Wataha się wzmacnia

Pewnego słonecznego poranka trener Chelsea, José Mourinho, wybrał się do sklepu. Idąc wzdłuż ulicy, po raz kolejny tego tygodnia rozgrywał we własnej głowie ostatni półfinałowy mecz Ligi Mistrzów. Nagle zatrzymał się tuż przed drzwiami sklepu z napisem „Atletico Madryt”. Zajrzał przez szybę i z gracją baletnicy wbiegł do środka. Chwilę zajęło mu znalezienie kasy, do której się od razu udał. Portugalczyk na ciepły uśmiech pani przy kasie odpowiedział jedynie: „poproszę napastnika, obrońcę i chcę odzyskać bramkarza, którego zostawiłem tu jakiś czas temu”. Miła pani zza kasy zapytała: „Zapakować?”, ale Mourinho był już przy drzwiach zostawiając za sobą puste dźwięki jego szyderczego śmiechu. Czytaj więcej

Mecz wyrównany aż do bólu

Po pierwszej konfrontacji Barcelony i Atletico Madryt nie jesteśmy w stanie określić prawdopodobnego półfinalisty ani chociażby pretendenta do awansu. W tak wyrównanych spotkaniach bowiem nie ma faworytów.

O takim ćwierćfinale Champions League marzyliśmy. Mecz był idealnym przykładem urodziwego, zaciętego, emocjonującego i zachwycającego futbolu. Zarówno Barcelona, jak i Atletico grali na sto procent możliwości, to nie ulega najmniejszej wątpliwości, a efekty ich starań oglądaliśmy przez okrągłe półtorej godziny – nie było czasu na wytchnienie, podczas gdy raz jedni, raz drudzy na zmianę podkręcali tempo. Czytaj więcej