Na otarcie łez

Po ciekawym i nawet emocjonującym spotkaniu z Betisem Sewillą na konto Barcelony wpływają kolejne trzy punkty. Nie było tak pięknie, jak to prawdopodobnie brzmi, bo gościom udało się postraszyć Blaugranę, a tej natomiast wiele razy zabrakło szczęścia, mimo to widać było, kto tańczył, kto grał.

Pechowcem meczu, moim skromnym zdaniem, był David Villa. Naliczyłam pięć genialnych akcji, które po prostu nie miały prawa nie zakończyć się golem… a jednak się nie zakończyły. Sam chyba dokładnie nie wie, jak on to zrobił, że dopiero chwilkę przed zejściem z boiska udało mu się zanotować bramkę. Wówczas wszedł za niego Leo Messi, któremu pozostawił “do pozamiatania” wyrównany wynik. Messi więc, jak na niego przystało, dorzucił także swoje dwa strzały, aczkolwiek zaliczył efektywne “zbombardowanie” bramki Adriana. Czytaj więcej

Wyrzucenie Alvesa mogło wiele kosztować

Dwa gole Rubéna Castro, które zostały strzelone po wyrzuceniu z boiska Daniego Alvesa nieźle musiały nastraszyć Víctora Valdésa. W przypadku strzelenia przez Betis jeszcze jednej bramki, bramkarz FC Barcelony mógłby nie zdobyć Trofeo Zamory.

Obyło się na szczęście tylko na strachu. Hiszpański golkiper sezon zakończył z 28. wpuszczonymi bramkami w 35. meczach. Oznacza to, że średnio rywale przeciwko Barcelonie strzelają 0,8 gola na mecz. Czytaj więcej