Kolejne “epitafium” Barcelony

Dziś na jednym z portali wyczytałem, że ewentualna porażka Barcy z Milanem postawi kreskę na Guardioli i jego drużynie. Prorokuje się tym samym schyłek „Wielkiej Barcelony”. Na jej miejsce ma stanąć niesamowity Real Madryt z Jose Mourinho (zresztą miał ją zastąpić już z pięć razy). Faktycznie, alternatywy w roli faworyta dla Realu i Barcy nie widzę.

Naturalnie, podobnie jak u każdego z Was, rodzi się w mej głowie lęk, że to już koniec. Koniec sukcesów i tym samym dumy ze zwycięstw nad rywalami (zwłaszcza nad jednym). W pamięci mam jednak inne obrazy wieszczące niekoniecznie klęskę, koniec czy piłkarski armagedon. Przypominam sobie zeszły sezon i przegraną w Lidze Mistrzów z Arsenalem (1-2). Co to wówczas było, to miał być koniec, czeluść Blaugrany, Arsenal miał pokazać jak się ogrywa Wielką Barcelonę. Po trzech tygodniach wszystko było jasne, a mi na usta cisnęły się słowa wypowiedziane przez Casius’a Clay’a po pokonaniu Sonny’ego Listona „stary, ale się Ciebie bałem”. Potem był spacerek przez Donieck no i znowu – wielki egzamin. Tym razem miało się dziać. Barcelona kontra Real Madryt. Czytaj więcej