koke – sprawa dziś już jest nieaktualna, bowiem młody Hiszpan przedłużył swój kontrakt z Atletico, ale sama plotka powinna odpowiednio zadziałać na naszą wyobraźnię. W końcu nie trzeba być matematykiem, żeby wiedzieć – 130 milionów euro szybko uszczupla portfel i być może na tyle szybko, że braknie tam choćby eurocenta na jakiegokolwiek obrońcę. Nie tego potrzebuje Barcelona.

On tu nie pasuje.

Wszyscy kojarzymy czasy, w których to po boiskach hiszpańskiej ligi w barwach Realu Madryt biegały takie gwiazdy jak: Ronaldo, Beckham, Figo, Owen czy Zidane. Era Galacticos była fantazją obecnego tak wówczas jak i dziś prezesa Los Blancos – Florentino Pereza. Lata te wspominamy jako piękne, bo taka plejada gwiazd w jednym miejscu i w tym samym czasie musi wywoływać niecodzienne doznania jednakże nie można zapominać o tym, że projekt ten nie wypalił i dziś często jest określany wielką porażką Pereza. Przekonaliśmy się, że pieniądze i nazwiska na koszulkach nie grają, a skupowanie wszystkich najlepszych zawodników ofensywnych nie zdaje egzaminu, gdy nie jest zachowana równowaga między formacjami. Czyż nie podobną drogą zdaje się podążać ostatnimi czasy FC Barcelona?

W ostatnich okienkach transferowych priorytetem zawsze było wzmocnienie defensywy i zawsze do klubu przychodził zawodnik mający niewiele wspólnego z grą w obronie. A kimże jest Luis Suarez? To napastnik. Linia napadu: Neymar – Messi – Suarez robi wrażenie na papierze, ale jak ich wszystkich pogodzić? Już Neymar jest tym, który błyszczy w reprezentacji po to, by grając na boiskach La Liga być w cieniu Messiego. To nie będzie funkcjonować… Granica między geniuszem a szaleństwem jest bardzo cienka. Boję się pomyśleć, co się z nią dzieje, gdy towarzystwo geniuszy się nawarstwia. No właśnie…

To szaleniec.

Jeśli mimo wszystko faktycznie Suarez marzy o grze w barwach Blaugrany, klub ma na tyle pieniędzy, by wzmocnić inne formacje, a Lucho ma pomysł na to, jak wykorzystać potencjał ofensywnego tercetu to i tak nie można zapominać o tym, że to tykająca bomba. Niech gwoździem do trumny z napisem „NIE DO BARCELONY” jest sytuacja, o której napisano już wszystkie nieśmieszne żarty.

Po raz trzeci! I jeśli sprzedane to oby nie do Barcelony.