Szlagier szlagierów

Ze wszystkich futbolowych klasyków to zawsze jest hicior sezonu w Europie. Szlagier wzbudzający najbardziej gorące przeżycia. Katalonia kontra Kastylia, Barcelona versus Madryt. Jeden Lionel Messi przeciw całej białej części stolicy Hiszpanii. Różnice i animozje obu regionów kraju znów miały stoczyć niezwykle zacięty, twardy i męski pojedynek o prymat. Po prostu Gran Derbi.

Do swojego pierwszego, wspólnego meczu z cyklu nowego sezonu La Liga Katalończycy przystąpili z nowymi piłkarzami i trenerem, “Królewscy” w ogóle się nie zmienili. Jedno co może łączyć obie drużyny, to chęć zdobycia Superpucharu Hiszpanii. No może jeszcze uczucie rozpierającej oba zespoły siły, jeszcze większej niż w poprzednim sezonie.

Zanim zaczynały się ostatnie El Clasico, Real Madryt często uchodził za faworyta – bo pierwszy raz był zarządzany przez Jose Mourinho, bo jego drużyna wygrała dziesięć meczów z rzędu, bo wydawała się doganiać największego rywala. Częściej triumfowała jednak Barcelona. Do meczu więc obie drużyny przystąpiły niezwykle zmotywowane. Inauguracja Primera Division rozpoczęła się dla obrońców trofeum niezbyt szczęśliwie. “Królewscy” stracili dwa punkty już na starcie, a Cristiano Ronaldo po raz pierwszy w meczu na Santiago Bernabeu nie oddał celnego strzału na bramkę.

Piłkarze Barcelony zapewne mieli jeszcze więcej determinacji, by pokazać kto naprawdę liczyć się będzie na zakończenie sezonu 2012/2013. Stracili tytuł mistrza kraju, przegrali ostatnie Gran Derbi na Camp Nou 1:2. Ronaldo strzelał im gole w trzech ostatnich meczach rozegranych w Barcelonie. Kibice Realu tym razem również doczekali się trafienia swojego gwiazdora.  Choć to Barcelona dominowała od samego początku spotkania, to pierwsi zdobycz bramkową na koncie zanotowali podopieczni Jose Mourinho.

“Valdes zwrócił Realowi życie”

W pierwszej połowie Katalończycy byli zgodnie z oczekiwaniami zdecydowanie dłużej przy piłce (momentami aż 80 procent do 20), ale swojej przewagi nie potrafili przekuć na korzystny dla siebie wynik. Po przerwie grę nadal prowadzili gospodarze, ale w 55. minucie po rzucie rożnym bitym przez Oezila piłkę głową do siatki skierował Cristiano Ronaldo. Był to jego czwarty z rzędu gol na Camp Nou.

Barca odpowiedziała niemal natychmiast, a niepokój i ogień strachu w sercach kibiców “Dumy Katalonii” na Camp Nou zdołał ugasić Pedro Rodriguez. Zdołał opanować kapitalnie prostopadłe podanie od Mascherano i bez zastanowienia uderzył obok Casillasa. W 70 min maestria Iniesty dała Barcelonie karnego, którego na gola zamienił Messi i piękną asystę przy golu Xaviego . El Pais ironizuje, że Messi nie skorzystał z trzeciego podarunku Iniesty i zamiast bramki na 4:1 Victor Valdes “podarował” swoim przyjaciołom gola na 2:3 dla Realu.

Marca napisała na swoich łamach, że pierwsze El Clasico zapamiętane zostanie jako prawdziwa karuzela, która była w stanie wszystkich uszczęśliwić, rozwścieczyć, albo jedno i drugie. Valdesa, który fatalnie zawalił przy golu Di Marii, w obronę wziął sam Tito Vilanova. – Taki jest futbol. Jednego dnia mylisz się ty, następnego twój rywal. Nie można jednak grać dobrej piłki, jeśli nie zaczyna się od bramkarza.

