Ciężka przeprawa po San Mames

Tak, jak mogliśmy przypuszczać, wizyta Barcelony na San Mames była wyśmienitym sposobem na ten niedzielny wieczór. Tuż przed przerwą reprezentacyjną podopieczni Luisa Enrique zgarniają drugi, cenny komplet punktów wygrywając z Athletikiem Bilbao 0:1.

Spotkanie nie rozpoczęło się feerią emocji – wręcz przeciwnie, obie drużyny dość łagodnie weszły w to spotkanie, bez nadmiernego pośpiechu, choć nie można też powiedzieć, że ospale. Zarówno Athletic, jak i Barca powoli zbliżały się do pól karnych przeciwników, ale nie stwarzali większego zagrożenia po żadnej stronie. Dało się jednak dostrzec pewną dominację Blaugrany, choć była to przede wszystkim była to przewaga w wymianie podań, która wraz z upływem kolejnych minut rosła. Czytaj więcej

Nieśmiały, lecz udany start

Mam bardzo dobre wiadomości dla każdego, kto tęsknił za wspaniałą, jedyną w swoim rodzaju ligą hiszpańską. Barcelona miała przed sobą dość trudne zadanie, ponieważ musiała pokonać drużynę, która w ostatnim czasie bardzo uprzykrzyła jej życie. I udało jej się, wprawdzie bez fajerwerków, jednak pokonała Athletic Bilbao na wyjeździe 0:1.

Za nami już dwa dość bolesne, z punktu widzenia Cules, starcia z Baskami, tak więc należało się spodziewać, że w ten niedzielny wieczór Barcy również nie będzie łatwo – i nie było.

Pocieszający był fakt, iż w kondycji Blaugrany widać było poprawę, ponieważ grała bardziej, można by rzec, przytomnie. Nie traciła piłki tak łatwo, jak w obu meczach Superpucharu Hiszpanii. O wiele łatwiej przychodziło jej także atakowanie bramki Iraizosa, jednak nie mogę powiedzieć, że od razu było to proste, a potwierdzeniem tego jest chociażby bardzo skromne zwycięstwo nad Athletikiem. Czytaj więcej

Barcelona Mistrzem, Barcelona Królem…

Znów wzbogaciła się klubowa gablotka, a wszyscy Cules znów są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Mam przyjemność napisać Wam o tym, iż drugi z trzecich podstawowych celów Barcy w sezonie został wzorowo wykonany – Puchar Króla trafił do Katalonii 27. raz w historii po zwycięstwie nad przyjezdnymi z Kraju Basków 3:1.

Myślę, iż faworyt tego spotkania zo wyraźnie, kto grał, a kto tańczył do zagranej melodii.

Na przekór temu, do czego przyzwyczaiła nas Duma Katalonii, z początku dominacja gospodarzy nie rzucała się w oczy aż tak. Barca spędzała więcej czasu przy w, jednak nie zabrała się do bezzwłocznego, błyskawicznego ostrzeliwania rywala. Budowała swoją przewagę raczej stopniowo, ale sukcesywnie, wraz z upływem czasu zwiększała nacisk na Athletic, wyprowadzała coraz niebezpieczniejsze ataki. Czytaj więcej

Nie denerwuj Barcy, bo ugryzie

Z przyjemnością stwierdzam fakt, że niesamowita passa Barcy trwa w najlepsze. Na koniec weekendu podopieczni Luisa Enrique wybrali się do Kraju Basków, gdzie stanęli naprzeciw Athletikowi Bilbao i gdzie rozstrzelali ich 2:5.

Spotkanie tychże drużyn było chyba najlepszym, co mogli wybrać na ten wieczór sympatycy futbolu. Nie chodzi tu już nawet o samą goleadę – mecz był zacięty, bardzo często nabierał ogromnego tempa, a najpiękniejsze było to, co z piłką wyczyniała Blaugrana. Gdy oglądaliśmy tak grającą drużynę, było widać niemal gołym okiem jej pewność siebie i ten piłkarski instynkt pracujący na najwyższych obrotach, kiedy czy to Neymar, czy Messi, czy Rakitic czy jeszcze kto inny, ryzgrywali i atakowali szybko, ale też inteligentnie. Na pokonanie Iraizosa mieli mnóstwo pomysłów. Czytaj więcej

Wejść, strzelić dwa gole i podziękować za mecz

Gdyby to były Mistrzostwa Świata „Polska 2014”, Barcelona miałaby już zapewniony awans do trzeciej rundy rozgrywek. Tym razem na Camp Nou stracili punkty Baskowie, przegrywając 2:0 w ostatnim kwadransie starcia.

