Nie taka Barca piękna, jak ją malują

Zima coraz silniej daje się we znaki. Także w Hiszpanii jak się okazuje. Lodowe powietrze, zdaje się powoli wdzierać wszelkimi możliwymi szparami do szatni graczy Barcelony. Mówiono o biegunie zimna, gdy prasa hiszpańska w satyrycznych rysunkach ukazywała różnicę punktową pomiędzy pozycjami mistrza kraju Realu Madryt i ubiegającej się o ten tytuł FC Barcelony.

Pozostaje mi tylko zazdrościć tym wszystkim cules, którzy już myślą o tym, że FC Barcelona może z palcem w nosie wygrać może kolejne tytuły: Puchar Króla, oraz sięgnąć po główne trofeum w Lidze Mistrzów – a pozostałym wielkiej naiwności. Na niebie nad Katalończykami zbierają się coraz bardziej ciemne, niemal ołowiane chmury. Może nawet grozić opadami śniegu i potrzeba będzie chyba ratraków, które sprzątną z głów piłkarzy marzenia o tym, by wypełniły się słowa Tito Vilanovy: – Zespół ma się świetnie. Mam nadzieję wygrać wszystkie możliwe tytuły. Czytaj więcej

Angielskie sędziowanie, hiszpańska dramaturgia – Sevilla 2:3 Barcelona

Kto nie oglądał tego spotkania, ten może żałować. Nie było to może “fenomenalne widowisko”, jak uznał w 80. minucie Pan Leszek Orłowski, ale dramaturgii, kontrowersji i emocji było co nie miara. Zanim wydam swoją osobistą opinię na temat kilku wydarzeń, które miały miejsce na Estadio Sanchez Pizjuan, postaram się w skrócie opowiedzieć co działo się na murawie w/w stadionu.

Rozpoczęło się od tego, że Barcelona dosyć aktywnie starała się skonstruować akcje ofensywne. Byłem pod wrażeniem tego, jak podopieczni Vilanovy bardzo chcieli strzelić jako pierwsi gola, bo w ostatnich meczach ci sami zawodnicy rozpoczynali spotkania dosyć ślamazarnie, bez błysku i zaangażowania. Teraz było widać, że są bardzo zmotywowani i otwarci na kreatywne, dość niekonwencjonalne akcje. Oczywiście nie wszystkim udzielała się taka atmosfera, bo defensywne skrzydła Barcy rozpoczęły pojedynek z poważnym opóźnieniem – szczególnie Dani Alves. Na taką grę, jaką prezentował wówczas Brazylijczyk, mówi się, że miał więcej strat, niż podań. Czytaj więcej

Przegrana na własne życzenie

Po pierwszym spotkaniu na Camp Nou, gdzie padł wynik 3:2 dla gospodarzy, Barcelona przystąpiła do meczu w Madrycie, jakby właściwie miała tylko odebrać ten puchar i spadać do domu. Pierwsza połowa rewanżowej konfrontacji na Santiago Bernabeu była jedną z najgorszych w wykonaniu Barcelony od kiedy pamiętam. Linia ataku i pomocy praktycznie nie funkcjonowała, za to szeregi defensywne bardziej grały na rzecz gospodarzy, niż klubu, którego herb mieli na koszulce. Królewscy to wykorzystali, bo nie od dziś wiadomo, że z motywacją Katalończyków bywa bardzo różnie.

Nie mam ochoty odnosić się do gry trzech defensorów Barcelony, ale… no, muszę! Każdy widział kto i jakie popełnił błędy, więc to też sobie odpuszczę. Z ujęcia holistycznego linia defensywna Barcy była myślami w różnych zakątkach świata. Nie wiem, czy chłopaki może nie założyli się przed meczem o to, kto będzie najgorszym obrońcą na Santiago Bernabeu. Spieprzył najpierw jeden, potem drugi, ale zakład wygrał ten trzeci, bo jako jedyny zarobił czerwoną kartkę. Jedynie Alba trzymał poziom, ale to tylko znaczy, że był tchórzem i nie podjął rzuconej przez kolegów rękawicy. Widać, że świeżak. Czytaj więcej