Marka i As, dwa największe hiszpańskie dzienniki sportowe podkreślały sformułowanie, że Victor Valdes “dał życie Realowi”. Przez bramkarza Barcy wynik dwumeczu o Superpuchar pozostaje wciąż sprawą otwartą. Gol na 4:1 przesądziłby być może definitywnie sprawę tytułu, ale niewykorzystana szansa Katalończyków i zabójcza kontra Realu, zakończona golem po błędzie Valdesa, pozwala Realowi wciąż żywić nadzieję, że losy Superpucharu zostaną odmienione na ich korzyść. Trzy bramkowa przewaga byłaby wynikiem złym dla Realu, oznaczającym bowiem pożegnanie z trofeum. Teraz rezultat jest doskonały, pozwalający Realowi myśleć o zachowaniu szans na zdobycie Superpucharu przed rewanżem na Santiago Bernabeu.

Po wygranym mistrzostwie w minionym sezonie, okraszonym imponującymi rekordami 100 pkt i 121 goli, gracze Realu pozostają wciąż pewni, że okres dominacji Katalończyków można już odważnie włożyć między baśnie i przypowieści. Kibice Barcy chcą widzieć to inaczej; jako epizod lub wypadek przy pracy podobny do porażki w finale Pucharu Króla w 2011 roku. Kto będzie miał rację? Pierwsza okazja, by się o tym przekonać już za kilka dni na Santiago Bernabeu, gdzie Barca nie przegrała od 2008 roku, czyli ostatni raz przed erą Pepa Guardioli. Mourinho wprawdzie poprowadził swój zespół do dwóch zwycięstw nad Katalończykami, ale było to na Estadio Mestalla w Pucharze Króla i na Camp Nou w lidze. Jasnym się staje, że dzięki wielkim rywalom Superpuchar decydowanie zyskuje na prestiżu.

Notujący dwunaste Gran Derbi Mourinho, jak i debiutujący w klasyku w roli pierwszego trenera Vilanova tym razem nie byli wobec siebie nieuprzejmi jak podczas pamiętnego Gran Derbi, w którym zamiast pięknego sportowego wydarzenia dominowały obrazki z insynuacji, brutalności rywala, prowokacyjnych zachowań i hipokryzję. Nie byliśmy świadkami brutalnych zagrań, przynoszących wstyd szarpanin, czy wreszcie obrazków na miarę słynnego już “palca w oku Vilanovy”. O dziwo, o układach faworyzujących Barcelonę, jej domniemanej hipokryzji, czy “Pito” (po hiszpańsku jedno z określeń penisa) Mourinho nie wysłowił się ani razu.

Prowokowany przez dziennikarzy “The Special One”, który niedawno samowolnie “przechrzcił” się na “The Only One”, odpowiadał na trudne pytania ze skruchą. “Nie powinienem był tego zrobić”. “Tym, który zawiódł, byłem ja”. “Popełniłem błąd”. Dodał obiecując, że z piłkarzami mocno pracuje nad kontrolą emocji. I że nie trzeba będzie zbyt długo czekać, by się przekonać, że podobna sytuacja do tej sprzed roku już nigdy się nie powtórzy. Portugalczyk słowa dotrzymał, co dokumentują obrazki z zakończonego spotkania, na których widać jak “przyjacielsko-sielska” atmosfera zapanowała we wrogich obozach.

Taki Mourinho przed meczami z Barceloną to nowość, Taki Real po meczu z Barceloną to szok. Przyjemna nowość i pozytywny szok. Dlaczego napięcie na linii Madryt – Katalonia spadło? Hmmm…?

Bezlitosne wciąż zdają się już pozostawać tylko hiszpańskie media. “Barcelona nie umiała wykończyć Realu” – czytamy w El Mundo Deportivo. Podopieczni Jose Mourinho opuszczają stolicę Katalonii po “słodkiej porażce”. Barca zaprezentowała się lepiej, ale Królewscy będą w rewanżu napędzani myślą o golu Di Marii z końcówki spotkania na Camp Nou.