Madryt znów ma orgazm

Gdyby Barcelona zwyciężyła u siebie z Manchesterem City, na pewno wyskoczyłbym z butów i szalał nago po mieście, radując się z wygranej mojej ulubionej drużyny. Piłkarze Barcy świętowaliby zwycięstwo po meczu, jakby wygrali finał Ligi Mistrzów, a Tito Vilanova wyskoczyłby z ławki rezerwowych i zrobił “cieszynkę” znaną ze wszystkich boisk świata. Gdybym był wówczas redaktorem największej strony o Barcelonie, napisałbym: “WIELKA BARCA, MAGICZNA BARCA!”, a wszyscy moi koledzy, którzy sympatyzują z tą samą drużyną co ja, mówiliby jednym głosem: “Przepotężna Barcelona, jesteśmy najlepsi, wygramy wszystko co się da, bo wygraliśmy rzutem na taśmę z Manchesterem City!”. Dokładnie, tak by (nie)było.

Nie ma co ukrywać – wygrać z The Citizens u siebie to i tak nie lada sztuka i radość po takim zwycięstwie na pewno uradowałaby nie jednego kibica danej drużyny. Swoją drogą, to wczorajszy mecz był jednym z najlepszych, jakie oglądałem w tym roku. Jednakże to, co miało miejsce tuż po spotkaniu, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Ba, same reakcje piłkarzy Realu i ich trenera były co najmniej wygórowane. Nikt nie zakazuje się im cieszyć, ale to co wyczyniał chociażby sam Mou, doprowadziło mnie do absolutnego rozbawienia. A za swoim portugalskim idolem popędzili polscy fani Realu Madryt, którym totalnie odbiło po końcowym gwizdku sędziego. Zupełnie, jakby włączyli mecz w 85. minucie. “Oddajcie pokłon mistrzowi!”, “Real powraca, wielki Real!” czy zwykłe “Hala Madrid skurwysyny!” to jedne z nielicznych komentarzy, które pojawiły się na mojej tablicy Facebooka. Ludzie, to jakaś paranoja. Czytaj więcej