Znów nie da się ukryć, że zwycięstwo było wymęczone. Być może gra Barcy była trochę bardziej błyskotliwa, niż dwa tygodnie temu, wciąż jednak, uśredniając, otrzymamy obraz dobrej, ale nie jakiejś znów niesamowitej Blaugrany, która rozprawia się po kolei z rywalami. Czytaj więcej

W czym problem, Blaugrano?

Po meczu z Athlietkiem Bilbao Cules także nie będą świętować. Po stosunkowo ciekawym, choć nieco monotonnym meczu, Barca znów wraca do Katalonii bez punktów przegrywając na San Mames 1:0.

Na samym początku mecz zdawał się, mówiąc w przenośni, „mieć przyszłość” dla Barcelony, bo jej przewaga była widoczna. Mniej czy więcej, ale była. Problem jednak był dokładnie tak sam, jaki był w Amsterdamie – nic konkretnego z tego nie wynikało, poza tym, że ta przewaga była. Wyglądało to jednak tak, że Blaugrana powoli, powoli zbiera się do zdobycia jakiegoś gola, gdyż Athletic zdecydowanie grał w cieniu gości. Rzeczywistość okazała się nieco mniej optymistyczna. Czytaj więcej

Bo grunt to podstawa

Całkiem do niedawna wszystko w grze Barcelony dopięte było na przysłowiowy ostatni guzik. Niewielu kibiców przypuszczało więc, że Barca w końcu polegnie, choć kryzys musiał nastąpić. Podopiecznym Tito Vilanovy w La Liga punkty zdołali odebrać tylko “Królewscy” z Madrytu. Następnie na tę krótką listę udało się wpisać Baskom z San Sebastian. Gracze Barcelony rundę rewanżową w najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii, rozpoczęli od porażki na Anoeta. Real Sociedad to ciekawa drużyna, proponuję więc przyjrzeć się jej nieco bliżej.

Francuski szkoleniowiec baskijskiej drużyny Philippe Montanier, postawił w zespole wszystko na jedną kartę. W 20. kolejce spotkań wpadł na szatański plan sprowadzenia gwiazdorów z Barcelony na ziemię. I uczynił to w sposób zupełnie wyjątkowy. Jego zawodnicy nie zagrali jak gracze Celtiku Glasgow, którzy zamknęli się na własnej połowie i po strzeleniu bramki kontratakowali. Zawsze odważnie grający Baskowie, raz po raz potrafili rozbijać ataki Barcy, a nawet odrobić dwubramkową stratę. Wiele można by przypisać szczęściu, ale nie wolno odbierać piłkarzom Sociedad pełni zasług.

Francuska robota

Po erze Martina Lasarte miało przede wszystkim nastąpić ustabilizowanie formy zespołu. Urugwajski szkoleniowiec prowadził drużynę po jej powrocie do Primera Division w sezonie 2010/11. Uchodził za twardego, a nawet brutalnego piłkarza, kiedy występował jeszcze w barwach Deportivo La Coruna. Tymczasem jako trener stworzył zespół grający na wskroś ofensywnie, choć momentami wręcz niefrasobliwie.

Baskowie pierwszą część sezonu mogli uważać za niezwykle udaną, bowiem na półmetku sezonu plasowali się na solidnej jedenastej pozycji, daleko od strefy spadkowej. Jednak runda rewanżowa, to już jedno pasmo nieszczęść. Czytaj więcej

Nie taka Barca piękna, jak ją malują

Zima coraz silniej daje się we znaki. Także w Hiszpanii jak się okazuje. Lodowe powietrze, zdaje się powoli wdzierać wszelkimi możliwymi szparami do szatni graczy Barcelony. Mówiono o biegunie zimna, gdy prasa hiszpańska w satyrycznych rysunkach ukazywała różnicę punktową pomiędzy pozycjami mistrza kraju Realu Madryt i ubiegającej się o ten tytuł FC Barcelony.

Pozostaje mi tylko zazdrościć tym wszystkim cules, którzy już myślą o tym, że FC Barcelona może z palcem w nosie wygrać może kolejne tytuły: Puchar Króla, oraz sięgnąć po główne trofeum w Lidze Mistrzów – a pozostałym wielkiej naiwności. Na niebie nad Katalończykami zbierają się coraz bardziej ciemne, niemal ołowiane chmury. Może nawet grozić opadami śniegu i potrzeba będzie chyba ratraków, które sprzątną z głów piłkarzy marzenia o tym, by wypełniły się słowa Tito Vilanovy: – Zespół ma się świetnie. Mam nadzieję wygrać wszystkie możliwe tytuły. Czytaj więcej