Superpuchar we właściwych rękach. Real – Barca 2:1

Chyba powoli możemy zacząć żegnać sezonowców, bo Barca nie dość, że przegrała, to jeszcze była drużyną znacznie słabszą. Jeśli są tutaj jacyś masochiści mający ochotę poczytać o dzisiejszym El Clasico to zapraszam. Mam ogromną ochotę zebrać wszystkie istniejące zapisy wideo pierwszej połowy tego meczu, spakować je do auta, wywieźć gdzieś do lasu i zakopać. Bo tak grać przeciwko Realowi po prostu nie można. Gdyby nie Valdes, pierwsza połowa spokojnie mogła zakończyć się Manitą. Nie układała się gra, nie wychodziło krycie, pojedynki indywidualne, nic. Real zdobył obie bramki po długich, prostopadłych podaniach, których jakimś cudem nie przejęli nasi obrońcy. W 10. minucie piłki nie przejął Mascherano i gola zdobył Higuain. Dziewięć minut później w podobnej sytuacji nie popisał się Pique i gola zdobył Cristiano “Tomahawk” Ronaldo.

Prawda jest taka, że to były tylko niektóre sytuacje podbramkowe Realu. Adriano powstrzymywał Ronaldo wychodzącego na wolną pozycję, za co zobaczył czerwoną kartkę. Chwilę później w miejsce beznadziejnego, wiecznie upadającego Sancheza wszedł Montoya, który na pewno nie zawiódł Tito swoją grą tak jak stoperzy czy Adriano. Higuain po pierwszej połowie powinien zejść z hat-trickiem, jednak rewelacyjnie bronił Valdes. Mam nadzieję, że wreszcie jego krytyka ustanie, ponieważ moim zdaniem Victor Valdes był graczem meczu (oczywiście spośród graczy Barcy). Tylko dzięki niemu po spotkaniu wynik nadal wygląda przyzwoicie. W środku pola gra wyglądała bardzo źle, notorycznie piłki tracili Xavi i Iniesta, co było dla mnie niemałym szokiem. Na wyróżnienie zasłużył Alba, który jako jedyny spośród obrońców nie skompromitował się, a nawet czasami wnosił coś do potencjału ofensywnego zespołu. Jeśli można o takim mówić w przypadku Barcy w tym meczu. Nieźle grał także Messi. Pod koniec pierwszej połowy strzelił cudowną bramkę z rzutu wolnego, która dała nam wszystkim nadzieje. W drugiej połowie kilkakrotnie dograł cudowne piłki, dzięki którym w sytuacji sam na sam byli Pedro, Alba i Montoya.

W kolejnej odsłonie Real bronił się, ograniczając się tylko do sporadycznych kontr, ale i tak to wystarczało na osłabioną Barcę. Messi cofał się, starał się rozgrywać z Iniestą, jednak było widać brak zawodnika. Mourinho potrafił wybronić wynik grając w 10., a co dopiero mając przewagę gracza. Nadal rewelacyjny był Valdes, rehabilitował się także Mascherano, jednak to nie zmienia mojego zdania, że to jeden z jego słabszych występów w Barcelonie. Nieźle zaprezentował się debiutant Alex Song, był bardziej aktywny z przodu niż Busquets i całkiem nieźle wkomponował się w drugą linię Barcy.

Pozostaje nam się smucić, że nie udało się wygrać tego meczu, ale dla piłkarzy po powrocie do Barcelony będzie nowy dzień i nowe wyzwania. Trzeba wyciągnąć wnioski z tej porażki i walczyć o powrót na tron w Hiszpanii i Europie. Jedyny pozytyw jest taki, że widzieliśmy obrazki Pedro przepraszającego Marcelo za faul, Cristiano pomagającego wstać Kanaryjczykowi, a zabrakło fruwających palców.