Sztuka (sz)czekania

El-técnico-portugués-José-Mourinho-observa-a-sus-jugadores-durante-el-entrenamiento-del-Real-Madrid-hoy-en-la-ciudad-deportiva-de-Valdebebas-Madrid.-Foto-EFE-JuanJo-MartinWiele światowych przykładów pokazuje, że łaska kibiców, choćby tych najbardziej zagorzałych fanów swojego klubu, na pstrym koniu jeździ i ci sami kibice, którzy swoich pupili długo tuczą ochami i achami, z dnia na dzień mogą podjąć decyzję o ich rytualnym zarżnięciu. Tak zwani Królewscy stają się bytem pozbawionym na jakiś czas świetlanej przyszłości, cytując klasyka “przegniłą i wypróchniałą łódką, która będzie utrzymywać się na falach tylko tak długo, jak długo jest dobra pogoda. Jak się zaczną większe fale – pójdzie w drzazgi”. Rekiny już wyczuły krew.

Real Madryt kończył ubiegły rok w złej atmosferze, po tym jak trener Jose Mourinho posadził na ławce rezerwowych Ikera Casillasa. W nowy rok klub wchodzi również z gównem na królewskich pantoflach. Otóż Fabio Coentrao spóźnił powrót z krótkiego urlopu świąteczno-noworocznego, co spotkało się z dużym niezadowoleniem trenera. Ja lubię jak coś mnie zaskakuje. Czekam teraz na newsa, że na Santiago Bernabeu przyjechał i rozstawił swój namiot cyrk. Niestety, ale pieniądze to nie wszystko, żeby wygrywać trofea. Jak nie ma atmosfery, to dzieją się rzeczy, które tylko do cyrku można porównać.

Można by z tego wnioski wyciągać różnorakie, ja wyciągam taki, że trzeba znęcać się nad rywalem Barcelony, póki jest ku temu okazja. Zwłaszcza, że można to robić w zasadzie całkiem bezkarnie. Kibice na Bernabeu mogą podać setki przesłanek, które wskazywałyby, że alternatywy istnieją dwie: albo rewolucja, albo reorganizacja.

W perspektywie nowego roku dodałbym jeszcze do tej liczby fakt, że hiszpański dziennik “Marca” poszła na całość i ogłosiła, że kibice Realu nie chcą czekać tylko na wietrzenie szatni, że żądają wręcz gruntownego sprzątania. Gazeta zorganizowała ankietę, w której mogli się oni wypowiedzieć na temat Jose Mourinho i tego, czy powinien dalej stać za sterami królewskiej fregaty. Udział wzięło przeszło 100 tys osób, w tym ponad 80% wydało na Portugalczyka wyrok skazujący. – Wydaje się, że posadzenie na ławce rezerwowych Casillasa w spotkaniu z Malagą ostatecznie przelało czarę goryczy - pisze “Marca”.

Czytałem na temat wywołującej tak wiele kontrowersji decyzji Mourinho sporo opinii (na pewno nie wszystkie). Sam poświęciłem swój czas i napisałem artykuł do naszego blogowego “dziecka”- Flasha “Źle się dzieje w państwie Mourinho”. I nagle przypomniały mi się postacie z książek Gombrowicza. Mourinho jako żywo pasuje do archetypu postaci, która wkrótce spłonie w piecu nienawiści kibiców Realu, zginie w szalecie zapomnienia i spłynie do kanalizacji z oddanym ostatnio “klocem”, a ten niestrudzenie tkwi w swoim obłędnym myśleniu, że nic mu się złego nie stanie. Więc zachłannie zażywa wolnej miłości. Szczeka jaki pies, któremu dawno już wypadły wszystkie zęby, ale gardło wciąż ma jak z brązu.

Mając świadomość wydarzeń, które mają miejsce w klubie z Madrytu, wiele mi mówi, że zachodzi w tej sytuacji pewna zależność, że im głośniej krowa ryczy, tym mniej mleka daje, nawet gdy nadchodzą ciężkie dni.

Naturalnie sposób porównań wydaje się być może naciągany, ale mechanizm sam w sobie nosi znamiona podobieństwa. Podświadomość to zajebista sprawa, drogi kibicu Realu. Można sobie wmawiać ile wlezie, że “mamy lepsza drużynę, lepszego piłkarza, lepszego trenera”, można się obrażać, gdy ktoś odsyła uporczywie do prasowych doniesień z obozu rywali i parafrazować Witkacego, że “dobrze jest, dobrze jest, k…a, a kto mówi, że nie, to go w mordę!”. Ale tylko przeczuć się uciszyć nie da drogi kibicu madryckiego folwarku.

Owszem – plany na tę cześć sezonu i następne, powstają gdzieś w tajnej kajucie łajby “Królewskich”, pomimo że burza na zewnątrz rozszalała się na dobre. Pośród wichrów spekulacji dochodzą głosy, że Mourinho i kapitan drużyny Casillas od dawna już nie są w najlepszych stosunkach i po sezonie Portugalczyk spróbuje dokonać rewolucji w bramce Realu. Wspomina się o tym choćby w brytyjskim “The Sun”, że wyborem “The Special One” jest David De Gea, golkiper Manchesteru United. Według informacji angielskiego dziennika 22-letni hiszpański bramkarz, który trafił na Old Trafford  w 2011 roku ma kosztować 22 mln funtów, ale dopiero po zakończeniu obecnego sezonu. – Mourinho bez wątpienia chce De Geę, ale wszystko zależy od tego, czy Jose zostanie w klubie. - Mourinho bardzo uważnie śledzi poczynania tego bramkarza i jest nim bardzo zainteresowany - angielski dziennik cytuje słowa swojego źródła.

Ale jak głoszą słowa piosenki “Halo tu jestem” zespołu Raggafaya, która zdobyła nagrodę główną, na którymś tam przeglądzie Radosnej Piosenki Wróżebnej na Jamajce:

Wiem, że samemu ci walczyć trudno,
to jak płynąć po Bałtyku dziurawą łódką
ej ty, wierz mi wszyscy popełniamy błędy
ilu nas, tyle zdań w każdej kwestii
ja to pokolenie, co się wk…a powolutku.

Z partyjnym pozdrowieniem na Nowy Rok Bracia Madridistas.