Sukces okupiony ofiarami

Już dawno Barca nie zdobyła tak ofiarnie wywalczonych trzech punktów, jak tej soboty w Walencji. Po zaciekłym, bardzo wyrównanym, bolesnym i nieprzewidywalnym meczu Duma Katalonii przywiozła do domu zwycięstwo 2:3.

Początek spotkania okazał się bardzo wyrównany. Gospodarze weszli w ten mecz z przytupem, co trochę utrudniło Barcy klasyczne podejście do zadania i kontrolowania tego, co się dzieje na murawie. Valencia blokowała jej dość skutecznie swoje pole karne, tak więc ataki i sprinty Neymara lub Leo Messiego z początku nie przynosiły efektów.

Gospodarze jednak podjęli dość ostrą grę, by powstrzymać Blaugranę – już w 12 minucie interwencja Enzo Pereza zakończyła się kontrowersyjnym faulem, w którym ucierpiał Iniesta, nie mogący samodzielnie opuścić boiska. Parę minut później na murawę dość niebezpiecznie upadł Suarez, lecz, całe szczęście, bez większych konsekwencji. Gdyby tego było mało, niedługo potem niemniej wątpliwie Mario Suarez wślizgnął się Gomesowi pod nogi, a żółta kartka, do tamtego momentu, została pokazana dopiero jeden raz.

To najwyraźniej pobudziło albo rozdrażniło Barcę, bo Leo Messi sięgnął po swój najskuteczniejszy arsenał i perfekcyjnie wpakował piłkę do siatki z odległości linii pola karnego, tym samym strzelając bramkę na 0:1 (23. minuta). Nie obyło się bez konfliktu, ponieważ jak się potem okazało, Luis Suarez był na spalonym.

Mecz stale był nieprzyjemny dla oka, bo już wtedy sędzia pokazał kolejną żółtą kartkę, tym razem dla Diego Alvesa, a dwie minuty potem – dla Sergio Busquetsa, który z niepotrzebną ostrością zatrzymał Parejo. Barca jednak bynajmniej nie zamierzała odpuścić i sprowadzała grę do połowy Valencii, która niespecjalnie mogła znaleźć dobry i zgodny z przepisami sposób, by zatrzymać gości. Zdarzały im się całkiem dobre akcje i sytuacje pod bramką Dumy Katalonii, lecz przez większość czasu to oni mieli nóż na gardle, przez co odstawiali zasady gry na dalszy plan. Bezsprzecznie wybijało ich to z rytmu, bo w ich grze brakowało składności i Barca nie miała większego problemu, by przerywać ich akcje.

Niezbyt dobry mecz, jakkolwiek to zabrzmi, rozgrywał też sam arbiter. W ferworze tej walki i rozkręcającej się Azulgrany intensywność gry również wzrosła. Najpierw kontuzjowanego Gayę musiał zmienić Abdennour, a potem na wściekłość zgromadzonych kibiców naraził się Sergio Busquets, który nie został ukarany za swój faul. Do tego dochodzi sporna sytuacja w polu karnym Barcelony, kiedy Los Che domagali się rzutu karnego za przewinienie na Cancelo. Nie można jednak powiedzieć, że zaczęli jakoś znacząco odstawać od Barcelony, ponieważ do samego końca tej partii walczyli o bramkę. Świetną okazję ku temu mieli nawet w 44. minucie, lecz Parejo bardzdo nieporadnie rozegrał tę sytuację i nie udało mu się pokonać bezpośrednio Ter Stegena.

Druga połowa rozpoczęła się nieco spokojniej, niż pierwsza i zdawało się, że już lepiej układa się to wszystko w rękach Valencii – nie długo jednak Blaugrana pozostawała tak bezgłośna. Już w 50. minucie świetną zgraną akcją popisali się Neymar oraz Ivan Rakitić, kiedy to Brazylijczyk oddał strzał (wybroniony przez Alvesa), a Chorwat usiłował poprawić jego strzał, obijając słupek pustej bramki. Wtedy właśnie Valencia wreszcie pokazała pazur – wprowadzony w przerwie Munir, były barcelonista, z bliskiej odległości posłał piłkę w róg bramki, wyrównując rezultat spotkania. Ich gra zaczynała wyglądać co raz lepiej i ładniej, na co Barca niespecjalnie reagowała. W efekcie już cztery minuty po bramce wyrównującej Rodrigo jako drugi pokonał Ter Stegena, niespodziewanie odwracając układ sił w tym spotkaniu, z korzyścią dla Nietoperzy.

Blaugrana poczuła, że sytuacja wymyka jej się spod kontroli zbyt szybko. Kibice na Estadio Mestalla mieli humory bardzo anty-barcelońskie, a czas uciekał. Być może to było bodźcem, który sprowokował graczy Luisa Enrique do jeszcze intensywniejszej gry, ponieważ rozkręcona Valencia dość szybko została zepchnięta z piłką na swoją połowę, w co zaangażowali się prawie wszyscy zawodnicy Azulgrany. Dzięki temu w 62. minucie Pistolero, ofiarnie, ale też efektownie, ponownie doprowadził stan gry do remisu, zdobywając gola po dobitce. Wydawało się też, że Barca zaczyna wyciągać wnioski ze swoich błędów, ponieważ od tamtej chwili oglądaliśmy co raz mniej kontrataków po stronie Los Che.

Gra wraz z upływem czasu robiła się co raz bardziej zacięta. Być może nie aż tak brzydka i brutalna, jak w pierwszej partii, ale również posypały się żółte kartki, między innymi dla Messiego i Mario Suareza. Obie ekipy bowiem na nowo musiały walczyć o ugranie przewagi, którą miały wcześniej, lecz wzajemnie sobie ją odbierały. Co raz więcej bliskich gola sytuacji rozwijała Blaugrana, lecz i Valencia nie pozostawała w jej cieniu, od czasu do czasu docierając z piłką pod bramkę Ter Stegena, ale mimo strzałów tuż nad poprzeczką, rzutów karnych i kontr, wynik się nie zmieniał – a napięcie na Estadio Mestalla rosło.

Gdy wydawało się, że Barca znów będzie musiała podzielić się punktami, tuż przed końcem spotkania dostała ona niewiarygodny prezent – Luis Suarez został sfaulowany przed bramką Diego Alvesa przez Abdennoura, co zagwarantowało gościom rzut karny, a ten został perfekcyjnie wykorzystany przez Leo Messiego.

infographic_pl_272121_squads_770

Barcelona rzutem na taśmę wyrwała zwycięstwo, które zostało okupione kontrowersjami i poważnym urazem Andresa Iniesty, który będzie zmuszony pauzować około 3-4 miesiące. Ta remontada okazała się jednak warta tej wyjątkowo trudnej przeprawy po Mestalla – a my, jako Cules, możemy być naprawdę dumni. Naprawdę, naprawdę!